Dziękujemy Email dodany do subskrypcji.

Dlaczego malezyjski Boeing leciał nad Donbasem?

OPUBLIKOWANO: Piątek, 18 Lipca 2014, 15:03

Najczęściej zadawane obecnie pytanie to – kto i dlaczego zestrzelił malezyjski samolot pasażerski nad Ukrainą? Równie istotne dla sprawy jest wyjaśnienie dlaczego cywilny Boeing 777 znalazł się nad terenem walk pomiędzy Ługańskiem a Donieckiem. Przecież walki w tym rejonie trwają od miesięcy i separatyści strącili już kilka ukraińskich maszyn wojskowych. 

Najprostsza odpowiedź jest czysto proceduralna – ruch nad wschodnią Ukrainą nie został wyłączony z ruchu lotniczego przez międzynarodowe organizacje bezpieczeństwa, ani władze ukraińskie. A dokładniej- przestrzeń powietrzna nad rejonem walk została zamknięta od poziomu ziemi do wysokości około 9,7 tys. metrów, oznaczanej jako FL330 (Flight Level 320, czyli 32 tys. stóp). Od tego pułapu samoloty cywilne mogły operować zgodnie z ogólnymi zasadami ruchu powietrznego i aż do wczoraj robiły to stosunkowo bezpiecznie.

Powyżej tej wysokości odbywała się standardowa komunikacja dalkiego zasięgu, np. na trasach do Malezji, Indii i innych krajów azjatyckich, ale też w stronę Rosji czy Gruzji. Poniżej tej wysokości mogły się pojawić jedynie samoloty startujące z lotnisk w tym rejonie, oraz inne maszyny które otrzymały zezwolenie odpowiednich władz ukraińskich. Przede wszystkim samoloty i śmigłowce wojskowe.

Kto mógł latać nad Donbasem?

Dlaczego Ukraina nie zamknęła całej przestrzeni powietrznej nad Donbasem? Przede wszystkim z przyczyn prawnych i ekonomicznych. Konwencja Chicagowska, regulująca światowy ruch statków powietrznych, pozwala na zamknięcie lub ograniczenie ruchu powietrznego w wydzielonej strefie z przyczyn bezpieczeństwa, prowadzonych działań wojennych czy innych uzasadnionych powodów. Artykuł 9, które mówi o takiej możliwości, zastrzega też, że zakres (w powierzchni i wysokości) takiej strefy musi być uzasadniony i w miarę możliwości nie powinna ona nadmiernie zakłócać komunikacji oraz nawigacji statków powietrznych.

Strefa nad Donbasem wyznaczona została tak, aby nie zakłócać ruchu rejsowych maszyn, takich jak malezyjski Boeing 777, ale zabezpieczyć je przed przypadkowym lub zamierzonym atakiem. FL330 jest znacznie wyżej niż zasięg lufowej artylerii przeciwlotniczej i zestawów MANPADS które mogą się znajdować w rękach oddziałów separatystów, partyzantów czy bojowników – niezależnie jak nazwiemy ludzi walczących przeciw regularnym siłom zbrojnym Ukrainy.

Ponieważ w tym rejonie nie trwa obecnie wojna, przynajmniej z punktu widzenia prawa międzynarodowego, sytuacja jest prawnie złożona. Nie tylko władze ukraińskie, ale też lotnicza administracja międzynarodowa, czyli International Civil Aviation Organization - ICAO (ang. Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego) nie uznawały dotąd działań w Donbasie za zagrożenie dla ruchu powietrznego. Za strefę wyłączoną z ruchu ICAO uznała natomiast rejon Krymu i podlegającej mu przestrzeni powietrznej nad Morzem Czarnym i Morzem Azowskim. Przede wszystkim wynika to z konfliktu dotyczącego kontroli ruchu w tej przestrzeni pomiędzy władzami w Moskwie i Kijowie. W sytuacji sprzecznych kompetencji powstało zagrożenie konfliktem decyzyjnym mogącym spowodować zagrożenie katastrofą w ruchu powietrznym. Nad wschodnią Ukrainą nie ma takiego problemu - kontrolę przestrzeni powietrznej realizują służby ukraińskie.

Dla decyzji o dalszej realizacji ruchu powietrznego nad Donbasem istotny jest też czynnik ekonomiczny. Zgodnie z prawem międzynarodowym państwo pobiera opłaty za ruch w swojej przestrzeni powietrznej i są to całkiem znaczące dochody. Natomiast linie lotnicze i inni przewoźnicy decydują o trasach przelotu przede wszystkim na podstawie ekonomii – nie tylko opłat, ale też kosztów zużytego paliwa, warunków atmosferycznych, kar wynikających z opóźnień itp. Stąd niechęć do zamykania przestrzeni z jednej, i do zmiany tras z drugiej strony.

Przebieg korytarzy powietrznych nad Afganistanem i ilość lotów cywilnych od największej (zielone) do najmniejszej (szare) wg. ICAO. - fot. ICAO.in

Donbas jak Afganistan?

Ciekawym porównaniem może tu być sytuacja nad Afganistanem. Na ziemi może trwać wojna z mudżahedinami, ponad nimi operują samoloty i śmigłowce, ale powyżej trwa zwykła komunikacja lotnicza. Codziennie kursują nad Afganistanem samoloty rejsowe, przede wszystkim w drodze z wielkich portów lotniczych we Frankfurcie i Londynie do Dehli, Singapuru i krajów w Azji Południowo-Wschodniej. Szczególnie intensywny ruch jest realizowany trzema korytarzami powietrznymi nad środkową i wschodnią częścią kraju.

Jest to istotny szlak komunikacji międzykontynentalnej. Omijanie Afganistanu, nie tyko przez maszyny z Europy Zachodniej, ale też np. przez samoloty z rejonu Morza Śródziemnego w stronę południowych Chin czy Japonii, odbiłoby się znacząco na kosztach transportu powietrznego. Oczywiście jego natężenie jest nieporównywalnie mniejsze niż w rejonie Europy, jednak daje to pewną skalę porównawczą dla decyzji o wstrzymaniu ruchu nad Donbasem jedynie poniżej pewnej wysokości.

Od kiedy 2 kwietnia 2014 roku Przestrzeń powietrzna Krymu została uznana za strefę wojny, zarówno przez ICAO jak też europejską agencję Eurocontrol, samoloty i tak musiały omijać ten rejon lecąc nad Donbasem. Obecnie znacznie bardziej nadkładają drogi.

Nie tylko w drodze z Europy Zachodniej do Azji. Dotyczy to również lotów ze wschodniej Turcji, Azerbejdżanu czy Gruzji i wszystkich przelotów których trasa przebiegała nad Morzem Czarnym. Obecnie Krym i wschodnia Ukraina tworzą swego rodzaju barierę komunikacyjną. Pas przestrzeni powietrznej rozciągający się na ponad tysiąc kilometrów na linii północ-południe i głęboki na kilkaset kilometrów został wyłączony praktycznie z komunikacji powietrznej. Dobrze widać to chociażby na portalu Flightradar24.com, śledzącym ruch powietrzny w czasie rzeczywistym. Komunikacja odbywa się teraz przede wszystkim nad Bosforem, Turcja i Bałkanami, oraz na wschód od zagrożonej strefy.

Pechowy lot MH17. 9/11 Europy Wschodniej?

Wracając do pytania tytułowego. Jeśli chodzi o lot Malaysia Airlines Flight numer MH17, to był on realizowany zgodnie z wszelkimi zasadami i podobnie jak setki innych powinien przebiegać bez żadnych problemów. Boeing 777 w momencie trafienia przez pocisk rakietowy znajdował się na pułapie FL330, czyli około 300 metrów (tysiąc stóp) powyżej przestrzenie zamkniętej przez ukraińskie władze. Samolot na tej wysokości powinien znajdować się powyżej skutecznego zasięgu broni w rękach separatystów. Niestety fakty okazały się inne. Nikt nie przewidział wykorzystania do ataku samobieżnego systemu rakietowego mogącego razić cele na pułapie ponad 20 km. 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

Przeładuj

19 komentarzy

andys Poniedziałek, 04 Sierpnia 2014, 14:56
"Samolot na tej wysokości powinien znajdować się powyżej skutecznego zasięgu broni w rękach separatystów i ARMII UKRAIŃSKIEJ. Niestety fakty okazały się inne. Nikt nie przewidział wykorzystania do ataku samobieżnego systemu rakietowego mogącego razić cele na pułapie ponad 20 km. "
Dopiero po uzupełnieniu tekstu fragmentem zapisanym duzymi literami notka ma sens.
JA Środa, 30 Lipca 2014, 15:15
Sprawdzicie proszę sobie wcześniejsze trasy lotu na tym obszarem. Raz było bardziej na północ, raz bardziej na południe.
Sowiecka propaganda wykorzystuje tylko ostanie kilka przelotów do wykazania, że samolot celowo skierowano w niebezpieczne miejsce.
Pewno czytając pozostałe komentarze znajdę coś o banderowcach?
Roman Poniedziałek, 21 Lipca 2014, 18:00
Tylko że nasz LOT jak wynikało z wypowiedzi jego rzecznika już od kilku miesięcy w lotach do Gruzji nie korzysta z korytarzy powietrznych zarówno nad Krymem jak i nad południowo-wschodnią Ukrainą, a lata tam korzystając z korytarzy powietrznych nad Rumunią i dalej nad tureckim wybrzeżem morza Czarnego. Tutaj LOT okazał się o wiele bardziej przewidujący niż większość znanych przewoźników powietrznych.
gosc123 Poniedziałek, 21 Lipca 2014, 14:38
Wiecie przecież ,że tylko kasa sie liczy
Stalker Poniedziałek, 21 Lipca 2014, 10:58
Totalny brak logiki, zamknąć niebo nad Krymem gdzie nic się nie dzieje, a pozostawic otwarte nad wschodnią Ukrainą gdzie noworosjanie mają całą gamę wszelakich zabawek, no i jeszcze porównanie Doniecka z Afganistanem, to już przechodzi wszelkie pojęcie. Czyli dla kasy poświęcili ludzi, normalne w tym chorym świecie.
m Niedziela, 20 Lipca 2014, 16:53
2 dni wcześniej sep./RU zestrzelili An-26 na wysokości 6,5km więc ktoś tam przysnął...
znawca_tematu Sobota, 19 Lipca 2014, 14:09
Jednak w Eurocontrol będzie ostra zadyma. I może autorowi się wydaje, że wszystko było cacy, a jednak stawiam, że głowy polecą. Choćby z powodu kiepskiego monitoringu sytuacji w tym regionie.
wild racer Sobota, 19 Lipca 2014, 14:02
" separatystów, partyzantów czy bojowników – niezależnie jak nazwiemy ludzi walczących przeciw regularnym siłom zbrojnym Ukrainy"... zabrakło nazwy podstawowej TERRORYŚCI!
jang Sobota, 19 Lipca 2014, 10:40
logiczny wywód.Potrzebny wobec spodziewanej lawiny rosyjskich propagandzistów.Vide enuncjacje mwa..
Jeszcze "należało przewidzieć",ze "separatyści" mają globalne rakiety termojądrowe,okręty podwodne oraz samoloty lotnictwa strategicznego..I,że je użyją na rozkaz samego porucznika lub nawet kapitana...rezerwy..
Gdyby udało sie Panu ten artykuł przesłać do naszych codziennych mediów gdzie spece od meteo i gotowania lub tańców na lodzie zajmują sie teraz militariami i polityką...Może przeczytają ..i to ze zrozumieniem
z prawej flanki Piątek, 18 Lipca 2014, 22:20
niestety ; zimna kalkulacja zysków i strat przewoźników lotniczych przewaźyla nad zdrowym rozsadkiem ,ale prawda jest teź taka ,źe kto mógl wogóle przypuszczać iź na naszym kontynencie znajda sie barbarzyńcy nie gorsi od sfanatyzowanych islamskich dzihadystów czy afrykańskich bezwzglednych plemiennych "generalów". A kaźda zmiana drobiazgowo zaplanowanego korytarza powietrznego dla danego rejsu ,to oprócz procedur równieź ponadstandardowe zuźycie paliwa czy zwiazany z tym problem z miedzyladowaniem ; jednym slowem - Koszty. I to w sytuacji ,gdy linie lotnicze ogladaja pod światlo kaźdego centa. No i stalo sie.
Y4JW Poniedziałek, 21 Lipca 2014, 9:58
No ja przepraszam, a to takie trudne było do przewidzenia?
Mało było przykładów z ostatniej wojny, które jasno pokazywały na co stać Rosjan?
Później także takie przykłady były.
Nie no sorry.
Jestem rusofobem...
dnbv Piątek, 25 Lipca 2014, 5:36
...tak, to było trudne do przewidzenia. Przecież tam nie ma , żadnej wojny, ani żadnych żołnierzy i broni rosyjskiej to tylko wzburzeni prawym sektorem piekarze, nauczyciele, sprzedawcy mięsa i prawnicy spod Doniecka
Pavulon Czwartek, 31 Lipca 2014, 23:21
moje słowa :)
mwa Piątek, 18 Lipca 2014, 18:31
No dobrze, wszystko fajnie ale rząd Ukrainy wiedział, że separatyści ( czy jak ich tam zwać ) przejęli przynajmniej jeden zestaw Buk-1M. Więc chyba powinni przewidzieć, że może on zostać użyty.
rabarbarus Sobota, 19 Lipca 2014, 15:05
Przejęty zestaw był niesprawny i nie nadawał się do użytku. Dopiero teraz z rozmów nagranych przez nasłuch wynika, że separatyści dostali jeden lub dwa Buki od Rosjan.
Rosjanie jakoś się tym nie pochwalili publicznie.
pat Piątek, 18 Lipca 2014, 23:10
Czyli to ich wina a nie rosyjskich terrorystów? Przecież każdy kraj ma takie systemy rakietowe i nikt normalny nie strzela do cywilnych samolotów. Więc sam fakt wiedzy o takich wyrzutniach nic nie zmienia. A skoro Rosjanie przekazali taki sprzęt i prawdopodobnie załogę to ponoszą pełną odpowiedzialność. Już zresztą od dawna czekałem z niepokojem na taką sytuację gdy widziałem te masy ręcznych wyrzutni odzyskiwanych przez Ukraińskie wojsko. A ile jest zupełnie bez kontroli nie wiadomo u kogo? Za chwilę Ci najemnicy będą sprzedawać ten sprzęt komu się da bo pewnie z żołdem krucho
wróg Niedziela, 20 Lipca 2014, 12:14
Zapewniam Cię, że ludzie obsługujący uzbrojenie są zupełnie normalni.
Strzelanie do cywilnych statków powietrznych czy zrzucanie broni jądrowej na miasta wykonuje się na rozkaz.
Jeszcze tego brakuje, żeby jakiś czubek odmówił wykonania rozkazu z powodu swoich widzimisiów. To byłby skandal.
znawca_tematu Sobota, 19 Lipca 2014, 14:11
A co to za argument każdy kraj ma? Nie w każdym kraju odbywają się operacje wojskowe i nie każdy kraj jest narażony w takiej sytuacji na prowokacje. Jeśli do wypadku i katastrofy doszło, to władza ukraińska ma na rekach krew z powodu swojej amatorszczyzny i koniec.
max Niedziela, 20 Lipca 2014, 2:18
Oczywiscie.Kompletni dyletanci.