Reklama

Czy Amerykanie znaleźli ślad zaginionego, argentyńskiego okrętu podwodnego?

23 listopada 2017, 17:31
Fot. Argentyńska Marynarka Wojenna, armada.mil.ar

Stany Zjednoczone przekazały wczoraj informację o zarejestrowaniu anomalii akustycznej 15 listopada br., zlokalizowanej tylko 30 mil morskich od ostatniej, odnotowanej pozycji zaginionego okrętu podwodnego ARA „San Juan” (S-42). Może to być sygnał, jaki powstał podczas katastrofy argentyńskiej jednostki pływającej.

Argentyńska marynarka wojenna otrzymała od Stanów Zjednoczonych raport przygotowany na podstawie danych zebranych od różnych agencji specjalizujących się w pomiarach hydroakustycznych na całym świecie. Jak się okazało po analizie ogromnej ilości danych znaleziono niespotykany wcześniej sygnał akustyczny, który zarejestrowano w środę 15 listopada br. w okolicach miejsca, gdzie odnotowano ostatnią, znaną pozycję ARA „San Juan”.

Anomalia hydroakustyczna wskazuje na argentyński okręt ponieważ zlokalizowano ją 30 mil na północ, w kierunku Mar del Plata, a więc tak jak miał płynąć ARA „San Juan”. Nad miejscem tym już znajduje się chilijski okręt „Cabo de Hornos” i w jego kierunku płynie norweski statek „Skandi Patagonia” z grupą ratownictwa okrętów podwodnych amerykańskiej marynarki wojennej.

W kierunku sektora, gdzie wykryto anomalię przemieszczają się również jednostki pływające argentyńskich sił morskich oraz ma być wysłany samolot P-8 Poseidon. Są to platformy wyposażone w systemy do prowadzenia aktywnego i pasywnego poszukiwania hydroakustycznego. Do wskazanego przez Amerykanów obszaru został też wysłany samolot brazylijskiej marynarki wojennej wyposażony w miernik anomalii magnetycznych. Ma to zwiększyć szanse na zlokalizowanie zaginionego okrętu podwodnego.

Jest to najbardziej prawdopodobny dotychczas sygnał wskazujący na możliwe odnalezienie miejsca, gdzie znajduje się szukana jednostka. Wynika to przede wszystkim z miejsca, a jakim namierzono anomalię akustyczną dobrze pokrywające się z planowaną trasą rejsu ARA „San Juan” oraz z czasem, w jakim okręt powinien się tam znaleźć.

Niestety jest to też zła informacja, ponieważ odebrany dźwięk może być hałasem rozrywanego kadłuba okrętu podwodnego, gdy w wyniku awarii opadł on na zbyt dużą głębokość. Już samo to, że Amerykanie zdecydowali się przekazać informacje o prowadzeniu przez siebie ciągłego nasłuchu akustycznego (oficjalnie przez jakieś agencje) na południowym Atlantyku świadczy o powadze sytuacji i powolnym przygotowywaniu się już na najbardziej niekorzystny wynik operacji.

Akcja poszukiwawczo-ratownicza nadal jednak trwa i argentyńska marynarka w swoich komunikatach nie wskazuje na jakiekolwiek znaki mogące być dowodem, że 15 listopada doszło do katastrofy.

KomentarzeLiczba komentarzy: 11
b28
piątek, 24 listopada 2017, 09:34

Wracając do tematu to dziwi mnie podanie dopiero teraz informacji o zarejestrowaniu odgłosu wybuchu lub implozji okrętu podwodnego, a przecież wcześniej podano mapę z zaznaczonym obszarem poszukiwania - prawie 1/4 południowego Atlantyku.

Marek
piątek, 24 listopada 2017, 12:15

........... Może zderzył się z którymś amerykańskim lub brytyjskim okrętem podwodnym po czym zatonął ? Stąd najpierw nikt nic nie wie, a potem po ponad tygodniu, kiedy drugi uczestnik kolizji daleko odpłynął, USA nagle wiedzą o wybuchu. TR 1700 ma wyporność niecałe 2000 ton, okręty brytyjskie i amerykańskie 6000-9000 ton, więc w razie kolizji los mniejszej jednostki jest raczej przesądzony. Jeżeli leży na dużej głębokości to i tak niewiele dowiemy się o szczegółach wypadku, jeżeli cokolwiek.

Jacek
czwartek, 23 listopada 2017, 18:18

Warto wspomneć, że szwedzki okręt podwodny “Gotland” wyszedł zwycięsko z niemal wszystkich pojedynków z okrętami US Navy podczas wspólnych ćwiczeń na Pacyfiku. W symulowanych starciach “zatopił “prawie wszystkie typy jednostek amerykańskich - od lotniskowców typu Nimitz po okręty podwodne typu Los Angeles. Był w stanie zmylić poszukujące go zespoły lotniczo-morskie Amerykanów i z bardzo małej odległości symulować odpalenie torped w kierunku lotniskowca USS “Ronald Reagan”, co równałoby się jego zatopieniu. Oczywiście w trakcie manewrów zamiast salwy torped wykonał przez peryskop jedynie zdjęcia atakowanego okrętu. W związku z powyższym należy mocno wątpić w amerykańskie zdolności w zakresie wykrywania okrętów podwodnych I to niestety nawet tych, które uległy awarii...

Boczek
piątek, 24 listopada 2017, 16:27

Tak powstają mity i legendy. Pomyliłeś 2 wydarzenia JTFEX 01-2 i JTFEX 06-2 JTFEX 06-2 to rzeczywiście Gotland, który "zatopił" USS Ronald Regan, ale nie miał nic wspólnego z jakimkolwiek OP klasy LA. Natomiast, jeżeli chodzi o sam OP to szwedzki jest jedynie kadłub, Stirling i CMS składający się z 9SCS Mark 3/9LV Mk 3-zaadoptowany z nawodnych, przy czym 9SCS pracuje z kolei na duńskich konsolach TERMA. Natomiast ojcem sukcesu jest CSU-90 ATLAS'a. Jeszcze raz dla utrwalenia. Szwecja nie dysponuje kluczowymi technologiami OP. W przypadku nadziei na ToT w połączeniu z budową OP w Polsce i tak i tak wylądujemy u TKMS i Sagem. Dlatego szwedzka oferta składa się w dużej mierze z: "w przypadku wymagań ToT lub licencji proszę zwrócić się bezpośrednio do producenta" Natomiast 5 lat wcześniej w czasie JTFEX 01-2 miało miejsce "zatopienie" USS Enterprise przez 30-letni niemiecki U 24 klasy 206 z archaicznym sonarem DBQS-21D (CSU-81), po czym wynurzył się obok jego burty przesyłając zdjęcie celu wykonane przez peryskop. Wtedy też miało miejsce ośmieszenie przez 206 jednego z OP klasy LA. Otóż 206-ka miała być celem i zostać wytropiona przez amerykański OP, tymczasem Niemcy przepływali wielokrotnie wzdłuż amerykańskiego OP, dokładnie wiedząc gdzie on jest, ale nie na odwrót. Amerykańscy oficerowie na pokładzie 206 po prostu "robili karpia". Warto tu nadmienić jedną rzecz Mianowicie o ile Gotland jest wyposażony w powłoki anechoiczne, o tyle Niemcy nie używają ich do dziś. Uprzedzę od razu pytanie, które już z resztą raz padło - "to dlaczego Amerykanie nie wynajęli Niemców?". Ponieważ ich OP są od lat '60 wykonywane ze stali amagnetycznej i dlatego stosowanie "P 3 Orion ASW aircraft and the Sea Hawk ASW" w celu użycia MAD mijałoby się z celem. Te z kolei używane były w czasie współpracy ze Szwedami. To, stal amagnetyczna, bezgłośny napęd (stojąc bezpośrednio obok Permasyn, nie wiadomo kiedy pracuje), wielomateriałowy propeller) rozmiary i kształt (niekawitujący kadłub rozpraszający fale akustyczne) niemieckich OP skłaniają Niemców do twierdzenia o swoich OP - "niewykrywalne". Moje uwagi dotyczące np. rozwoju sonarów skwitowali - "to wtedy zainteresujemy się powłokami anechoicznymi". Twoje ostatnie zdanie przywołuje bez przerwy w USA na plan dyskusję, czy nie powinni wrócić do klasycznych OP, bo te są w porównaniu nuklearnymi rzeczywiście niewykrywalne - przede wszystkim z powodu cech napędu.

ase
piątek, 24 listopada 2017, 09:07

Nikła wiedzę, Jacku, posiadasz. Przypomnij sobie znalezienie przez Amerykanów bomy atomowej pod Palomares, Skorpiona, zatopionego ruskiego okrętu podwodnego i jeszcze kilku znanych zdarzeń.

Senkju
piątek, 24 listopada 2017, 08:45

Zdarzenie że szwedzkim Gotlandem miało miejsce na płytkich wodach terytorialnych co nie jest bez znaczenia. Faktycznie jedyną bronią która potrafi poważnie zagrozić LGU, są okręty podwodne szczególnie na płytkich wodach przybrzeżnych o zróżnicowanych warstwach zasolenia jak to miało miejsce na owych ćwiczeniach ze szwedzkim Gotlandem o konwencjonalnym napędzie- a i to jedynie przy dużej dozie szczęścia, jeśli OP ma fuksa i przypadkiem znajdzie się na korzystnej pozycji do zaatakowania LGU -co w zasadzie jest wykonalne tylko jeśli LGU po prostu na niego wjedzie. W innej sytuacji musiałby ją ścigać, poruszając się z dużą prędkością robiąc masę hałasu. To tylko na ćwiczeniach słyszymy o tym jak to cudze okręty "zatopiły" amerykański lotniskowiec -w dużej mierze dlatego że na ćwiczeniach zwykle się daje podwodniakom fory i ustawia na pozycji wyjściowej korzystnej do ataku. W realnych działaniach wyglądałoby to inaczej. Warto zwrócić uwagę że LGU to co najmniej kilka okrętów eskorty i co najmniej kilkanaście helikopterów ZOP, zasieki stworzone przez minotorpedy Mark 60 Captor wokół LGU w odległości uniemożliwiającej użycie uzbrojenia -ominięcie więc sił przeciwpodwodnych nie jest wcale takie łatwe. W każdym razie US Navy wprowadzając LCS-y do działań przybrzeżnych zdaje się, że wyciągnęła wnioski z tych ćwiczeń chociaż w normalnych działaniach wojennych LGU nie działa na płytkich wodach przybrzeżnych. Rosjanie zwrócili się o pomoc po doświadczeniach z Kurskiem o pomoc do Wielkiej Brytanii, Japonii i Stanów Zjednoczonych w wydobyciu batyskafu "Priz". Ten mały okręt podwodny był uwięziony w Morzu Beringa, w rejonie zatoki Bierezowaja - 75 kilometrów od Pietropawłowska Kamczackiego - na głębokości około 200 metrów, gdzie zaplątał się w liny podwodnej anteny radiolokacyjnej i sieci rybackie.

sds
piątek, 24 listopada 2017, 07:45

zapewnie nie wyszedłby zwycięsko w symulacji ataku na okręty niezwycieżonej Floty Północnej. Przecież wiadomo że jak rosyjskie to musi być 10 razy lepsze niż amerykanskie. Co rywale Amerykanów potrafią pokazali w 2000r

Pim
piątek, 24 listopada 2017, 00:21

Innych sonarów używasz na okrętach bojowych, innych na ratowniczych. Jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Szukasz kadłuba, bądź jego resztek, a nie manewrującego okrętu. Anteny możesz holować z prędkością kilku węzłów, a nie przy prędkościach kilkunastu. A to że może być trudny do znalezienia bo lokalne - miejscowe warunki hydrologiczne są w danym miejscu skomplikowane to inna sprawa i wszyscy mogą mieć problem baz wyjątku

Greg
czwartek, 23 listopada 2017, 23:22

Może to dzięki zdolnej załodze ?

Polanski
czwartek, 23 listopada 2017, 21:36

W odróżnieniu od floty rosyjskiej. Ta namierzyła Kursk od razu.Tylko nie chciała swoich zdolności ujawniać to czekali aż kilkudziesięciu ludzi zginie. Co nie przeszkadza tym matołom wybierać Putina 23 razy na Prezydenta. Nie do pomyślenia w rozwiniętych cywilizacjach.

De Retour
piątek, 24 listopada 2017, 15:09

Informacja pochodzi od CTBTO.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama