Reklama

Marynarka Wojenna kupuje radary. Import, czy rozwój własnego potencjału? [OPINIA]

14 listopada 2017, 11:11

Inspektorat Uzbrojenia zamierza przeprowadzić dialog techniczny przygotowujący przetarg na dostawę brzegowego radaru obserwacji nawodnej oraz brzegowego radaru obserwacji nawodnej i celów niskolecących. Polski przemysł posiada potencjał, aby zrealizować to zadanie, ale istnieje ryzyko, że wojsko zdecyduje się na rozwiązanie importowane zza granicy. 

W ogłoszeniu zawierającym zaproszenie do udziału w dialogu technicznym na radary brzegowe nie ma praktycznie żadnych informacji - poza ostateczną datą składania wniosków (24 listopada 2017 r.) oraz planowanym terminem przeprowadzenia konsultacji (grudzień 2017-styczeń 2018).

Nie ujawniono natomiast, jaki konkretnie sprzęt radiolokacyjny ma zostać pozyskany i nawet, gdzie on ma być wykorzystywany. Określono jedynie, że szczegółowe wymagania odnośnie obu klas radarów zostaną przekazane zainteresowanym podmiotom, które zostaną zaproszone do udziału w dialogu technicznym.

Pomimo tej, stającej się zasadą w Inspektoracie Uzbrojenia, wstrzemięźliwości w przekazywaniu danych nawet z tych niewielu informacji można wyciągnąć wnioski, które nie zawsze zgadzają się z oficjalnie głoszoną przez Ministerstwo Obrony Narodowej strategią w odniesieniu do polskich firm i zasadami ujednolicania wykorzystywanego w Siłach Zbrojnych sprzętu. Dlatego warto się zastanowić, w jaki inny, być może lepszy sposób, mogłoby zostać zaspokojone potrzeby Marynarki Wojennej.

„Małe” PO MW (w tym przypadku na Westerplatte) są wyposażone w radary nawigacyjne BridgeMaster. Fot. M.Dura

Co i dla kogo chce kupić Inspektorat Uzbrojenia?

Z faktu wymienienia w zaproszeniu radarów wykrywania celów nawodnych wynika, że Inspektorat Uzbrojenia zamierza pozyskać sprzęt dla potrzeb Marynarki Wojennej RP. Polskie siły morskie wykorzystują dwa rodzaje takich stacji radiolokacyjnych: mobilne i stacjonarne. Prawie na pewno nie chodzi tu jednak o sprzęt mobilny, ponieważ Marynarka Wojenna stosuje dwa typy konkretnych radarów na pojazdach i w obu przypadkach są one jak na nasze warunki jeszcze bardzo nowoczesne.

Są to:

  • stacja radiolokacyjna wykrywania celów nawodnych i powietrznych typu TRS-15 wykorzystywana w Morskiej Jednostce Rakietowej do wskazywania celów dla nadbrzeżnych wyrzutni rakietowych;
  • stacja radiolokacyjna wykrywania celów nawodnych typu RM-100 wykorzystywana jako uzupełnienie w brzegowym systemie obserwacji Marynarki Wojennej.

Rozwiązania z radarów TRS-15 opracowanych dla NDR mogą być wykorzystane w przygotowaniu nowych stacji radiolokacyjnych dla PO MW. Fot. M.Dura

Oba te radary są produkowane przez polską spółkę PIT-Radwar, która ma potencjał i możliwości, by je cały czas modernizować i produkować. Szukanie rozwiązań w tej dziedzinie byłoby więc marnotrawieniem czasu i środków.

Zupełnie inaczej jest w przypadku stacjonarnego systemu obserwacji technicznej. To właśnie tam istnieje pilna potrzeba wymiany radarów, szczególnie jeżeli chodzi o stacje wykrywania celów nawodnych i powietrznych. Sam sposób, w jaki chce to zrobić Inspektorat Uzbrojenia budzi jednak duże wątpliwości.

Stacjonarny system obserwacji technicznej Marynarki Wojennej

Stacjonarny system obserwacji technicznej Marynarki Wojennej składa się z sieci zbudowanych wzdłuż polskiego wybrzeża punktów obserwacyjnych (PO), na których znajdują się zawsze dwie stacje radiolokacyjne. Na tzw. „małych” punktach obserwacyjnych wykorzystywano tylko radary nawigacyjne (do wykrywania celów nawodnych), natomiast na tzw. „dużych” punktach zamontowano jeden radar nawigacyjny (do wykrywania celów nawodnych) i jeden radar obserwacji nawodnej i powietrznej typu Nur–23.

Nieistniejąca już wieża obserwacyjna na PO Rozewie z anteną paraboliczną radaru Nur-23M. Fot. M.Dura

Takie zdublowanie sprzętu było konieczne, ponieważ punkty obserwacyjne muszą prowadzić nadzór akwenów morskich bez przerwy. Radary pracują więc na zmianę dając czas na ich przeglądy i ewentualne naprawy. Największa trudność występuje w przypadku stacji radiolokacyjnych wykrywania celów nawodnych i powietrznych, których jest obecnie tylko dziewięć. Tutaj nie ma możliwości stosowania dyżurów i dlatego w sytuacjach kryzysowych muszą być przygotowane na długotrwałą pracę ciągłą.

Początkowo wszystkie te stacje radiolokacyjne należały tylko do Marynarki Wojennej. Później na wybranych PO MW zdjęto jeden radar nawigacyjny robiąc miejsce dla radaru obserwacyjnego Straży Granicznej (oraz systemów łączności i kamer). W ten sposób postąpiono z częścią „małych” punktów i wszystkimi „dużymi”.

Wieża na jednym z „dużych” punktów obserwacyjnych MW z zainstalowanym wyposażeniem Straży Granicznej. Fot. Archiwum autora

Dzięki temu można było ograniczyć koszty budowy Zintegrowanego Systemu Radiolokacyjnego Nadzoru Polskich Obszarów Morskich (ZSRN), który zorganizowano wzdłuż całego wybrzeża (od Świnoujścia do Piasków) w taki sposób, by Morski Oddział Straży Granicznej mógł szczelnie chronić dostęp do dwunastomilowej strefy naszych wód terytorialnych.

System ten składa się 19 Posterunków Obserwacyjnych SG (PO SG) z czego osiem to nowe, bezobsługowe wieże radarowe (zbudowane m.in. w Łazach, Rowach, Jastarni, Rozewiu i Piaskach), a pozostałych 11 utworzono w oparciu o PO MW. Na każdym z PO SG zostały zamontowane: radar wykrywania celów nawodnych Terma Scanter 200ITD, zdalnie sterowana głowica optoelektroniczna z kamerą LLL TV, kamerą termowizyjną i dalmierzem laserowym, środki łączności radiowej UKF, radiolinia cyfrowa, anteny odbiorcze systemu AIS, własne systemy zasilania (zespoły prądotwórcze i UPS) oraz elektroniczne systemy ochrony perymetrycznej (kamery czujki, systemy alarmowe itp.) - gdyż z założenia cały system ma być bezobsługowy.

Jedna z kilku nowych wież systemu ZSRN zbudowana w Piaskach ma Mierzei Wiślanej. Fot. M.Dura

Tak wiec pomimo zdjęcia jednego swojego radaru, Marynarka Wojenna nie odczuła jego braku, ponieważ informacja z każdej nowej stacji radiolokacyjnej ZSRN jest przekazywana równolegle do: ośrodków nadzoru Straży Granicznej i do systemu brzegowego MW. Pomagają w tym nowe konsole ARPA BridgeMaster, które zamontowano na PO MW, a które zostały połączone z każdym radarem SG.

Dzięki temu Marynarka Wojenna nie musi się zajmować jedenastoma radarami, ale musi dbać o pozostałe stacje radiolokacyjne swojego systemu obserwacji technicznej. Postępowanie rozpoczęte przez Inspektorat Uzbrojenia jest dowodem, że działań tych nie zaniechano.

Nie jedno a dwa postępowania

Kontrowersje budzi jednak podjęta już w Inspektoracie Uzbrojenia próba zrealizowania całego zadania w jednym postępowaniu. Mówimy tu bowiem o dwóch zupełnie różnych klasach radarów, które są dodatkowo produkowane najczęściej przez zupełnie innego rodzaju firmy.

Mamy tu też do czynienia z zupełnie różnym poziomem kosztów. Radary nawigacyjne to w zależności od zakupionego typu wydatek mniejszy niż 200 tysięcy złotych. Stacje radiolokacyjne obserwacji sytuacji nawodnej i powietrznej kosztują co najmniej kilka milionów złotych, a więc kilkanaście/kilkadziesiąt razy więcej. Radary nawigacyjne to dodatkowo urządzenia produkowane seryjnie – dostępne praktycznie z półki. Stacje nadzoru powietrznego muszą być zamówione i prawdopodobnie będą budowane pod przekazane wcześniej, polskie wymagania.

Ta różnica w kosztach i trudności w pozyskaniu była wcześniej widoczna po sposobie modernizowania systemu obserwacji technicznej Marynarki Wojennej. Radary nawigacyjne są bowiem w nim wymieniane drogą pojedynczych zakupów według zasady sztuka za sztukę. Stacje obserwacji sytuacji nawodnej i powietrznej ze względu na koszty były natomiast tylko modernizowane i to w ramach kompleksowych, kilkuletnich programów modernizacyjnych. Dlaczego Inspektorat Uzbrojenia chce teraz zmienić ten sposób postępowania, jak na razie nie wiadomo.

Ujednolicenie sprzętu, czy „wolna amerykanka”?

Najlepsza sytuacja w systemie obserwacji technicznej Marynarki Wojennej jest w przypadku radarów nawigacyjnych. Wymiana tych stacji odbywała się bowiem sukcesywnie i większa ich cześć jest bardzo nowoczesna, choć niewątpliwie mocno wyeksploatowana.

Co ważne, są to najczęściej urządzenia tego samego typu i prawie na pewno jednego producenta. Zresztą była to zasada, jakiej twardo trzymano się w Marynarce Wojennej od momentu tworzenia w latach osiemdziesiątych obecnie istniejącej sieci PO MW. Początkowo opierano się głównie na radarach polskiej produkcji - głównie typu SRN 7453 produkowanych i serwisowanych przez polska firmę RADWAR z Warszawy (obecnie PIT-RADWAR S.A.).

Stacje te posiadały dwa nadajniki (na pasmo X i S). Poza możliwością wyboru pomiędzy wysoką rozdzielczością (pasmo X) a zasięgiem i odpornością na zakłócenia (pasmo S) dawało to dodatkowe zabezpieczenie w przypadku awarii (na każdym „małym” punkcie obserwacyjnym były faktycznie dostępne cztery oddzielne nadajniki radiolokacyjne).

Były to jednak radary wykonane w starej technologii - z lampą wskaźnikową typu P, które ostatecznie zaczęto wymieniać na nowe - z rodziny BridgeMaster (firmy Sperry Marine). Wybór był nieprzypadkowy, ponieważ to właśnie te stacje były również montowane praktycznie na pokładzie wszystkich polskich okrętów. W ten sposób uproszczono serwis oraz proces szkolenia. Stacje BridgeMaster stały się dodatkowo tak znane, że sami marynarze zaczęli stawiać coraz ostrzejsze wymagania. Zaczęto więc np. wprowadzać w Marynarce Wojennej tylko radary nawigacyjne z funkcjami „Navy” (dającymi np. możliwość realizowania zadań taktycznych), tworzącej tak naprawdę z radaru nawigacyjnego - radar bojowy wykrywania celów nawodnych.

Zaproszenie opublikowane przez Inspektorat Uzbrojenia w przypadku tej klasy urządzeń jest budzi wątpliwości z kilku powodów. Po pierwsze Siły Zbrojne działają tak, jakby z szeregów Marynarki Wojennej nagle zniknęli wszyscy „specjaliści”, którzy wcześniej zajmowali się w radarami nawigacyjnymi. Tymczasem jest to sprzęt doskonale znany i dlatego zamiast dialogu technicznego powinno się po prostu rozpisać przetarg i wybrać najlepszą ofertę w oparciu o bardzo szczegółowo napisane wymagania.

Radary rodziny BridgeMaster montowane na PO MW są również wykorzystywane na praktycznie wszystkich okrętach Marynarki Wojennej. Fot. M.Dura

Po drugie wyraźnie widać, że dążenie do jednolitości sprzętu nie jest już obecnie tak ważne jak wcześniej. Jeżeli byłoby inaczej to wystarczyłoby po prostu poszukać dostawcy znanego już typu radarów nawigacyjnych w otwartym przetargu i zamknąć cały problem. Tymczasem szuka się czegoś nowego, nie licząc się z tym, że zmieniając producenta radarów nawigacyjnych na PO MW powinno się również zmienić źródło pozyskania sprzętu radiolokacyjnego na okrętach. Nie chodzi więc już o kilkanaście stacji radiolokacyjnych a o kilkadziesiąt.

Potrzebne będą dodatkowo dwa systemy serwisowe (z oddzielnymi zasobami części zamiennych) oraz bardziej rozbudowany system szkolenia. Operatorzy stacji nawigacyjnych nie będą się już bowiem uczyli obsługi jednego rodzaju radarów, a co najmniej dwóch. Pociągnie to za sobą dodatkowe wydatku, ponieważ w środkach szkoleniowych (w Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce i w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni) trzeba będzie np. kupić dodatkowe, nawigacyjne stacje radiolokacyjne, by z ich pomocą uczyć obsługę.

Radary rodziny BridgeMaster montowane na PO MW są również wykorzystywane na praktycznie wszystkich okrętach Marynarki Wojennej. Fot. M.Dura

Nie kupno, ale polska praca badawczo-rozwojowa

Jeszcze mniej zrozumiała jest decyzja o rozpoczęciu dialog techniczny w odniesieniu do brzegowych radarów wykrywania celów nawodnych i powietrznych. Inspektorat Uzbrojenia chce bowiem kupić już gotowe stacje radiolokacyjne, chociaż wiadomo, że polski przemysł nie ma tego rodzaju, gotowych urządzeń w swojej ofercie. Co wcale nie oznacza, że nie jest w stanie ich dostarczyć po przeprowadzeniu pewnych prac badawczo – rozwojowych lub modyfikacyjnych.

Tymczasem wojskowi to zignorowali zakładając, że celem dialogu technicznego ma być m.in.: ocena możliwości spełnienia przez oferowany sprzęt wojskowy (a więc sprzęt już gotowy) wcześniej określonych wymagań oraz oszacowanie kosztów jego pozyskania, eksploatacji i wycofania. Stawia to od razu w pozycji uprzywilejowanej wielkie koncerny elektroniczne, które mają tego typu radary w ofercie montując je systematycznie w tak rozbudowanych systemach, jakie powstają np. w Stanach Zjednoczonych lub w zachodniej Europie.

Dodatkowo prawdopodobnie nie uwzględniono propozycji polskiego przemysłu radiolokacyjnego, który już w 2010 r. przedstawił Siłom Zbrojnym RP sposób modernizacji lub wymiany radarów obserwacji sytuacji nawodnej i powietrznej na PO MW. Propozycje te były ujawnione m.in. w czasie Konferencji Naukowo-Technicznej Radiolokacji w Jadwisinie-Serocku w październiku 2010 r. i później opublikowane w prasie specjalistycznej. Są więc powszechnie znane.

Zamiast więc szukać nowych oferentów w dialogu technicznym powinno się porozmawiać z jedynym polskim producentem sprzętu radiolokacyjnego – państwową spółką PIT-Radwar (należącą do nadzorowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej) i zastanowić się, w jaki sposób wymienić sprzęt radiolokacyjny na PO MW, korzystając z tych rozwiązań, za które wojsko zresztą już wcześniej zapłaciło: np. podczas opracowywania kanału obserwacji sytuacji nawodnej w radarach TRS-15 (wykorzystywanych przez system Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy), czy przy budowie anten ścianowych dla radarów mobilnych Nur-22N(3D), Soła lub Bystra.

Zdolna do przerzutu stacja radiolokacyjna Soła. Fot. M.Dura

Polski przemysł radiolokacyjny już pokazał co potrafi

Marynarka Wojenna ma dodatkowo bardzo dobre doświadczenia z dotychczasowej współpracy z PIT-Radwarem, która pozwoliła na wieloletnia eksploatację radarów Nur-23 ma PO MW. Polskie siły morskie wykorzystywały operacyjne w sumie dziesięć takich stacji zamontowanych na dziesięciu wysokich wieżach, rozmieszczonych wzdłuż wybrzeża: od PO Międzyzdroje do PO Skowronki. Obecnie jest to już tylko 9 radarów Nur-23, ponieważ jeden z nich (na PO Rozewie) musiał zostać zdemontowany wraz z całą wieżą, ze względu na postępującą erozję klifu nadbrzeżnego.

Pomimo dokumentowanego w dowodach urządzeń wieku (ponad 30 lat), radary Nur-23 niewiele przypominają urządzenia, jakie zamontowano na PO w latach osiemdziesiątych. Praktycznie wszystko poza antenami zostało w nich wymienione w czasie trzech realizowanych w międzyczasie modernizacji (dwie pierwsze pod kryptonimem CZECZOTKA I i II). Nie zmienia to jednak faktu, że każda z tych stacji przepracowała tylko od 1995 roku ponad 80 tysięcy godzin, co daje średnią 10-12 godzin na dobę.

Podczas modernizacji CZECZOTKA m.in.:

  • zmniejszono koszty eksploatacji (dając możliwość odłączenia ostatniego stopnia wzmacniacza mocy i pracy tylko na drugim stopniu, zbudowanym w oparciu o tańsze i bardziej trwałe lampy z falą bieżącą - LFB);
  • wymieniono starą konsolę z lampą typu P - WRP 10 na kolorowy wskaźnik światła dziennego BARCO (był to pierwszy, seryjny, polski radar, który otrzymał ułatwiające prowadzenie obiektów, zobrazowanie kolorowe), a później LCD;
  • dodano nowy blok odbiornika bardzo wysokiej częstotliwości, nowy blok pierwotnej obróbki sygnałów oraz wprowadzono system automatycznego śledzenia do 72 manewrujących obiektów powietrznych i nawodnych z wyjściem danych cyfrowych do systemu dowodzenia.

Tak naprawdę jedynymi, pozostawionymi bez zmiany elementami były anteny paraboliczne, chociaż wyremontowano m.in. urządzenia obrotowe, na których są one zamontowane. Nie udało się również wprowadzić kolejnego etapu modernizacji, który miał pozwolić na określanie wysokości lotu celów powietrznych (Nur-23M to nadal radary dwuwspółrzedne) oraz na współdziałanie z systemem identyfikacji radiolokacyjnej IFF „Swój-obcy” formatu Mark XII/Mark XIIA.

Polski przemysł radiolokacyjny już wskazał, co może zrobić?

Polski przemysł radiolokacyjny oferuje zarówno możliwość wymiany radarów Nur-23, jak i ich zmodernizowania. Najlepiej by było oczywiście wprowadzić nowe stacje radiolokacyjne jednak są to koszty, których mogą przekroczyć skromne możliwości „morskiego” budżetu. To właśnie dlatego specjaliści PIT-Radwar, analizując sytuację i przedstawiając swoją propozycje odnośnie sposobu przeprowadzenia ewentualnej modernizacji radarów na PO MW, oparli się oni na już istniejących rozwiązaniach. Dzięki temu można praktycznie wyeliminować wydatki związane z prowadzeniem prac badawczo-rozwojowych.

Bazą dla przyszłych radarów na PO MW mógłby być radar Nur-22N(3D) Fot. Archiwum autora

W 2010 r. zaproponowano oparcie konstrukcji nowego radaru (z maksymalnym zasięgiem instrumentalnym 100 km) na rozwiązaniach mobilnej stacji radiolokacyjnej Nur-22N(3D), wykorzystując nadajnik dwukanałowy oparty o lampy wzmacniające LFB oraz sześciokanałowy blok odbioru i przetwarzania sygnału, przetwarzania danych i układów wzbudzenia nadajnika - umieszczony w tej samej „szafie” co nadajnik.

Radar miałby wykorzystywać antenę ścianową radaru Nur-22N(3D) (o wymiarach 3 x 0,8 m i wadze 400 kg) tworzącą jedną wiązkę nadawczą oraz rozwijany w płaszczyźnie elewacji wachlarz sześciu wiązek odbiorczych (dzięki czemu istnieje możliwość określania trzeciej współrzędnej, czyli wysokości wykrytego obiekty latającego). Zastosowanie rozwiązań z już istniejącej stacji radiolokacyjnej dawało dodatkowo gwarancję wysokiej odporności na zakłócenia (chociażby z powodu tego, że antena charakteryzuje się niskim poziomem listków bocznych), przy zachowaniu czasu odnowy informacji o wykrytych i śledzonych obiektach (do 100 tras jednocześnie) wynoszącego 5/2,5 s oraz współczynnika widzialności na tle zakłóceń 33 dB.

Od 2010 r. tych sposobów modernizowania radarów brzegowych pojawiło się jeszcze więcej. W międzyczasie wprowadzono bowiem nowe radary TRS-15 (wykorzystywanych przez Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy) z rozwiązaniami opracowanymi specjalnie dla potrzeb Marynarki Wojennej. Produkowane są również niewielkie, mobilne stacje radiolokacyjne Soła oraz prowadzone są zaawansowane prace konstrukcyjne nad tej samej klasy stacją Bystra.

Wykres zasięgów radarów TRS-15 wyraźnie pokazuje, że stacje te nie wystarczą, by zabezpieczyć dane dla NDR o jednostkach pływających zbliżających się polskiego brzegu. Fot. M.Dura

Pełne pokrycie i większy zasięg mają tylko radary znajdujące się na PO MW. Fot. M.Dura

Bystra to mają już być radary wielofunkcyjne wykorzystujące jako pierwsze aktywne anteny z mechanicznym przeszukiwaniem przestrzeni w azymucie i elektronicznym w elewacji (AESA). Antenowa charakterystyka nadawczo-odbiorcza będzie w nich formowana programowo, co ma pozwolić dostosować charakterystyki pracy radaru do konkretnych uwarunkowań i wykonywanego zadania (wykrywanego obiektu).

Jak widać Inspektorat Uzbrojenia nie powinien oceniać „możliwości spełnienia przez oferowany sprzęt wojskowy wcześniej określonych wymagań oraz szacować koszty jego pozyskania, eksploatacji i wycofania”, ale bardziej zastanowić się nad tym, co można zaadoptować z już istniejących rozwiązań za pieniądze, które na ten cel zabezpieczono w budżecie (lub które można w przyszłości zabezpieczyć). I nie powinno się tego robić w ramach dialogów technicznych, ale negocjacji z konkretnym wykonawcą (PIT-Radwar) decydując, że występuje w tym przypadku Podstawowy Interes Bezpieczeństwa Państwa. Bo występuje.

Czy warto modernizować brzegowy system radiolokacyjny MW?

Zadanie realizowane obecnie przez Inspektorat Uzbrojenia powinno być uznane za priorytet. Marynarka Wojenna posiada bowiem jak na razie jedyny w Siłach Zbrojnych, szczelny system wykrywania celów niskolecących i to oparty o wysoko umiejscowione wieże radarowe. Daje to możliwość wczesnego ostrzegania przed zagrożeniem, z więc większy czas obronie na przygotowanie się do odparcia ataku.

Oczywiście jest to system stacjonarny, który teoretycznie można łatwo zniszczyć, ale należy pamiętać, że bez niego przeciwnik będzie mógł na bardzo małej wysokości bezkarnie wlecieć w polską przestrzeń powietrzną i od razu likwidować najważniejsze dla niego cele. Z radarami na PO MW nie będzie to już takie łatwe.

Tańsza wersja anteny trójwspółrzędnej dla PO MW mogłaby zostać opracowana na bazie radaru mobilnego Soła. Fot. M.Dura

Stacjonarny system obserwacji technicznej jest dodatkowo bardzo ważnym źródłem informacji dla Morskiej Jednostki Rakietowej. Nie ma bowiem szans, by zabezpieczyć potrzeby Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego tylko z pomocą wykorzystywanych w NDR radarów TRS-15. Będzie ich bowiem tylko cztery (prawdopodobnie), mają nisko wyniesioną antenę (co ogranicza zasięg wykrycia w odniesieniu do celów niskolecących) a ponadto mogą być wykorzystane tylko w tych, nielicznych miejscach na wybrzeżu, gdzie jest dojazd i nie ma drzew.

Miejsca te są dobrze znane przeciwnikowi i dlatego uruchomienie aktywnego radaru o tak dużej mocy wskaże natychmiast jego pozycję. O skrytości działania nie ma wiec w tym przypadku mowy. Radar TRS-15 stanie się w ten sposób celem pierwszej kolejności zniszczenia, gdyż jest zagrożeniem dla statków powietrznych, idących w pierwszej fali każdego ataku (nikt na pewno nie będzie przypuszczał, że taki radar pracuje jednie dla baterii rakiet nadbrzeżnych).

Radary na PO MW pozwolą zniwelować to zagrożenie dając możliwość korzystania ze stacji TRS-15 (i urządzeń radiolokacyjnych Wojsk Radiotechnicznych) tylko w ostateczności i z zaskoczenia.

KomentarzeLiczba komentarzy: 34
alex
środa, 15 listopada 2017, 04:22

Bardzo dobrze. Opracowanie radaru to kolejne 10 lat czekania, a wynik nieznany. Plany z 2010 roku są już generacyjnie przestarzałe o kilka lat a w elektronice to epoka. Kupić i będzie, nowy i dobry na lata.

Adam
piątek, 17 listopada 2017, 12:27

Ale tu nie chodzi o to żeby kupić króliczka tylko żeby go jak najdłużej gonić.

latarnik
środa, 15 listopada 2017, 21:32

Polska marynarka wojenna praktycznie nie istnieje, więc dedykowany dla niej system radarowy można potraktować bardziej jako ciekawostkę.

fefe
wtorek, 14 listopada 2017, 12:38

Ładna analiza i wnioski

Krek
wtorek, 14 listopada 2017, 14:24

Może warto, aby w MON też ktoś przygotowywał takie analizy? Wcześniej, przed rozpoczęciem postępowań. Pozwoliłoby to na skrócenie moedernizacji armii... Wydaje się, że teraz to wszystko jest robione na "HURA".

Obywatel PL
środa, 15 listopada 2017, 01:22

Wielu tutaj piszących zastanawia się dokąd zmierza Polska w temacie rozpoznania obrazowego. A może wystarczy tylko trochę pogrzebać? W zeszłym roku Narodowe Centrum Studiów Strategicznych opublikowało raport pod tytułem: "Raport o przyszłości rozpoznania obrazowego w siłach zbrojnych RP". We wstępniaku na podstronie z raportem czytamy między innymi: "W obszernym raporcie, który został już przesłany Kierownictwu MON oraz Kadrze Kierowniczej Sił Zbrojnych RP, eksperci wskazują na rosnące wymagania w zakresie osiągania interoperacyjności, stawiane poszczególnym systemom funkcjonującym w Siłach Zbrojnych RP oraz kierunki rozwoju poszczególnych systemów rozpoznania obrazowego." Jeśli ktoś zastanawia się o kogo może chodzić gdy mowa jest Kierownictwie MON, to dodam tylko, że Prezesem NCSS był swego czasu Minister Tomasz Szatkowski. Może więc warto aby ktoś biegły w temacie zreferował założenia tegoż raportu? Jest bowiem bardzo prawdopodobnym, że wyznacza on obszary zainteresowań obecnego MON-u.

Taki jeden z wioski
wtorek, 14 listopada 2017, 12:20

Sprawa może się okazać prostsza niż się wydaje. Jedną ręką wojsko otwiera dialog techniczny na aerostaty, a druga na radary. Widać ktoś tam w końcu zaczął myśleć. Jest jedno zadanie - np. obserwacja linii brzegowej - i zaczęto badać różne alternatywne rozwiązania. Weryfikuje się przy okazji ich możliwości i ceny, tak aby ostatecznie wybrać możliwie najbardziej optymalne z dostępnych rozwiązań.

Ad_summam
wtorek, 14 listopada 2017, 17:39

Nie wiem czemu jedno zadanie wyklucza drugie? Moim zdaniem, są zadania komplementarne.

Obywatel PL
wtorek, 14 listopada 2017, 12:14

Wiem, że wielu użytkowników tego forum krytykuje dialogi techniczne. Pytanie jednak, czy ten konkretny dialog jest przyczynkiem do zakupu, czy może jest tylko formą badania rynku? Większość firm działa podobnie. Bada rynek, sprawdza parametry oferowanych na rynku rozwiązań i ich ceny. Pytanie więc, czy w tym przypadku nie jest podobnie? IU weryfikuje informacje o "stanie techniki". Ta wiedza może posłużyć do wielu rzeczy. Można oczywiście na tej podstawie sformułować przetarg na zakup nowych radarów z zagranicy. Można jednak również wyznaczyć REALNE wymogi dla krajowego grantu badawczo rozwojowego. Jak pewnie wielu z Was wie, wojsko przez lata chciało kupować rozwiązania, których nikt na świecie nie oferował. Możliwe więc, że tym razem wojsko stawiając wyzwanie przed krajowym przemysłem, chce oprzeć się o realia.

Wtg
wtorek, 14 listopada 2017, 16:32

Żadna firma tak nie działa. Słyszałeś kiedykolwiek o "dialogach technicznych" ze strony armii innych państw ? Nic takiego nie ma. To bardzo nieefektywny sposób na pozyskiwanie informacji. Niektóre poważne firmy w ogóle nie zainteresują się "dialogami", bo jest to dla nich niezrozumiałe. Rządy innych państw / Ministerstwa Obrony Narodowej albo ich Agencje Uzbrojenia bezpośrednio zwracają się do producentów o dodatkowe informacje w sprawie ich produktów. W przypadku oferenta do dialogów technicznych, firmy te na pewno analizują i oceniają całą procedurę, jej czas trwania, koszty dla nich oraz np. konieczność zaoferowania offsetu. Mogą dojść do wniosku, że zaangażowanie się nie opłaca. Ze swojej praktyki biznesowej wiem, że są tacy pozorni klienci, którzy mają wiele pytań, rozważają i zastanawiają się w nieskończoność i w końcu nic nie kupują. Szkoda na to czasu.

gts
wtorek, 14 listopada 2017, 16:26

Jakbys podchodzil do tego racjonalnie to jasne ze tak, problem polega na tym ze te dialogi techniczne i rozne fazy analiz tocza sie od jiepamietnych czasow w nieskonczonosc a zakupy nie sa realizowane. Powiedz czy sensowne jest obejsc 5 salonow z samochodami usiasc podyskutowac z rodzina i kupic co wam potrzebne czy lazic po salonach bez konca i marudzic jak francuski piesek na wszystko co nie pasuje a jic nie kupic? Na razie to tak wyglada ze juz 27 lat chodzimy po tych salonach i sie zdecydowac nie mozemy, chcielibysmy mercedesa, a stac nas na malucha, chodzimy kwekamy, krecimy nosem a rodzina piechota zasuwa swiatek, piatek czy niedziela juz 27 lat...

andy
wtorek, 14 listopada 2017, 11:56

Liczy się czas. Jak to ma trwać 10 lat to lepiej kupić radary np od Szwecji

rowi
wtorek, 14 listopada 2017, 11:44

moze przestanmy na sile wierzyc, ze sami ogarniemy wszystko? pociski Kongsberga z NDR maja chyba zasieg ok 40 km czy 90 km? zamiast 300 km i czy to przypadkiem nie dzieki ''wspanialym'' radarom rodzimej produkcji? moze tez dzieki brakowi systemu wskazywanie celow? moze czasem zamiast odkrywac Ameryke od nowa i tracic czas warto kupic cos, co efektywnie nam pomoze ( siegnie Kaliningradu i unieruchomi flote ;) )?

Extern
wtorek, 14 listopada 2017, 16:36

Pociski z NDRu mają zasięg 200 km a każdy krajowy czy nawet ten "zagraniczny" radar nie wyniesiony wysoko wykrywa jednostkę nawodną na kilometrów 50siąt bo nawet na te "zagraniczne" radary działają prawa fizyki wynikające z kulistości ziemi. Skoro robimy sami radary a nie potrafimy pocisków to chyba oczywiste że importujemy pociski a nie radary które mają takie same osiągi jak zagraniczne. Tak apropo cele dla rakiet NSM mogą wskazywać również radary na Bryzach, sonary okrętów podwodnych, kamery dronów, boje sonarowe czy nasłuch radiowy więc możemy strzelać NSMami na te 200 kilometrów.

Wojak
wtorek, 14 listopada 2017, 15:40

Ale to nie radar ogranicza zasięg NDR.

Marek1
wtorek, 14 listopada 2017, 11:40

Kolejny dramat radiolokacyjny WP/MW. Powyższe mapki zasięgowe pokazują jak łatwo(1 rakieta/bomba/sabotaż/awaria/itp.) można zrobić potężna wyrwę w zdolnościach obserwacyjnych na polskim Wybrzeżu. Żeby było "śmieszniej" rodzimy przemysł jak najbardziej ma możliwości by w/w sytuację naprawić i to szybko. Ale PO CO szybko i łatwo, jak można jak zwykle, po polsku - długo i trudniej. Wszyscy wiedzą, CO jest potrzebne, no ale jakże to tak można BEZ dialogu technicznego, który raz jeszcze udowodni, ze 2x2=4, a wtedy IU/MON z zadowoleniem stwierdzi że sie z tym rachunkiem zgadza i przygotuje przetarg, który po wielu m-cach(latach?) wyłoni firmę, która najładniej ów "prosty" rachunek(2x2=4) przedstawi za duża kasę. Jeszcze "paragraf 22", czy już kompletna aberracja umysłowa ?

GI
wtorek, 14 listopada 2017, 18:10

Jest też inne wytłumaczenie. W ramach dialogu IU uzyska parametry radarów produkowanych w USA. Co za problem wkleić te dane do specyfikacji rozpisanego w końcu przetargu. Tak w białych rękawiczkach można się pozbyć konkurencji ze strony krajowego producenta. Niestety zamówienia MON w PIT Radar zawsze były na parę sztuk na raz. Krajowy producent nawet pod względem zdolności produkcyjnych zawsze będzie na spalonej pozycji w otwartym przetargu.

n@ti
wtorek, 14 listopada 2017, 23:34

, Nie ujawniono ......, gdzie on ma być wykorzystywany. " Od kiedy media należy informować gdzie, co i kiedy!

ROBERT
czwartek, 16 listopada 2017, 00:59

Witaj MAX Piszesz o zamieszaniu , braku zrozumienia tematu, braku specjalistów, braku konsekwencji. Proponuję sprawdzić kto teraz jest gestorem radarów na PO. Wszystkie pytania będą zbędne. Ciągłość gestorska upadła wraz z ref syst. dowodzenia.

habbymilitarysta
wtorek, 14 listopada 2017, 22:49

Taka perelka Zachodniemu Okrego Wojskowemu kilka lat po 1 Dywizjonie Rakietowym i dawno po Jednostce dwudtwizjonowej Rakietowej. Ciekawe czego armia nie kupi za granica a zamowi w przemysle krajowym.

czeczotka
wtorek, 14 listopada 2017, 21:50

Kupić trzeci NDR. Nie musi stać nad brzegiem. Może sobie operować z głębi lądu, a jak zajdzie potrzeba to podjedzie nad morze.

wersa
wtorek, 14 listopada 2017, 23:27

czy ty w ogóle wiesz o czym jest ten artykuł? przeczytaj jeszcze raz....możesz nakupować jeszcze z 10 NDR-ów efekt będzie taki sam jak teraz....

Harry
wtorek, 14 listopada 2017, 15:21

Brać polskie wyroby. Jakkolwiek by nie było będzie to tańsze, bezpieczniejsze. Oczywiście brać sprzęt bez kompromisów, zubożeń czyli najlepszy z możliwych. Warto czasami poczekać na dopracowanie sprzętu, a zatem nie ma co się śpieszyć.

EDC
wtorek, 14 listopada 2017, 23:30

Racja, nie ma co się spieszyć...wrócimy do tematu za 30 lat jak MON wpompuje w bezpieczny projekt tak ze 300mln....jak sadzisz wystarczy? BRAWO TY!

LOL
wtorek, 14 listopada 2017, 20:26

Od kiedy to produkty PGZ są tańsze od produktów zachodnich koncernów?

jurgen
wtorek, 14 listopada 2017, 21:26

kolejny b. dobry tekst k. Dury, podobnie jak kiedyś o wyrzutniach okrętowych czy IFF, a propos - we właśnie podpisanej umowie na integrację IFF na Migach-29 (WZL2) - same interrogatory IFF sa od BAE Systems a nie z PIT Radwar, mimo że Radwar robi IFF, Ktoś ? Coś ? Może to niedokładnie takie same IFF ?

Olek
wtorek, 14 listopada 2017, 14:24

Bardzo dobry artykul. Brawo dla autora! Niech IU zada sobie trud i go przeczyta to moze dojdzie do takich samych wnioskow zamiast zawracac kijem Wisle.

OL
wtorek, 14 listopada 2017, 13:56

Radary to najbardziej zaawansowane produkty polskiej zbrojeniówki i właśnie ich rozwój powinien być priorytetem.

sfdsf
czwartek, 16 listopada 2017, 11:40

Tytuł mylący. Oni nic nie kupują.

Myślący
wtorek, 14 listopada 2017, 13:56

Trochę z innej beczki. Coś mi się wydaje, że zaraz po zamówieniu Wisły - pierwszych dwóch baterii - rozstrzygnie się sprawa śmigłowców. Jest bardzo prawdopodobnym, że wybierzemy śmigłowce made by Leonardo, przynajmniej dla ratownictwa morskiego. A jak można było przeczytać jakiś czas temu, Leonardo mógłby w ramach offsetu za śmigłowce przekazać nam technologię radarową opartą o GaN. Dlatego uważam, że ministerstwo czeka na informacje ile z tych zdolności - GaN - dostaniemy w ramach offsetu za Wisłę. Resztę będziemy pewnie chcieli pozyskać w ramach offsetu za śmigłowce. I stąd te opóźnienia. Tak przynajmniej mi się wydaje.

kim1
czwartek, 16 listopada 2017, 12:46

Nie możemy ten "mityczny' GaN sami opracować? Jeżeli daliśmy radem z grafenem to z tym też damy radę. I nie trzeba się nikogo prosić.

KrzysiekS
czwartek, 16 listopada 2017, 02:47

KrzysiekS->Myślący Leonardo nigdy nam nie proponowało technologi GaN (a dokładniej możliwości produkcji przemysłowej bo samą technologie znamy) za śmigłowce. Taka propozycja była w przypadku zakupu MEADS (gdzie włosi są udziałowcem). Inna skala wydatków na pewno nie za kilka śmigieł.

dimitris
wtorek, 14 listopada 2017, 19:51

Ależ Panowie, przecież o prowizję jest znacznie łatwiej, a kontrole antykorupcyjne przeprowadza się znacznie trudniej lub nie są w ogóle możliwe, kupując za granicą ! A potem także za części zamienne do niej. Oto kiedyś, w obcym porcie, szef przynosi mi jakieś pieniądze. Patrzę zaskoczony ? A szef na to ... podzespoły musieliśmy tu nabyć na protokół konieczności zakupu, to zwykle Pan wytrwale grzebie przy naszych radarach, więc połowa prowizji jest dla Pana. - Ależ.... ! - żadne ależ ! Agent prowizję i tak zawsze wlicza w cenę dostawy i tak działają chyba wszystkie zakupy flot. Czyli jeśli nie przyjmiemy tych pieniędzy, agent sam weźmie sobie te pieniądze do kieszeni. Oczywiście okres przedawnieniadawno minął, nazwiska szefa ani na którym to było statku ? No też, kurcze, no nie pamiętam ! Ależ ta pamięć słaba, raptem po kilku dziesięcioleciach...

ROBERT
piątek, 17 listopada 2017, 00:55

Oczy dla NDR - podaję: zmodernizowana An 28 BRYZA 1RM lub zestaw dronów z radarem i sys. optyki lub samolot MPA, który miał być pozyskany np. CASA PERSUADER 295, sys. rozp. satelitarnego.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama