Zwycięstwo FSB w Ługańsku. Wnioski z raportu Warsaw Institute

OPUBLIKOWANO: Czwartek, 07 Grudnia 2017, 9:29

"Zmianę w Ługańsku można uznać za wygraną FSB, która umocniła swoje pozycje w Donbasie kosztem Surkowa. Łubianka wykorzystała to, że Kreml i armia ostatnio były skoncentrowane na Syrii." - można przeczytać w konkluzjach najnowszego raportu Warsaw Institute pt. "Pucz w Donbasie - analiza sytuacji". 

 

Raport Warsaw Institute "Pucz w Donbasie - analiza sytuacji" skupia się na analizie aktualnej sytuacji w separatystycznych republikach na wschodzie Ukrainie, w tym przede wszystkim na znaczeniu listopadowego puczu w Ługańskiej Republice Ludowej.

Jak możemy przeczytać w raporcie "eskalacja napięcia w środowisku prorosyjskich rebeliantów w okupowanej części Donbasu widoczna jest jednak nie tylko w Ługańsku, ale też tzw. Donieckiej Republice Ludowej. W czasie trwania puczu w Ługańsku, w Doniecku doszło do serii niewyjaśnionych eksplozji w składach amunicji, zaktywizował się też lokalny główny rywal „prezydenta” Aleksandra Zacharczenki, Aleksandr Chodakowski. Zaostrzenie wewnętrznych konfliktów wśród rebeliantów było nieuniknione z trzech zasadniczych powodów wymienionych przez analityków Warsaw Institute:

  • „Republiki” są typowymi „państwami” wojennymi, skrajnie zmilitaryzowanymi, dla których sensem istnienia jest konflikt zbrojny z Ukrainą. Wobec stosunkowego, trwającego od długiego okresu czasu, spokoju na froncie (brak większych operacji wojennych), nastawieni na walkę watażkowie zaczynają szukać wrogów wewnątrz.
  • Rosja wyraźnie od dłuższego czasu dąży do politycznego uregulowania konfliktu. To budzi niepokój większości obecnych liderów „republik”, którzy – jako uczestnicy działań wojennych 2014-2015 – staną się zbędni, a nawet szkodliwi z punktu widzenia Moskwy, gdyby miało dojść do jakiegoś porozumienia z Kijowem i Zachodem. Ostatnie dyskusje na temat wprowadzenia sił pokojowych ONZ do Donbasu, co popiera, oczywiście na własnych warunkach, Putin, musiały zwiększyć niepokój rebeliantów.
  • Pogarsza się sytuacja ekonomiczna i socjalna w okupowanej części Donbasu. Wynika to nie tylko z bardziej zdecydowanych działań Ukrainy (uszczelnianie blokady), ale też kłopotów gospodarczych Rosji, która z coraz mniejszym entuzjazmem subsydiuje „republiki ludowe”. Dochodzi więc do zwiększenia rywalizacji lokalnych dowódców i „urzędników” o topniejące zasoby i wpływy."

Raport podkreśla przy tym zdecydowaną dysproporcję pomiędzy obiema republikami, wskazując, że pod każdym względem politycznym, militarnym czy gospodarczym dominującym tworem jest zdecydowanie Doniecka Republika Ludowa. Analizie poddany został także rosyjski nadzór nad tymi dwoma pseudo-państwami, a także prowadzący do ostatniego "zamachu stanu" konflikt pomiędzy Igorem Płotnickim dotychczasowym przywódcą Ługańskiej Republiki Ludowej wspieranym przez Władisława Surkowa oraz tzw. siłowikami, podległymi FSB. To właśnie z tej grupy wywodzi się obecny przywódca Ługańska Leonid Pasecznyk.

fot. mil.gov.ua

We wnioskach raportu możemy przeczytać, że pucz, który miał miejsce w dniach 21-25 listopada w Ługańskiej Republice Ludowej należy uważać więc za "wygraną FSB, która umocniła swoje pozycje w Donbasie kosztem Surkowa." Płotnicki przegrał natomiast w związku z brakiem czynnego poparcia.  ze strony drugiej rosyjskiej służby GRU. Sytuację wykorzystała więc FSB by usunąć lidera wywodzącego się z innego obozu. 

Warsaw Institute konkluduje także, że "wydarzenia w Ługańsku pokazują, że o ile prawdą jest, iż strefa okupowana jest pod absolutnym panowaniem rosyjskim, to jednak brak w Moskwie jednego centrum decyzyjnego. W sytuacjach kryzysowych lokalni wasale rzucają się sobie do gardeł, licząc na wsparcie patronów w Moskwie. W efekcie to ci patroni muszą szybko reagować i dopiero ich ustalenia są potem przenoszone na poziom Donbasu." 

Wśród innych ważnych wniosków analizy można znaleźć między innymi, że konflikty wewnątrz republik wskazują, że Kreml wciąż stawia na porozumienia mińskie, a "Moskwie nie zależy też na eskalacji konfliktu w Donbasie, szczególnie przed wyborami w marcu 2018". Jednocześnie analitycy polskiego think tanku za mało prawdopodobne uważają zjednoczenie obu separatystycznych republik, a usunięcie Płotnickiego w Ługańsku ich zdaniem należy traktować jako sygnał ostrzegawczy dla „prezydenta” tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. 

Źródło: Warsaw Institute

Pełny raport jest dostępny w formacie pdf na stronie Warsaw Institute.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

29 komentarzy

underdog Czwartek, 07 Grudnia 2017, 21:23
powtórzę, za prof. Chodakiewiczem, że gdyby nie ekspansja kulturowa Rzeczypospolitej nie byłoby takich państw jak: Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia. Limes pozostał mimo 300 lat czystek rosyjskich. Nie popadajmy w samozachwyt, ale pozbądźmy się tej naszej murzyńskości. Silna ekonomicznie i wojskowo Polska będzie przyciągała grawitacyjne mniejsze i słabsze państwa. Nie ma drogi na skróty
u_boot Piątek, 08 Grudnia 2017, 9:19
dopóki nie wprowadzi się zmian gospodarczych, które rozpędzą gospodarkę, to nie ma co liczyć na silne państwo pod względem ekonomii i wojska (tutaj puszczam oko do wszystkich rządzących po 89)
Tak zwany "Autor komentarza" Czwartek, 07 Grudnia 2017, 17:05
Ukraina nigdy nie odzyska tak Krymu, jak i Donieckiego Zagłębia Węglowego. Przyjrzyjcie na oczy i przestańcie nazywać ŁRL i DRL "tak zwanymi republikami". Ukraina nie jest wcale w mniejszym stopniu skorumpowana i niewydolna, nie mniej w Kijowie wpływów rosyjskich, co w Doniecku, czy Ługańsku. Równie dobrze państwo Poroszeniki można nazywać tak zwaną "Ukrainą".
edfc Piątek, 08 Grudnia 2017, 16:13
oczywiscie ze odzyska . pokraczne rosyjskie panstwo pada na naszych oczach a Ukraina krzepnie.....zycie nie znosi prozni....zadne tzw republiki nie sa w stanei samodzielnie funkcjonowac i sa wczesniej czy pozniej zdane na pastwwe kijowa. bez pomocy moskwy nie sa w stanie egzystowac a na kremlu zaczynaja liczyc pieniadze.....jaki bedize efekt? poczekajmy jescze troszke..:)
Geoffrey Czwartek, 07 Grudnia 2017, 20:39
Nigdy nie mów nigdy. Oczywiście Ukraina nie ma dziś dość sił, by myśleć o odbiciu Donbasu i Krymu. Ale to nie od Ukrainy zależy przyszłość regionu, a od Rosji. To znaczy od tego, kiedy nastąpi tam kolejne tąpnięcie. I jak głębokie. W początkach lat 80-tych nikt nie spodziewał się rozpadu ZSRR, tym bardziej niepodległej Ukrainy. A jednak ZSRR się rozpadł i Ukraina powstała. Jeśli Rosja się rozpadnie ( a to raczej na dłuższą metę nieuniknione) to Kijów może stać się głównym ośrodkiem gospodarczo-cywilizacyjnym regionu. I nie tylko Donbas i Krym może przyciągnąć, ale inne regiony putinowskiej "federacji". Pytanie brzmi - czy Kijów odrobi lekcje i będzie do tego czasu gotowy. Na razie reformy posuwają się do przodu, ale raczej poniżej oczekiwań.
Erwin Piątek, 08 Grudnia 2017, 8:17
To co tu napisałeś, jest bardzo realne i w 100% się z tym zgadzam. Niestety w długo fajowych interesie Polski nie jest dużo silniejsza i jeszcze większa Ukraina. Wiedział to już Kazimierz Wielki likwidując Ruś Kijowską. Dla tego moim zdaniem pozostaje coraz bardziej otwarta sprawa zachodnich ziem Ukrainy i roli Polski, Białoruś i Węgier na tych ziemiach. Dla Niemiec Ukraina jest o tyle ważna że to potencjalny rynek zbytu, bat na Polskę i jeszcze większy bufor od Rosji. Rosji z którą lubią robić interesy ale nie ufają jej militarne. Dla Polski ważna jest kontrola nad przesmykiem Przemyślkim, to znaczy kontrola Lwowa i Trębowli tamtejszych szlaków komunikacyjnych (bardziej jest to ważne niż cała historyczno - narodowa - emocjonalna otoczka, do której mam słabość, związana z tym miejscem). Białoruś, to Wołyń, A Węgry to choć trochę szansa na zabliznienie ran po Rappalo.
Antex Niedziela, 10 Grudnia 2017, 1:44
A propos Węgier ... to chyba nie po Rapallo a po Trianon?
Wasyl Czwartek, 07 Grudnia 2017, 16:29
Jedno jest pewne Ukraina juz do Rosji nie wróci , nikt nie chce zacofania jak się zachodu spróbowało :)
tak tylko... Czwartek, 07 Grudnia 2017, 11:07
Chyba żaden z rosyjskich władców na przestrzeni ostatnich pięciu wieków nie poprawił tak bardzo pozycji Polski względem Ukrainy, jak pułkownik KGB. Począwszy od XVII wieku Ukraina była obiektem nieustannej rywalizacji pomiędzy Polską i Rosją. Po kilku wiekach rosyjskiej przewagi, dzięki działaniom Putina Rosja na nowo stała się wrogiem dla Ukraińców. Co więcej, działania Putina doprowadziły do degradacji gospodarczej Ukrainy, a ten stan sprzyja naszej gospodarce i wpływom, gdyż dzięki temu szukający lepszych perspektyw życia Ukraińcy stają się motorem polskiej gospodarki. Co więcej, narastająca dysproporcja pomiędzy Polską, a Ukrainą stwarza szansę dla Polski, by na nowo stać się ośrodkiem przyciągającym kulturowo, cywilizacyjnie i ekonomicznie ludność zamieszkałą na wschód od Polski. Chciało by się rzec: powtórka z XVI wieku. Jak widać, to nie czołgi, a ekonomia i oferta cywilizacyjna stają się skutecznym narzędziem w walce o rząd dusz. Rosja ze swoim bałaganem, brudem, chlewem i korupcją nie jest dla nas w tym względzie groźnym konkurentem...
andrzej Czwartek, 07 Grudnia 2017, 18:31
Chyba trafiłeś. Ja też mam skojarzenia z XVI - XVII wiekiem
Bykov Czwartek, 07 Grudnia 2017, 16:27
200 %
Smuteczek Czwartek, 07 Grudnia 2017, 15:37
Zejdz na ziemie stary. Ukraina dogaduje sie z Niemcami ponad nasza glowa bo i jedni i drudzy nas ani nie lubia ani nie szanuja. A ukraincy w Polsce sa konkurencja dla polakow i dokladaja sie do strumienia srodkow ktory z Polski wyplywa.
tad Poniedziałek, 11 Grudnia 2017, 21:55
Nie Ukraina, lecz ekipa Poroszenki, do której notabene Ukraińcy nie mają za grosz zaufania.
olo Czwartek, 07 Grudnia 2017, 12:53
100%
zuch Czwartek, 07 Grudnia 2017, 12:45
Ukraińcy nie są motorem polskiej gospodarki, tylko tanią siłą roboczą gospodarki niemieckiej, posiadającej zakłady w Polsce. Siłą tańszą i bardziej konkurencyjną niż polska. Jedyna nadzieja dla gospodarki, to to że wyemigrują dalej na zachód.
tak, tylko że Czwartek, 07 Grudnia 2017, 12:26
1) "żaden z rosyjskich władców na przestrzeni ostatnich pięciu wieków nie poprawił tak bardzo pozycji Polski względem Ukrainy" - a dowodem na tę "pozycję" jest blokada ekshumacji na Wołyniu, kredytowany w hrywnach rewers gazowy, embargo na polskie mięso...
2) "szukający lepszych perspektyw życia Ukraińcy stają się motorem polskiej gospodarki" - i skutecznie blokują szanse powrotu polskich emigrantów, zaniżają tempo wzrostu płac, pracując głównie jako "fizyczni" nie przyczyniają się do wzrostu innowacyjności...
3) "dysproporcja pomiędzy Polską, a Ukrainą stwarza szansę dla Polski, by na nowo stać się ośrodkiem przyciągającym kulturowo, cywilizacyjnie i ekonomicznie ludność zamieszkałą na wschód od Polski" - tak by było, gdybyśmy mieli do zaoferowania coś więcej niż Niemcy, ale nie mamy; dlatego Polska będzie co najwyżej "żywą przechowalnią" dla idei proukraińskich, który w pewnym momencie zagoszczą na europejskich salonach.

O to , ilu spośród przybyłych ze Wschodu ma zaszyte w spodniach książeczki Specnaz-GRU, nawet nie pytam...
zły Czwartek, 07 Grudnia 2017, 15:19
2) skutecznie blokują szanse powrotu polskich emigrantów, zaniżają tempo wzrostu płac, pracując głównie jako "fizyczni"

Nie sądzę, żeby ktokolwiek z polskich emigrantów wrócił z zachodu, żeby pracować fizycznie w miejsce Ukraińca. W firmie, w której pracuję, na produkcję trzeba przywozić więźniów bo nawet Ukraińców zaczyna brakować a Polacy nie chcą przyjść szlifować spawów bo każdy chciałby być dyrektorem.
tak tylko... Czwartek, 07 Grudnia 2017, 14:22
Pozwoli pan, że kolejno odniosę się do jego zastrzeżeń:
ad.1 Oczywiście, że po popełnieniu takiego koszmarnego błędu, jakim była interwencja na Ukrainie, Rosja stara się mieszać w relacjach polsko-ukraińskich. Ale to "pikuś". Rzeczywistość i statystyka to potwierdza - miliony Ukraińców oknami i drzwiami walą do Polski. To jest ich nadzieja na lepsze jutro. Nawet cały, sprawnie działający aparat propagandowy Rosji nie jest w stanie temu procesowi zapobiec.
ad.2 To nie Ukraińcy są powodem, iż emigranci polscy nie wracają do kraju. Kiedy jeszcze Ukraińców nie było w Polsce nikt nie kwapił się do powrotu do Polski.
ad.3 Statystyka pokazuje, że Polska dla Ukraińców nie jest stacją przesiadkową, w drodze na Zachód, a portem docelowym. Zapewne jest to spowodowane barierą kulturową i finansową, ale to fakt. Jak ma pan inne dane, to proszę o źródła.
Z FSB będziemy musieli dawać sobie radę zawsze, to jest wpisane w naszą rzeczywistość...
tak, tylko że Czwartek, 07 Grudnia 2017, 20:25
W takim razie i ja odpiszę:
1) nie odniósł się Pan do mojego komentarza o "pozycji Polski względem Ukrainy"; no chyba że np. działania ukraińskich "historyków" są według Pana wymysłem rosyjskiej propagandy...
2) racja, tyle że takiej koniunktury i takiego prosperity jak obecnie w Polsce kilka lat temu również nie było, więc czemu mieliby wtedy wracać... Właśnie teraz - przynajmniej w teorii - powinno dać się stworzyć dla reemigrantów dogodne warunki, no ale wolimy "ubogacać się" kulturowo Rusią...
3) napisałem wyraźnie, że w pewnym momencie się to zmieni - gdy niemieckie koncerny zaczną się wynosić z Polski lub gdy Ukraina zostanie partnerem gospodarczym UE na zasadzie wolnego obrotu towarów, usług i pracowników... Co wtedy - zostaną u nas tylko ukraińscy emeryci, którym trzeba będzie wypłacać pieniądze "z wyrównaniem"?
4) z FSB (chociaż oni książeczek wojskowych raczej nie noszą przy sobie) oczywiście problem nie zniknie, co nie znaczy że Polska ma ułatwiać setkom (jeśli nie tysiącom) rosyjskojęzycznych agentów i dywersantów osiedlanie i swobodne przemieszczanie po kraju; albo co gorsza tworzenie etnicznych enklaw - podstawowego warunku do zainicjowania działań hybrydowych....
hawaiian Czwartek, 07 Grudnia 2017, 12:20
Dobrze powiedziane. Nie zgadzam sie jednak z konkluzja. Nie chodzi o rzad dusz ale o faktyczna kontrole pomostu baltycko-czarnomorskiego. Wplywy kulturowe i gospodarcze sa do tego narzedziem, ale nie jedynym. Rosja moze osiagac swoje cele w tym obszarze za pomoca sily militarnej i jest ona poki co ogromna. Nie lekcewazmy Rosji i badzmy dobrej mysli. Ten sztuczny twor rozleci sie na naszych oczach.
tak tylko... Czwartek, 07 Grudnia 2017, 13:59
Jestem daleki od lekceważenia militarnej siły Rosji, To może cyniczne co powiem, ale nic tak nie pomogło by Polsce jak kolejna, zbrojna akcja Rosji na Ukrainie. Znowu na kilka następnych lat zamknęło by to usta apologetom Rosji na Zachodzie... a my mieli byśmy kolejne darowane lata na modernizację...
hawaiian Czwartek, 07 Grudnia 2017, 22:41
Rzeczywiscie, taka akcja to bylby chyba akt rozpaczy Rosji i gwozdz do trumny.
Obywatel RP Czwartek, 07 Grudnia 2017, 13:59
"Ten sztuczny twor rozleci sie na naszych oczach"...
Faktycznie należy mieć wielką nadzieję, że Ukraina przestanie istnieć w swoim obecnym kształcie, co szczególnie korzystne będzie również dla Polski.
Jeżeli jeszcze miałoby to samo spotkać Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, to będzie to wyjątkowo dobra wiadomość dla całego świata, a przynajmniej jego zdecydowanej większości...
aster Czwartek, 07 Grudnia 2017, 16:04
Rospad Rosji na kilka mniejszych niepodleglych panstw jest tylko kwestia czasu , kiedy putin przestanie sie liczyc w rosyjskiej polityce (umrze lub czmychnie z "zarobionymi" miliardami $$$) , wtedy rzadnii wladzy i pieniedzy oligarchowie , beda walczyc miedzy soba o wszystko co sie da , wszelkimi sposobami "mafijnymi", muzulmanie beda chcieli sie oddzielic , czeczenia , chiny maja chrapke na tereny rosji (kilka milionow chinczykow mieszka na terenach rosji) , a wlodek P ma 65 lat , koniec rosji jaka znamy moze byc faktem w ciagu nastepnych 20 lat...
tak tylko... Czwartek, 07 Grudnia 2017, 14:25
Nie wiem, czy dobrze odczytałem pańskie intencje, ale według pana bezpieczeństwo Polski rośnie wraz z potęgą Rosji? Proszę potwierdzić, bądź zaprzeczyć moim spostrzeżeniom...
cymbergaj Czwartek, 07 Grudnia 2017, 10:41
To że nie ma tam spokoju i jest ciągła rywalizacja między różnymi ośrodkami władzy i wpływów działa na korzyść Ukrainy i także w konsekwencji i bezpieczeństwa Polski . W interesie Ukrainy i Polski jest aby mocodawcy z Rosji nie mogli sami ze sobą dojść do porozumienia w kwestiach tzw.republik ludowych .
dim Czwartek, 07 Grudnia 2017, 13:02
Na sąsiednim podwórku dwa bardzo złe i specjalnie tak wytresowane psy, regularnie, od kilkudzieciu już lat, gryzą się o kości. Ale jedna komenda ich właściciela i zgodnie rzucą się na kogoś trzeciego.
Geoffrey Czwartek, 07 Grudnia 2017, 10:09
Takie analizy mogą dotyczyć tylko wspomnianego okresu względnego spokoju, gdy obie służby nie dostają jasnych rozkazów od Putina, a muszą ponosić odpowiedzialność i koszty utrzymania pseudorepublik. Iluzoryczna jest to wiedza, bo jedna decyzja Putina może zdezaktualizować całą wiedzę i wszystkie spekulacje o separatystach.
bok Czwartek, 07 Grudnia 2017, 13:42
Putin zwyczajnie stosuje zasadę dziel i rządź również w podległych sobie pseudo-państwach. To najłatwiejszy i najskuteczniejszych za razem sposób na trzymane ich za twarz. Kilka frakcji, chaos...