Reklama

Co po Gepardzie? Pancerna karuzela w Wojsku Polskim [ANALIZA]

23 maja 2017, 13:26
Reklama

Ministerstwo Obrony Narodowej ostatecznie wycofuje się z kontrowersyjnego w świetle deklarowanych założeń, procesu pozyskania wozu wsparcia bezpośredniego (WWB) kryptonim Gepard. Ten pojazd o nie do końca sprecyzowanych właściwościach miał pierwotnie stanowić jeden z głównych filarów szerokiego programu związanego z modernizacją wojsk pancernych i zmechanizowanych. Obecnie podjęte decyzje na pewno wydłużą już i tak przekroczone pierwotne terminy realizacji pozyskania nowych maszyn. Nie ma też na razie żadnej jednoznacznej odpowiedzi, co w zamian i kiedy.

Jedyna informacja, którą można obecnie uzyskać to taka, że przyszła modernizacja ma bazować na wdrożeniu w dłuższej perspektywie czasowej do eksploatacji czołgu podstawowego nowego typu. Przy czym co to jest „czołg nowego typu”? Jeszcze nie tak dawno była nim platforma powstała w ramach rodziny wozów w amerykańskim programie FCS, następnie był to głęboko zmodernizowany pod wpływem doświadczeń z Iraku i Afganistanu wóz III generacji. A może jest to zupełnie nowa i zarazem nie pierwsza w historii  propozycja z Rosji w postaci T-14 Armata? Podobnie jak nie wiedzieliśmy (i już się nie dowiemy) jak miał wyglądać WWB tak na obecnym etapie trudno określać jaki będzie polski czołg generacji IV, choć z deklaracji MON wynika, że prawdopodobnie ma to być pojazd klasy czołgu podstawowego (MBT).

Krótka historia długiego programu

Koncepcja zbudowania WWB wywodzi się jeszcze z początków tego wieku gdy w polskim przemyśle (głównie w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Urządzeń Mechanicznych (OBRUM) z Gliwic) powstała koncepcja opracowania polskiej, modułowej platformy bojowej XXI wieku jako bazy dla całej rodziny pojazdów specjalistycznych.  Wywodziła się ona głownie z amerykańskiego programu FCS i była niejako jej „spolonizowaną” wersją. Jednym z takich nowych pojazdów miał być wóz wsparcia ogniowego (WWO) wyposażony w wieżę ze 120 mm armatą gładkolufową. Kolejne rozwinięcie tej idei to zaprezentowany demonstrator technologii czołgu lekkiego (nazwany Anders) na bazie wielozadaniowej platformy bojowej (WPB).

Tak więc to nie samo MON, ale niejako przemysł zasiał w wojsku ideę takiego pojazdu a podtrzymały ją ówczesne doświadczenia z Afganistanu i Iraku oraz przekonanie o konieczności tworzenia sił ekspedycyjnych i wysoko mobilnych.

W 2013 roku na mocy umowy NCBiR z konsorcjum firm krajowych (w którym liderem było OBRUM) dofinansowano projekt WWB wybrany w ramach konkursu nr 4/2013 w zakresie "badań naukowych i prac rozwojowych na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa".

Do obecnej chwili sama realizacja projektu znajdowała się na etapie określenia założeń do projektowania, a jego opóźnienie w stosunku do pierwotnych planów wynosiło już ponad 24 miesiące. Przyczyn takiego stanu rzeczy było kilka w tym m. in. rozpoczęcie projektu bez podstaw merytorycznych w postaci zatwierdzonych WZTT i w sytuacji początkowej realizacji etapu fazy analityczno-koncepcyjnej, jego objęcie nadzorem Koordynatora ze strony MON czy chociażby redefiniowanie w 2016 roku Wymagań Operacyjnych (WO), co wymusiło powtórzenie fazy analityczno-koncepcyjnej oraz aktualizację przez wykonawcę dokumentacji. Początkowa wartość projektu to 100 mln zł a jego wykonanie finansowe wynosiło ok. 32% (wg. danych MON nie potwierdzonych przez NCBR). Planowano pozyskać blisko 420 egzemplarzy tego wozu.  

Sam Gepard pierwotnie miał być pojazdem o masie do ok. 35 ton (z zapasem modernizacyjnym ok. 2000 kg)  i wieżą z uzbrojeniem w postaci 120 mm armaty na amunicję standardu NATO z automatem ładowania, umieszczonym w jej tylnej części. Podwozie bazowe WWB zgodnie z projektem stanowić miała Uniwersalna Modułowa Platforma Gąsienicowa (UMPG).  

Niska masa miała zapewnić wysoką mobilność taktyczno-operacyjną w porównaniu z tradycyjnymi czołgami, co już od podstaw mijało się z założonym celem, bo w zasadzie jej charakterystyki trakcyjne były porównywalne. Kosztem było z kolei słabsze opancerzenie, które kompensowały nowoczesne (z założenia) systemy obrony aktywnej, przekazywania danych i kierowania ogniem podnoszące świadomość sytuacyjną załogi oraz zapewniające wysoką skuteczność wykrycia, identyfikacji i zniszczenia wrogich maszyn. Ale takie systemy montowane są również (bądź planowane do zamontowania) w najnowszych, obecnie wykorzystywanych czołgach podstawowych, a chociażby systemu BMS do tej pory nie mamy  na wyposażeniu naszej armii. Sama mobilność operacyjna również była fikcją, bo i tak kraj nasz nie posiada odpowiednich środków by ją zapewnić. Trzeci zasadniczy wskaźnik – czyli ekonomiczność, biorąc pod uwagę sposób osiągnięcia zamierzonego celu, wielkość produkcji i jego niewielkie możliwości eksportowe, był również raczej mało prawdopodobny.

Wymagania też w międzyczasie redefiniowano i zmieniano koncepcje taktyczno-techniczne samego wozu. Wzrosnąć miała przede wszystkim masa, gdyż osiągnięcie zakładanej osłonności pasywnej okazało nieosiągalne, ale również domagano się jeszcze polepszenia jej skuteczności.

Same wymagania dla WWB były utajnione, niemniej wydaje się, że przy ich opracowaniu popełniono kilka błędów, w zakresie m. in.:

  • niedostatecznego zdefiniowania stopnia modułowości zastosowanych rozwiązań w obszarze ochrony, uzbrojenia i optoelektronicznych systemów walki ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju technologicznego tych systemów i możliwości ich adaptacji na istniejącej platformie;
  • dostosowania wozu do przenoszenia nowych rodzajów uzbrojenia, które pojawią się w przyszłości – armaty o większym kalibrze, elektrotermiczne czy elektromagnetyczne;
  • zapewnienia mu nowoczesnych zasad obsługi, użycia i zabezpieczenia eksploatacji oraz szkolenia i treningu (zestawy symulatorów i trenażerów do przeprowadzania szkolenia indywidualnego poszczególnych członków załóg oraz szkolenia zbiorczego – walki);
  • zapewnienia wysokiego masowego zapasu modernizacyjnego, by całkowicie zabezpieczał potrzeby modernizacyjne, dostosowanie platformy pod różne zabudowy czy zamontowanie w przyszłości najnowszych systemów walki.

Co dalej

Ze wstępnych deklaracji MON wynika, że rezygnacja z WWB jest między innymi związana z trudnością w spełnieniu stawianych mu wymogów, stojących u podstaw samego programu (które już w zamierzeniach były trudne do realizacji). Ale wydaje się, że jedna z przyczyn leży po innej stronie. Niewątpliwie była nią chęć opracowania wozu własnymi siłami czyli w praktyce bez kooperacji z silnym partnerem zagranicznym w oparciu o jego gotowe rozwiązania. Brak doświadczenia w konstruowaniu podobnych wozów samodzielnie w kraju oraz brak kluczowych komponentów i zespołów z góry skazywały ten projekt na porażkę. Podobnie było z pozyskiwanymi z zagranicy elementami (jak chociażby armata, silnik itp.). Nasze firmy zbrojeniowe za ich pozyskanie musiałyby przy tym najprawdopodobniej zapłacić więcej niż duże koncerny.

PT-91
Foto: st. sierż. Andrzej Domaszewicz (34bkpanc.)

Krajowe firmy często nie są zainteresowane pozyskiwaniem licencji zza granicy, ponieważ dla nich rozwój produktu daje pracę i pieniądze (jest tak niestety również w przypadku ośrodków naukowych).

Trudno już po raz kolejny pisać o szeregu projektów rozwojowych zbrojeniówki, które ostatecznie nie zakończyły się wdrożeniem uzbrojenia do służby. Również w samym obszarze czołgów nie mamy się czym pochwalić. Przecież od lat nie może zostać wyprodukowana nowoczesna amunicja podkalibrowa do „starego” T-72/PT-91 czy nowszego  Leoparda 2 a samo MON (swą nieprzemyślaną działalnością) doprowadziło do kompletnego zdewastowania technologicznego tych pierwszych maszyn (które można było modernizować i remontować zgodnie z wymaganiami). 

Gepard miał być następcą T-72 w brygadach zmechanizowanych i działać obok zmodernizowanych Leopardów 2 eksploatowanych w brygadach pancernych. Tak to widziało pierwotnie wojsko, ale niekoniecznie główny wykonawca, czyli przemysł.  

W MON od lat istnieje lobby na rzecz posiadania w linii dużej liczby czołgów, ale najnowsze maszyny to również wysokie koszty eksploatacji a przy tym szkolenia, modernizacji itp., co pokazał m. in. czołg Leopard 2. WWB miał to ułatwić, jako pewnego rodzaju tańszy odpowiednik czołgu.

strzelanie z Leopard 2A4
Fot. kpt. Adriana Wołyńska, szer. Natalia Wawrzyniak

W przemyśle dochodzi do zderzenia kilku koncepcji (choć państwowe spółki działają w ramach jednej PGZ). Jedną z nich było zbudowanie WWB w oparciu o pierwotne wymagania przez konsorcjum z liderem w postaci OBRUM. To rozwiązanie było już dogadane i tak naprawdę nie było zainteresowania innymi alternatywami. Tymczasem wojsko chciało mieć wybór pomiędzy różnymi możliwościami.

Inna (od niedawna preferowana) opcja to osadzenie wieży z OBRUM na podwoziu nowego bwp o kryptonimie Borsuk z HSW (z możliwymi do zaakceptowania zmianami technicznymi). Obecnie równie dobrze na tym ostatnim może być osadzona gotowa wieża od zagranicznego partnera i w ten sposób powstanie preferowany teraz przez MON niszczyciel czołgów o kryptonimie Barakuda.

T-72M1 były planowane do wycofania z eksploatacji w 2018 roku, na razie nie widać następców. Oczywiście ich eksploatacja może być wydłużana, ale wartość bojowa tych wozów jest bardzo niska, a ich ewentualna modernizacja byłaby obecnie dużo kosztowniejsza, niż gdyby ją przeprowadzić 15-20 lat temu. O realnych możliwościach co do utrzymania licznej floty nowoczesnych pojazdów gąsienicowych świadczyć może zaproponowany zakres modernizacji Leopardów 2 do wersji PL. Nowego BWP też nie należy się szybko spodziewać, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę czas potrzebny na samo wdrożenie do służby.

Jednak czy same wozy bojowe to teraz największy kłopot polskiej armii? Są one nieodzownym elementem uzbrojenia współczesnych wojsk, ale nie najważniejszym. Klasyczne uzbrojenie jakim są czołgi czy bwp to broń trzeciej czy czwartej kategorii. O ich powodzeniu w walce zdecyduje skuteczność systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, uderzeniowych systemów precyzyjnych o zwiększonym zasięgu, WRE (w tym cyberataku) oraz zapewnienie osłony powietrznej. Broń pancerna będzie też skuteczna gdy będzie działała w efektywnym połączeniu z innymi systemami walki czy dowodzenia i przekazywania danych. A Polska obecnie w żadnym z ww. obszarów nie ma wystarczających zdolności. Co więc pozyskiwać w pierwszej kolejności – system obrony przeciwlotniczo-przeciwrakietowej o kr. Wisła czy Gepard?

Podsumowanie

Czołg podstawowy nowego typu nie wejdzie do linii przed koniecznością wycofania PT-91, o ile eksploatacja tych ostatnich nie będzie wydłużona. Tak więc powstanie duża luka sprzętowa w wojskach pancernych, którą może powiększyć jeszcze konieczność wycofywania pierwszych Leopardów 2, choć długość służby tych ostatnich zwiększy planowana modernizacja. Wejście naszego kraju do programu opracowania Leoparda 3 niesie za sobą obecnie kilka niewiadomych. Po pierwsze co oprócz jego finansowania Polska może do niego wnieść (bo raczej nie nie zaawansowaną technologię).

Po drugie czy główni wykonawcy (KMW i Nexter), po ich doświadczeniach z polskim przemysłem, będą chętni do współpracy i czy w ogóle Niemcy i Francja się na to zgodzą. I po trzecie trzeba pamiętać, że ta maszyna może wejść do produkcji po 2030 roku, a więc późno biorąc pod uwagę polskie potrzeby. Trzeba też wspomnieć o potencjalnych korzyściach technologiczno–gospodarczych z wejścia w taki program, a raczej obaj partnerzy nie zgodzą się na produkcję kluczowych komponentów i podzespołów nowej maszyny w naszym kraju. Pewnym rozwiązaniem mogłoby być porozumienie międzyrządowe, ale ścieżką też może być porozumienie komercyjne z jedną czy kilkoma firmami. Każde z tych rozwiązań ma swoje wady i zalety. Również inne drogi pozyskania czołgu nowej generacji (np. w ramach współpracy z Turcją czy Koreą Południową) mogą być trudne do realizacji. Program czołgu Altay jest opóźniony i zależny od zewnętrznych poddostawców, z kolei koreański K-2 jest w dużej mierze dostosowany do lokalnych warunków (odmiennych od polskich).

Jak na razie MON nie zaprezentował spójnej koncepcji, i to nie tylko dotyczącej pozyskiwania konkretnych systemów uzbrojenia, ale przede wszystkim ich taktyczno-operacyjnego wykorzystania. Dodatkowo dochodzi czynnik ekonomiczny – czyli zbyt mało środków na zbyt ambitne cele (przy obecnym poziomie finansowania, choć zapowiadane jest jego zwiększenie). Można odnieść wrażenie, że „bałagan decyzyjny” wzrasta, gotowość armii do wypełnienia stawianych jej zadań maleje a czas ucieka. Popełnionych błędów nie da się naprawić szybko, szczególnie gdy nie wie się jak to zrobić. Przygotowany przez resort Strategiczny Przegląd Obronny może być ostatnią szansą na przełamanie braku decyzyjności, ale tylko w wypadku, gdy jego rekomendacje będą spójne i zostaną szybko wdrożone w życie. Samo przygotowanie i przyjęcie strategii, nawet najlepszej, jest jednak tylko pierwszym krokiem na długiej i krętej drodze do odbudowania zdolności bojowej, a już obecnie zaniedbania w tym obszarze mają bardzo szeroki zakres.

KomentarzeLiczba komentarzy: 16
Reklama
Anuluj
jarkono
niedziela, 10 września 2017, 09:54

Z naszymi T-72/PT-91 zrobił bym tak: kupić od Ukraińców licencję na 6TD-3 i modernizować sukcesywnie. Najpierw układ jezdny, napędowy, opancerzenie kadłuba i szeroko rozumiana elektronika. Następnie po dopracowaniu armaty 130mm (prace są zaawansowane) wymienić całą wieżę z armatą 130mm. Modernizacja rozłożona w czasie i mamy czołg o dużej mobilności 1500KM, dobrze opancerzony (Duplet lub jego nasz odpowiednik) i z wielką siłą ognia 130mm. Nasz przemysł by miał co robić, nabrał by doświadczenia i zyskał by czas na opracowanie czołgu następnej generacji.

prawda
czwartek, 24 sierpnia 2017, 02:11

a po co w ogóle sie zbroić przecież i tak wojny nie bedzie bo po co miałaby byc ??? ...

maniek
czwartek, 24 sierpnia 2017, 02:11

a kto powiedzial ze nie bedzie ? znasz to ? "chcesz pokoju szykuj sie do wojny" ??????? to poczytaj

Artur-o
sobota, 22 lipca 2017, 12:49

Skoro mamy braki w silach zwalczania broni pancernej potencjalnego agresora to może kupić od Wlochów troche Centauro? maja dobre opancerzenie i armate a fakt ze sa kolowe poprawia ich mobilność. no i sa gotowe

jurgen
czwartek, 8 czerwca 2017, 19:21

o Leopardy zapytać w: Szwajcarii (podobno 150 w magazynach), Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, Chile, oraz przede wszystkim w Kanadzie

Hejka
niedziela, 4 czerwca 2017, 17:48

Do problemu należy zastosować alternatywny, niekonwencjonalne rozwiązanie. Należy kupić bardzo dużo bojowych wozów piechoty BWP najnowszej generacji (czyli drogich, luksusowo wyposażonych), ograniczając do minimum zakupy czołgu podstawowego, próbując przy tym wejść do konsorcjum realizującego projekt Leopard 3. Wersja BWP z możliwością montażu działa 120 mm jest także opcją. BWP są łatwiejszą do realizacji i modernizacji opcją wyposażenia wojska dla polskiego przemysłu a jednocześnie uzbrojone w Spike'i będą znakomitą alternatywą dla czołgu podstawowego. Nie zapominajmy o żołnierzach z Wojsk Ochrony Terytorialnej, którzy będą potrzebowali sprzętu aby osiągnąć poziom wysokiej mobilności. Za cenę prestiżu jaką daje czołg podstawowy zyskamy 150 000 żołnierzy osadzonych w wysoce mobilnych brygadach zmechanizowanych (Opinia nie jest pisana z myślą o planowanym moim patencie z zakresu modernizacji BWP). .

Ja
niedziela, 4 czerwca 2017, 17:48

MON chce kupić od Huty Stalowej Woli 1000 BWP Borsuk

qwe
wtorek, 30 maja 2017, 16:55

Zdaje się, że jako rozwiązanie pomostowe, zostanie przeprowadzona modernizacja starych T-72 i Twardych. Na ostatnim MSPO był prezentowany model PT16, więc pewnie wykorzystają część rozwiązań z tej koncepcji, skoro już jest i można z tych rozwiązań skorzystać od ręki (raczej nie wszystkie, by ograniczyć koszy)...

igo
wtorek, 30 maja 2017, 12:50

Technologii na zubożony uran nie dostaniemy od USA, bo oni tego nie udostępniają nikomu, nawet najbliższym z najbliższych sojuszników, przykładem jest F-22, więc Abrams może być pozyskany tylko małpiej wersji, to nie będzie zły czołg, ale zupełnie nie porównywalny do oryginalnego amerykańskiego.

realista
poniedziałek, 29 maja 2017, 00:41

Przypuszczam że po Gepardzie w najbliższych latach nie będzie nic w zamian. Być może MON zdało sobie w końcu sprawę że stworzenie przez przemysł prawdziwego, zdolnego do walki czołgu, a nie makieto-atrapy łącznie z zaprojektowaniem i próbami testowymi kosztuje miliardy euro, a nie miliony złotych. I dobrze bo szkoda czasu na mrzonki. Co do sytuacji sprzętowej to przypuszczalnie w ciągu 2-3 lat zmniejszą liczebność batalionów pancernych do 8 wycofując ostatecznie T-72, a po 2025 zmniejszą ilość batalionów pancernych do 4 wycofując stopniowo PT-91. Następnym nowym czołgiem w SZ RP pewnie będzie kupiony po 2030 roku w RFN lub Francji Leopard 3 który zastąpi używane w armii wiekowe wówczas Leopardy 2.

happy
sobota, 27 maja 2017, 16:40

Mamy bardzo dobre duze podwozie od kraba, co stoi na przeszkodzie zeby dolozyc lepszy pancerz, dostosowac do transportu piechoty i zamiast wiezy haubicy wstawic wieze i dzialo od czolgu wtedy mamy ciezki bwp i WWB w jednym ot taka polska merkawa za ulamek ceny. Trzeba mierzyc sily na zamiary a nie snuc jakies nierealne plany na 50 lat do przodu. Taki skladak bylby lepszy od t72 i pt91+funkcja bwp . Do fachowcow pytanie czy istnieja jakies techniczne przyczyny ktore uniemozliwiaja taka kompilacje

Ja
sobota, 27 maja 2017, 16:40

Te podwozie od Kraba nie nadaje się ani do BWP ani do WWB.Jest pomysł żeby zrobić na tym podwoziu PSA Loara nowej generacji, ale do tego trzeba decyzji MON.

Extern
sobota, 27 maja 2017, 16:40

To podwozie jest za duże na czołg. Jakby chcieć je opancerzyć na poziomie odporności czołgu byłby to bardzo bardzo ciężki czołg.

anakonda
sobota, 27 maja 2017, 16:40

techniczne pewnie nie ale prawne juz tak bowiem bedziemy mogli sobie produkowac te podwozia dopiero po zakupie ilus tam krabów od koreańczyków

Perun
sobota, 27 maja 2017, 04:18

A jeszcze parę miesięcy temu wieszczono świetlaną przyszłość przed PT-16:) Polska jest mistrzem w budowaniu makiet.

ex
czwartek, 25 maja 2017, 22:16

Bardzo dobra analiza. Gratuluję

Pytanie
czwartek, 25 maja 2017, 11:54

Co jest gorsze? Fakt osiedlenia w Polsce 500 tysięcy chłopaków z Libii i Syrii czy może wojna z Rosją?

Szymon
czwartek, 25 maja 2017, 11:54

Najgorsza jest głupota. Obu tych rzeczy nie ma, przy czym wojna z Rosją może kiedyś być. A pół miliona Syryjczyków nie będzie na pewno.

Michał
środa, 24 maja 2017, 22:58

Trzeba zadbać o własne bezpieczeństwo a nie myśleć o ekspedycjach militarnych gdzieś daleko. Dlatego trzeba pozyskać odporny sprzęt pancerny ciężki np Abramsy od USA nie bawić się w pływalność i mało tonowe zabawki tylko konkretne czołgi Leosiów na rynku brak więc zostaje nam tylko Abrams.

ito
środa, 24 maja 2017, 22:58

Bardzo dużo można się nauczyć z historii- np. wiemy w jakim tempie w 1941 roku RKKA traciła doskonałe czołgi,dla których Niemcy nie mieli żadnego przeciwnika w swoich szeregach (z relacji niemieckich żołnierzy wynika, ze od pancerzy KW pociski ówczesnych niemieckich armat ppanc się ODBIJAŁY)- a jednak umiejętne wykorzystanie własnych zasobów i błędów przeciwnika doprowadziły teoretycznie górującą sprzętowo (we wszystkich kategoriach poza samolotami) Armię Czerwoną na skraj katastrofy. A do rzeczy- autor chyba ma rację podkreślając konieczność wypracowania i wdrożenia spójnego systemu walki i zagrożenie bezsensownymi wydatkami w przypadku dziecinnej fascynacji techniką- w Twoim przypadku- zastanowiłeś się nad skutecznością Abramsa, dedykowanego ciężkiego, lufowego niszczyciela czołgów, w starciu z piechotą? Amerykanie po Iraku zorientowali się, że jest mniejsza niż skuteczność Strykera. Zastanowiłeś się, ile trzeba paliwa do turbin Abramsów? Ile cystern? Jaki będzie koszt i czas szkolenia obsług na całkowicie innym sprzęcie, na dodatek dość już wiekowej konstrukcji? Do tego- jaki będzie efekt starcia Abramsów z eskadrą nawet Su 25 w sytuacji kiedy nie będą miały skutecznej obrony plot? I tak dalej. Więc może raczej nie pchać się w pancerną jazdę za ciężkie pieniądze, tylko za te same pieniądze spróbować uzyskać cały system zdolny do działania przeciw nowoczesnemu przeciwnikowi- mniej może efektownie za to skuteczniej?

Ca de Bou
środa, 24 maja 2017, 22:31

Co do WWB "Gepard". Bardzo dobra decyzja, szkoda ze tak późno (takich mamy specjalistów w MON) ale pewnie ktoś na tym zarobić musiał. Co do następcy T-72M/PT-91 "Twardy" a wiemy ze 247 Leo 2 to stanowczo za mało! Widze 3 możliwości. 1. modernizacja teciakow tak aby do czasu "nadejścia" następcy dysponować jakimikolwiek silami pancernymi. 2. wiemy ze Leo nie ma na rynku a i niemiaszki niepewny to sojusznik wiec nabyć Abramsy od U.S. Army a nawet pójdę dalej BWP "Bradley" (mimo ze kibicuje Borsukowi czuje ze i z tego nic nie będzie) 3. Wejść we współpracę z Turkami- ALTAY. Sa na tak wiec nie widzę przeszkód. Kwestia szczegółów takowej współpracy. Co do Leoparda 3 i ewentualnym naszym wkładzie w ten projekt- NO COMMENT- S-F kolejne marzenia przydałby się kubeł zimnej wody takowym myślicielom.

Piotr
środa, 24 maja 2017, 22:31

Zgadzam się że ze współpracy z Francją i Niemcami raczej nic nie wyjdzie. Oba kraje nie są zainteresowane współpracą która mogłaby rozwinąć polski przemysł czy ośrodki badawczo rozwojowe. Jedyne co ich interesuje to rynek zbytu i nasze niewielkie pieniądze. Pozyskanie Abramsów - skoro Egipt je eksploatuje to my też dalibyśmy radę. Jednak w takiej sytuacji trzeba się wycofać z teciaków; za wiele tych czołgów by było, za drogo py to wszystko kosztowało; T 72 M bez modernizacji to opiekacz dla czołgistów; Modernizacje T 72 M i PT 91 - wydaje się że w chwili obecnej nie jest to możliwe; Bumar Łabędy to wydmuszka zdolna do produkcji atrap a nie modernizacji czołgów podstawowych; PZL Wola (producent silników nie istnieje) Współpraca z Turcją - ALTAY pamiętajmy że z założenia b. ciężki czołg (65 ton) czym to wozić i po jakich mostach; poza tym dobre chęci Turków - mało wiarygodna podstawa współpracy; Korea Południowa - osobiście uważam że ich K2 byłby niezłym wstępem dla naszego czołgu; trudno jednak powiedzieć jakie mają umowy z Francją i Niemcami w zakresie wykorzystania technologii tych krajów (automat ładowania; silnik; armata) bez tego ze współpracy mogą być nici. Nikt nie wspomniał o Japonii a szkoda; dwie ciekawe konstrukcje; jedna ciężka druga o wadze około 45 ton (logistycy w euforii) Świadomie pomijam Ukrainę i kraje Wyszechradu

Haha
środa, 24 maja 2017, 21:36

Zamiast czekać na nowego BWP sprzedajmy stare a w zamian kupmy CV90 dla jednego batalionu albo Namery może cztery

sojer
środa, 24 maja 2017, 21:15

Skoro Leo 2A7+ kosztuje 9 mln euro to ile będzie kosztować Leopard 3? Będzie nas stać na 100 sztuk, które zmontujemy z importowanych zestawów. Niemcy i Francja zadeklarują zapewne po 250 sztuk z opcją na drugie tyle. Innymi słowy nasz udział w B+R i produkcji wyniesie max 15%.

rybak
środa, 24 maja 2017, 21:15

Leo 2A7 kosztuje według różnych źródeł od 35 do nawet 40 mln Euro. Ostatnio była informacja o koszcie nowego na 38 mln Euro. Około 10 mln euro kosztuje modernizacja Leo 2A4 do standardu Leo 2A7. Za nowy Leo 3 zaśpiewają zapewne z 60 mln euro więc fantazje o zakupie więcej jak 100 czołgów Leo 3 będą zwykłym fantasy lub marzeniem ściętej głowy. Nie ma szans na zastąpienie T72 i twardych w przyszłości Leo 3 w stosunku 1:1 .

Kordi
środa, 24 maja 2017, 21:15

I bardzo dobrze. PGZ nie będzie teraz działać po omacku jak do tej pory. Mają jasno zdefiniowane oczekiwania MON i teraz tylko od nich zależy jak potrafią to wykorzystać.

tom
środa, 24 maja 2017, 18:30

Może wymienić Twarde i T-72 na Abramsy. Przy tym zrobić kompleksowy deal z USA na zakup uzbrojenia. W praktyce i tak kupujemy głównie od nich więc mogli by te czołgi dorzucić jako gratis do F-35.

cooky
środa, 24 maja 2017, 18:30

można by je już spróbować dostać gratis do "Patriotów"

Afgan
środa, 24 maja 2017, 18:30

A po co USA PT-91 i T-72? Poza tym nie widzę Abramsa w WP bo to najdroższy w eksploatacji czołg na świecie.

As
środa, 24 maja 2017, 15:17

Program Gepard to jedynie program wyszarpania trochę grosza. Jak grosz nie płynie, to nie ma za co urządzać sympozji, referatów, prezentacji itp. Nasze firmy mają zupełnie inny profil działania niż opracowywanie nowych rozwiązań technicznych. Muszą przede wszystkim skupić się na hodowli Prezesów z poza branży zrzucanych im po każdych wyborach jak nieprzyjacielski desant. I niech ktoś powie, że nie opanowali tej sztuki perfekcyjnie.

xiom
środa, 24 maja 2017, 14:53

Na co komu czołg??? Czołg to przeżytek i marnowanie pieniędzy. Zostanie zniszczony wiele razy artylerią (lufową, rakietową) albo przez lotnictwo/śmigłowce zanim przybliży się na odległość taką, by choć JEDEN RAZ wystrzelić ze swojej drogiej lufy w super drogim pancerzu. To jest właśnie prawidłowy wniosek z konfliktów na Ukrainie i z Syrii. Czołgi są od razu WYŁĄCZONE z walki, która toczy się na pojedynki artyleryjskie (Ukraina) lub przeciwko dobrze ukrytym bojownikom z granatnikami (Syria). Czołgi NIE MAJĄ SZANS. Rozwój inteligentnej amunicji lufowej lub kierowanej rakietowej opłaca się bardziej niż kupno jednego czołgu.

Teodor
środa, 24 maja 2017, 14:53

W pewnym sensie masz racje, ale chyba niestety nie da sie do konca tak kontrolowac pozycji czolgu, aby uzyskac bezposrednie trafienie w ruchu. Amunicja precyzyjna daje ogromna przewage w przypadku namierzenia dokladnej pozycji okopow, jednak w ruchu moze stanowic to problem. Pocisk bowiem lecac te 20, 30 czy 40km potrzebuje czasu na przelot. Pocisk sterowalny oczywiscie daje wieksza gwarancje trafienia pod warunkiem, ze caly czas kontrolujemy pozycje czolgu w sensie jego namiarow w przestrzeni. W dluzszej perspektywie czasu jest to oczywiscie dobry kierunek rozwoju amunicji, poniewaz teoretycznie powinien dawac przewage.

Szymon
środa, 24 maja 2017, 14:53

Takie twierdzenia były już przed wojną. I oczywiście okazały się bzdurą. Tak długo, jak istnieje potrzeba połączenia ochrony, siły ognia i manewru, tak długo będzie istniał czołg.

Max Mad
środa, 24 maja 2017, 14:53

Przekonaj do swojej teorii resztę świata to pogadamy.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama