Reklama

Lotniskowiec "Kuzniecow" wraca do Rosji, ale czy jako bohater?

8 stycznia 2017, 10:21
Fot. mil.ru

Rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało, że zgodnie z rozkazem Władimira Putina - prezydenta i jednocześnie głównodowodzącego sił zbrojnych Rosji - rozpoczęło się zmniejszanie kontyngentu rosyjskiego w Syrii. Jako pierwsze do swoich baz odpłynęły w kierunku Gibraltaru, a później Siewieromorska: krążownik lotniczy „Admirał Kuzniecow” i atomowy krążownik rakietowy „Piotr Wielikij”.

Szczegóły całej operacji przedstawił szef sztabu generalnego rosyjskich sił zbrojnych generał armii Walerij Gierasimow. Już na początku swojego raportu z 6 stycznia 2016 r., przypomniał on, że od północy 30 grudnia 2016 r. w Syrii przerwano działania wojenne (zawieszenie broni nie obowiązuje w odniesieniu do międzynarodowych grup terrorystycznych). Dlatego wykonując rozkaz prezydenta Putina rozpoczęto zmniejszanie kontyngentu rosyjskiego w Syrii. Zgodnie z komunikatem Minoborony, w piątek 6 stycznia br. „jako pierwsze opuściły strefę konfliktu okręty lotniskowcowej grupy Floty Północnej”.

Dowódcy rejsu wiceadmirałowi Wiktorowi Nikołajewiczowi Sokołowowi rozkazuję rozpocząć rozformowanie okrętowej grupy lotniskowcowej i dokonać przejścia do punktu stałego bazowania Siewieromorsk zgodnie z zatwierdzonym planem.

Walerij Gierasimow , szef sztabu generalnego rosyjskich sił zbrojnych

Według rosyjskich wojskowych ich okręty będą potrzebowały około 10 dób na powrót do Siewieromorska (wpłyną do bazy około 17 stycznia br.). Grupa lotniskowcowa spędzi więc na morzu około trzy miesiące (wypłynęła w rejs 15 października 2016 r.).

Rosjanie uznali działanie tego zespołu okrętowego za sukces, który pomógł zwyciężyć w walce z terrorystami. Dlatego Gierasimow podziękował całemu stanowi osobowemu okrętowego zespołu lotniskowcowego za skuteczną realizację zadań.

Włączenie się marynarzy floty wojennej do walki z ugrupowaniami terrorystycznymi pozwoliło w krótszym czasie oswobodzić od bojowników ekonomiczną stolicę Syrii – Aleppo.

Walerij Gierasimow, szef sztabu generalnego rosyjskich sił zbrojnych

Jak oficjalnie działały rosyjskie okręty?

Dokładniejszy raport na temat działalności grupy lotniskowcowej przedstawił dowódca rosyjskiej grupy wojsk w Syryjskiej Republice Arabskiej generał pułkownik Andriej Kartapałow. Przypomniał on, że grupa lotniskowcowa w składzie: krążownik lotniczy „Admirał Fłota Sowietskowo Sojuza Kuznicow”, atomowy krążownik rakietowy „Piotr Wielikij”, duży okręt zwalczania okrętów podwodnych „Siewieromorsk”, okręty Floty Czarnomorskiej i jednostki zabezpieczenia, rozpoczęła „zadania bojowe w walce z terroryzmem na terytorium Syrii” 8 listopada 2016 r.

Był to pierwszy w historii przypadek wykorzystania samolotów lotnictwa pokładowego rosyjskiej marynarki wojennej, startującego bezpośrednio z okrętów, do atakowania celów na lądzie. Według Kartapałowa podczas dwóch miesięcy działań: „piloci lotnictwa morskiego przeprowadzili 420 lotów bojowych, w tym 117 w nocy. Prawie wszystkie loty odbywały się w trudnych warunkach meteorologicznych. Wykonano uderzenia na 1252 obiekty terrorystów. Atakowano obiekty infrastruktury, skupiska bojowników i techniki wojskowej, pozycje ogniowe i punkty oporu nielegalnych ugrupowań zbrojnych”.

Rosjanie pochwalili się, że ich lotnictwo pokładowe zrealizowało dodatkowo ponad 750 lotów dla „wypełnienia zadań poszukiwawczo-ratowniczych, lotniczego zabezpieczenia transportowego, rozpoznania powietrznego i podtrzymania odpowiedniego reżimu operacyjnego”.

W dniu 15 listopada 2016 r. jeden z okrętów zespołu Morza Śródziemnego - fregata Floty Czarnomorskiej „Admirał Grigorowicz” (projektu 11356 o wyporności 4000 ton) - wykonała atak na pozycje tzw. Państwa Islamskiego z wykorzystaniem rakiet manewrujących 3M14 systemu Kalibr. Tego samego dnia uderzenia na ląd wykonały również brzegowe rakietowe kompleksy „Bastion” (prawdopodobnie przerzucone na syryjskie terytorium z Krymu), które pociskami 3M55 „Oniks” zaatakowały cele „w głębi Syrii”.

Według Kartapołowa zadania bojowe postawione grupie lotniskowcowej zostały wykonane. Teraz okręty i statki mają w pełni uzupełnione zapasy materiałowe, są sprawne technicznie, a stan „moralno-psychologiczny personelu jest wysoki… Okrętowa grupa lotniskowcowa Floty Północnej jest gotowa do dalszego działania”.

Jak naprawdę działały rosyjskie okręty?

Rzeczywistego raportu z działania rosyjskiego zespołu lotniskowcowego nie poznamy prawdopodobnie nigdy. Świadczy o tym chociażby fakt, że w oficjalnym komunikacie rosyjskiego ministerstwa, przy opisywaniu działań bojowych, nawet nie wspomniano o dwóch wypadkach, w których utracono na Morzu Śródziemnym dwa myśliwce: MiG-29K i Su-33.

Nikt, oczywiście, nie może zarzucić generałom Gierasimowowi i Kartapołowi mówienia nieprawdy. Można im natomiast wypomnieć podawanie faktów w taki sposób, by nie można było ocenić, co rzeczywiście zrobiły rosyjskie okręty.

Po pierwsze nie zgadza się czas, przez jaki grupa lotniskowcowa wykonywała zadania bojowe. Naloty na Syrię lotnictwa pokładowego i ataki rakietowe z fregaty i brzegu rozpoczęły się bowiem nie 8 listopada 2016 r., a tydzień później. Oczywiście, do zadań bojowych można również zaliczyć pływanie, ale przy takim podejściu grupa lotniskowcowa zaczęłaby „zadania bojowe w walce z terroryzmem na terytorium Syrii” nie 8 listopada 2016 r. jak podał Kartapałow, ale 15 października 2016 r., gdy okręty opuściły Siewieromorsk.

Nie wiadomo również, jak były wykonywane loty, czym i skąd. Lotnictwo działało nad Syrią maksymalnie od 15 listopada do 30 grudnia 2016 r., a więc 45 dni. To by oznaczało, że przy 420 wylotach bojowych każdego dnia samoloty musiałyby wystartować z bombami aż 10 razy. Pamiętając, że dwa wypadki na pewno zakłóciły działanie lotniskowca, to ta intensywność musiałaby być jeszcze większa. Biorąc pod uwagę rosyjską organizację pracy na pokładzie, jest to mało prawdopodobne.

Nie zgadza się również liczba zrealizowanych uderzeń lotniczych. Zaatakowanie 1252 obiektów oznaczałoby bowiem konieczność wykonania przez samoloty pokładowe co najmniej trzech różnych nalotów w czasie jednej misji. Tymczasem ujawnione zdjęcia pokazują wyraźnie, że podczas startów z lotniskowca (przynajmniej tych sfilmowanych) rosyjskie Su-33 i MiG-29 nie miały podwieszonych bomb i rakiet „powietrze-ziemia”. Mają one bowiem prawdopodobnie duży problem ze startem z krótkiego pokładu i bez katapult przy pełnym ładunku uzbrojenia.

Zakładając jednak, że liczba tych ataków jest prawdziwa, to jedynym wytłumaczeniem jest wliczenie w tą statystykę również lotów śmigłowców bojowych Ka-52K „Katran” (których działania jednak nigdzie nie zarejestrowano) lub przebazowanie przynajmniej części grupy lotniczej na ląd i operowanie później tylko z naziemnych lotnisk (przynajmniej od 5 grudnia po wypadku samolotu Su-33).

Zresztą Kartapołow przyznał się do tego opisując, jak szeroki zakres zadań wykonywali rosyjscy lotnicy morscy. „Przećwiczono wszystkie sposoby obrony, działań połączonych i kompleksowego wsparcia z wykorzystaniem grupy lotniczej: tak z burty krążownika lotniczego, jak i z brzegowego lotniska”.

Specjaliści przypuszczają, że powodem tego może być m.in. ogromy problem, jaki Rosjanie mają ze skompletowaniem dobrze wyszkolonej obsługi pokładowej. Co więcej, prawdopodobnie nie mają oni nawet pomysłu, jak ją skompletować i jak ona ma działać. Obecność zaadoptowanych wozów strażackich na pokładzie, brak podziału na specjalności pokładowe, a nawet tak podstawowa sprawa jak brak kasków dla obsługi świadczy o tym, że Rosjanie na rozkaz wysłali swoje okręty z Floty Północnej, ukrywając pod nową farbą ich problemy techniczne oraz niższe od oficjalnych możliwości bojowe.

Propagandowe okręty bez głównego uzbrojenia?

Okręty oficjalnie nafaszerowane rakietami w rzeczywistości nie zrobiły nic, by wspomóc swoim uzbrojeniem rosyjskie działania na lądzie w Syrii. Rosjanie przyznali się, że jedynym okrętem z zespołu lotniskowcowego, który wykonał atak rakietowy na cele lądowe była fregata „Admirał Grigorowicz”. Tymczasem nie jest to jednostka z Floty Północnej, która wysłała niszczyciele i krążowniki, ale z lekceważonej wcześniej Floty Czarnomorskiej.

A przecież Rosjanie specjalnie podkreślali na początku rejsu, że na pokładzie krążownika „Piotr Wielikij” i lotniskowca „Admirał Kuzniecow” są również rakiety manewrujące P-700 kompleksu „Granit”. Prawdopodobnie, by udowodnić, że można nimi atakować cele naziemne przeprowadzono 16 października 2016 r. pokazowe strzelanie tych pocisków z atomowego, uderzeniowego okrętu podwodnego „Smoleńsk” – projektu 949A „Antiej” (wg. NATO typu Oscar II).

Jednocześnie w rosyjskich mediach przypomniano, że takie same rakiety są na uzbrojeniu zarówno rosyjskiego lotniskowca, jak i krążownika. Żaden z tych wielkich okrętów ich jednak nie użył, co może świadczyć, że na obu tych jednostkach system „Granit” jest po prostu niesprawny. Należy bowiem pamiętać, że wprowadzono go na uzbrojenie w 1983 r., a oba okręty nie przeszły w czasie swojej służby żadnego poważnego remontu i modernizacji systemów pokładowych. Wątpliwości co do stanu technicznego systemu „Granit” na poszczególnych krążownikach były już wcześniej, ponieważ nie publikowano informacji o ćwiczebnych strzelaniach przeprowadzonych z wykorzystaniem tego uzbrojenia.

Na rosyjskim okręcie „Piotr Wielikij” niesprawny jest prawdopodobnie również system przeciwlotniczy pionowego starty „Rif-M”, który jest okrętową wersją systemu S-300. Pomimo istnienia tego uzbrojenia, Rosjanie opisując działanie okrętów i baterii brzegowych należących do swojej marynarki wojennej wyraźnie zaznaczyli, że znajdowały się one pod osłoną rozstawionych w Syrii zestawów przeciwlotniczych S-300 i S-400.

Razem z siłami i środkami obrony przeciwlotniczej rosyjskiego zgrupowania wojsk w Syrii, na bazie nowoczesnych kompleksów S-300 i S-400 stworzono jednolity system obrony powietrznej, który zapewnia niezawodną ochronę obiektów, zarówno na lądzie jak i na morzu.

Generał pułkownik Andriej Kartapałow, dowódca rosyjskiej grupy wojsk w Syryjskiej Republice Arabskiej

Nie wspomina się jednak, że okręty znajdujące się kilkadziesiąt mil od brzegu były bronione przez zestawy na lądzie jedynie w odniesieniu do celów powietrznych znajdujących się na dużym pułapie (ze względu na istnienie tzw. horyzontu radiolokacyjnego). Tymczasem w rzeczywistości największym zagrożeniem dla jednostek pływających, poza torpedami i minami, są niskolecące rakiety przeciwokrętowe. Przeciwko tym celom, brzegowe systemy S-400 nic nie mogłyby zdziałać. Ale takiej oceny Rosjanie na pewno nie ujawnią.

KomentarzeLiczba komentarzy: 23
nad wyraz zaciekawiony
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 18:15

Amerykanie w końcu grudnia ubiegłego roku wycofali z regionu Bliskiego Wschodu lotniskowiec USS „Dwight D. Eisenhower” (CVN 69). Podobnie postąpili również Francuzi i lotniskowiec „Charles de Gaulle” (R91) powrócił do bazy w Tulonie. Wcześniej oba okręty w ramach tzw. wielonarodowego zespołu zadaniowego prowadziły działania operacyjne właśnie w tym regionie. W ten sposób po raz kolejny w ostatnich latach amerykańskie siły zbrojne i wojska wielonarodowej koalicji zostały pozbawione wsparcia lotniskowcowej grupy bojowej US Navy na Bliskim Wschodzie. Istotny jest przy tym fakt, że planowany remont amerykańskiego lotniskowca USS "Abraham Lincoln" (CVN 72) ma trwać 3-4 lat... Nie wiadomo jednak nawet kiedy to nastąpi, gdyż z powodu poważnych problemów z budżetem Pentagonu nie zapewniono wymaganych 3 mld USD, niezbędnych do przeprowadzenia prac remontowych w stoczni Newport News Shipbuilding (NNS)...

kirit
środa, 11 stycznia 2017, 16:27

Co tam Amerykanie moga wiedziec o budowie i wykorzystaniu lotniskowcow?.. Te tajemna wiedze posiedli tylko Rosjanie i zeby dodatkowo to udowodnic specjalnie przeszkolili swoich trolli zeby umieli ladnie pokazac to co tak naprawde brzydko wyglada, oraz wysmiac tych ktorzy nie wierza w papierowa potege Putinowskich 30-to letnich lotniskowcow:)))

Davien
wtorek, 10 stycznia 2017, 22:06

Jak widze w swoim dażeniu do manipulacji zapomniałeś o drugim LGU z USS Truman, ale to u ciebie normalne. A co do postu poniżej, porównywanie 30-letniego, awaryjnego lotniskowca do prototypowej jednostki, pierwszej takiej na świecie to po prostu czysta manipulacja i propaganda. Jak tam wasz 885 budowany latami, aż stał sie przestarzały przez zwodowaniem:)) PS remont , połączony z wymiana paliwa jądrowego to norma dla każdego okrętu o takim napędzie i juz samo przytaczanie tego dowodzi że sie totalnie nie znasz, ale czego się spodziewać...

kolchoznik sofchoznik
wtorek, 10 stycznia 2017, 13:58

zaciekawiony a dlaczego orzy Kuziencowie plywa zawsze holownik , podobno ten szmelce nagminnie sie psuje i trzeba go holować , czy Rosyjska federacja moze cos z tym zrobic ?

jurij
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 10:08

Tą nauką jaką w krótkim pobycie Kużniecowa w wyjściu a później w przejściu na M. ŚRÓDZIEMNE oraz praktycznej eksploatacji tego zabytku - jakieś postanowienie zapadnie ? Czy BUDOWAC ! Czy REZYGNOWAĆ z projektu ? Czas pokarze czy wybudują z INDIAMI lub CHINY . Czy odważą się zbudować własnymi siłami . Choć nie które projekty z ich punktu przydatne okazały się klapą , jak chodżby POTWÓR KASPIJSKI .

Gil
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 23:11

To masz szelki problem, ty naprawdę podejmujesz takie decyzje.

nad wyraz zaciekawiony
niedziela, 15 stycznia 2017, 16:34

W dniu 11.01.2017 roku rosyjski ciężki krążownik lotniczy "Admirał Kuzniecow" dopłynął do wybrzeża Libii. Na pokład okrętu przybył wtedy libijski dowódca wojskowy Khalifa Haftar, który uczestniczył w wideokonferencji z rosyjskim ministrem obrony Siergiejem Szojgu, podczas której przedyskutowano sposoby walki z terroryzmem na Bliskim Wschodzie. W listopadzie 2016 roku Khalifa Haftar spotkał się w Moskwie z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem. Podczas tamtej wizyty, libijski dowódca zwrócił się do Rosji o pomoc w walce przeciwko islamskim bojówkom w Libii.

marzan
piątek, 13 stycznia 2017, 14:58

Wydaje się, że genialnie podsumował Rosję Bismarck, mówiąc, że nigdy nie jest ona tak silna ani tak słaba, jaką się wydaje. Wieki mijają, a ten opis nadal aktualny i co fajniejsze, obejmujący wszelkie możliwe aspekty rosyjskości - czyli kulturę, politykę, technikę, wojskowość.

ito
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 06:49

Rozpatrywanie akcji "Kuzniecowa" w Syrii w kategoriach operacyjnych to zwyczajne nieporozumienie. Jest to pierwszy rosyjski lotniskowiec- mają okręt, który trudno traktować inaczej niż jako doświadczalny, bo budowali go na zasadzie "jak wyobrażamy sobie amerykański lotniskowiec w wersji nieatomowej". Nie mają żadnego pojęcia o organizacji pracy na pokładzie, nie mają żadnego doświadczenia praktycznego w żegludze (a czemu niby miało służyć efektowne i całkowicie zbędne przejście okrętu na Morze Śródziemne- łatwiej było przemieścić samoloty bazowe), procedur ani regulaminów, o taktyce już nie wspominając. Właśnie zaczęli to wszystko przygotowywać. O ile zdecydują się na budowę kolejnego okrętu na pewno będzie on już inny- m. in. na skutek doświadczeń syryjskich.

Ciekawy
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 22:38

Kolega doświadczony w budowie i eksploatacji okrętów. Dobrze wiedzieć, że tacy istnieją, jak narazie trudno nam pochwalić się budową choćby jednego pływającego okrętu, ale ekspertów pełno. Skąd to doświadczenie w eksploatacji lotniskowców?

matbosman
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 17:54

Po 30 przeszło latach od zwodowania? No faktycznie sukces....

45
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 15:58

Pływa i ma się dobrze. Wielu to boli.

adam
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 01:47

bal drewna wrzucony do wody - też pływa i ma się dobrze :P

AWU
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 02:55

Konferencje prasowe rosyjskiego MON to raczej żałosne przedstawienia w których podobnie do azjatyckich krewniaków Rosjan z KRLD czy ChRL dominuje tandetna scenografia z zamiłowaniem do złotych klamek i.t.p. oraz prężenie nie istniejących muskuł. Z tego co pamiętam kilkanaście lat temu stworzono już "jednolity system obrony powietrznej zapewniający niezawodną ochronę obiektów" wokół Bagdadu i Tikritu. 16 tys pocisków od SA-2 po SA-16, Hawki i Rolandy, ponad 6 tys dział głownie 57mm i 100mm, system zmodernizowany za cenę ponad $1.5mld połączony chińskimi światłowodami i wsparty rosyjskim systemem który jakoby miał zakłócić GPS. Ten cud przeciwlotniczej technologii zneutralizowano w kilka godzin?

Are
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 00:20

Ciekawe po co w tym całym pokazie okręt do zwalczania okrętów podwodnych? By zabezpieczyć lotniskowiec przed przypadkiem porwania przez syryjskich rebeliantów syryjskiej łodzi podwodnej i użycia jej przeciw temu konwojowi? Chcą pokazać światu, że dorównują amerykanom, choć w taki sposób tylko uwidaczniają coś dokładnie odwrotnego.

You
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 12:33

A amerykanie po co mają takie okręty w grupie lotniskowcowej? Po co w niej okręty podwodne? Kto ich napadnie? Al-Kaida? ISIS? Przecież każde państwo na bliskim wschodzie to ich przyjaciel

adam
poniedziałek, 29 stycznia 2018, 01:52

bo amerykańskie grupy lotniskowców są samowystarczalne - a ruska tandeta nawet nie jest się stanie zabezpieczyć OPL :P

tadek
niedziela, 8 stycznia 2017, 14:08

po wyjsciu z M.Śródziemnego trafi prawie od razu na zatokę BISKAJSKĄ z zimowymi sztormami ..wystarczy jeden black-out a przy jego siłowni to nietrudno aby zaczął wzywać pomocy..

Redrum
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 14:16

Na czym polegała misja syryjska Kuzniecowa? Ano na tym, iż mimo że ledwie to terkocze, obficie dymi, "topi" własne samoloty i stanowi zagrożenie głównie dla siebie, wprowadza naród rosyjski w stan dumnego spuchnięcia. "Sukces" Kuzniecowa jest tak ogromny, że dziś każdy rosyjski chłopiec marzy, by na nim służyć (choć jeszcze wczoraj pragnął latać bombowcem strategicznym lub odpalać Iskandery). Kuzniecow = potęga, Kuzniecow = panika w NATO, Kuzniecow = zwycięstwo.

vis
środa, 11 stycznia 2017, 13:40

A wystarczy jedno małe bum i Kuzniecow= dno

yaro
niedziela, 8 stycznia 2017, 13:03

Na pewno wraca jako okręt szkoleniowy.

Teodor
niedziela, 8 stycznia 2017, 12:43

Dłuższy pobyt tego cudu techniki najprawdopodobniej byłby przyczyną straty całego wyposażenia lotniczego w tempie przynajmniej dwa/miesiąc. To kosztowne i raczej każdy zdrowo myślący generał wolałby pozostawić te samoloty przy życiu! Tak czy inaczej ich wartość jest bowiem wyższa niż tego całego lotniskowca. Wcale nie zdziwię się, jak sprzedadzą ten lotniskowiec do Chin lub Indii. Tamci z pewnością wyłożą odpowiednią kwotę na modernizację. A Rosjanie chyba powinni sobie zaprojektować nowy lotniskowiec, pozbawiony wad obecnego. Swoją drogą Rosja jest tak nieszczęśliwie położona, iż najprawdopodobniej żaden lotniskowiec nie jest im potrzebny, a jeśli już faktycznie potrzebują czegoś w okolicy bieguna północnego to powinien to być okręt zadaszony ze wszystkich stron, tylko czy współczesne samoloty są w stanie tak precyzyjnie lądować?!

wqq
poniedziałek, 9 stycznia 2017, 12:24

Patrzę na to z innego punktu widzenia i podzielam opinię Rosyjskich generałów - ci panowie wiedzą co mówią w odniesieniu do owej operacji iż to sukces . Otóż nie wdając się w zawiłości związane ze stosowaną taktyką użycia takiego zgrupowania , sukcesem jest że to coś dopłynęło a tryumfem będzie gdy powróci do baz o własnych siłach bez jakiejś katastrofy ekologicznej po drodze.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama