Niemcy: Nowa koalicja kosztem Bundeswehry? [KOMENTARZ]

OPUBLIKOWANO: Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 17:01
Pierwsze posiedzenie Bundestagu po wyborach w 2017 r.

Od wyborów do Bundestagu mija siódmy tydzień, jednak jak na razie nie widać znaków świadczących o tym, że przedstawiciele chadeków, zielonych oraz liberałów z FDP są bliżej osiągnięcia kompromisu. Czy zostanie on osiągnięty kosztem niemieckiej armii?

Na ryzyko takiego rozwoju sytuacji zwrócił uwagę podpułkownik André Wüstner, przewodniczący Niemieckiego Związku Sił Zbrojnych (niem. Deutscher Bundeswehrverband), szczególnie że rozmowy trzech partii, które miałyby utworzyć tzw. jamajską koalicję skupiają się raczej na kwestiach polityki migracyjnej oraz gospodarki. W scenariuszu, którego obawia się Wüstner proces modernizacji Bundeswehry zostałby zatrzymany w wyniku ograniczenia finansowania całego procesu. Od kilku lat rząd chadeków kontynuuje program zwiększania liczebności oraz unowocześniania niemieckiej armii. To stanowisko zostało podtrzymane w czasie tegorocznej kampanii wyborczej, mimo krytyki ze strony koalicjanta z SPD.

Czytaj więcej: Nowa polityka bezpieczeństwa według Schulza. "Rozbrojenie kluczem do pokoju" [KOMENTARZ]

Tylko w sierpniu tego roku komisja budżetowa Bundestagu zaaprobowała projekty zbrojeniowe w wysokości 10 mld euro, natomiast budżet Bundeswehry na 2017 r. wyniósł 37 mld euro, czyli o około 2,7 mld euro więcej niż w rok wcześniej. Na potrzebę przeprowadzenia szybkich zmian - nie tylko wzrostu finansowania armii, ale także wzrostu tempa realizacji zamówień dla armii- zwrócił uwagę w raporcie przedstawionym w styczniu tego roku pełnomocnik ds. wojskowych Bundestagu Hans-Peter Bartels. 

Dodatkowym czynnikiem, który wpływa na zdynamizowanie wysiłków niemieckiego rządu w celu rozbudowy potencjału armii były deklaracje szczytu NATO w New Port, a konkretnie zobowiązanie do przeznaczania 2 proc. PKB na cele wojskowe. Pokazanie sojusznikom z NATO, ze Niemcy faktycznie realizują zobowiązania ze szczytu w Walii jest tym ważniejsze, że stanowi odpowiedź na zarzuty prezydenta Donalda Trumpa dotyczące obrony Europy na koszt amerykańskiego podatnika. 

Czytaj także: "Przyjaźń kontrolowana". Berlin odwraca się od Trumpa? [KOMENTARZ]

Zielona oś podziału

Nie jest tajemnicą, że o ile liberałowie i chadecy są w stanie osiągnąć kompromis w sprawach bezpieczeństwa, czego dowodem był rząd współtworzony przez CDU/CSU i FDP w latach 2009 – 2013, to wypracowanie wspólnego stanowiska z Zielonymi będzie trudnym zadaniem. W ich programie znajdziemy bowiem postulaty dotyczące redukcji zbrojeń Niemiec i Europy oraz globalnego wyeliminowania broni atomowej, co w przypadku Niemiec oznaczałoby pozbycie się z ich terytorium amerykańskich bomb nuklearnych przechowywanych w Nadrenii-Palatynacie.

Warto przypomnieć, że Białej Księdze polityki obrony i bezpieczeństwa opublikowanej w 2016 roku (już po agresji Rosji na Ukrainę) przez rząd CDU/CSU i SPD stwierdzono, że strategiczne zdolności nuklearne NATO, szczególnie Stanów Zjednoczonych, są zasadniczą gwarancją bezpieczeństwa sojuszników. Niemcy są integralną częścią polityki nuklearnej i planowania Sojuszu, jako uczestnik programu Nuclear Sharing.

Według Białej Księgi, zgodnie z koncepcją strategiczną Paktu z 2010 roku Berlin chce uczestniczyć w tworzeniu warunków do rozbrojenia jądrowego (koncepcja zakłada utrzymanie broni jądrowej NATO tak długo, jak istnieje zagrożenie jej użycia). Punkt dotyczący broni nuklearnej jest o tyle ważny, że sprzeciw wobec jej obecności na ternie Niemiec był jednym z filarów, które legły u podstaw utworzenia partii Zielonych w 1980 r. Przeciwne stanowisko, bliskie CDU/CSU, zajął lider FDP Christian Lindner, który skrytykował pomysł wycofania amerykańskiej broni atomowej. Postulat ten w czasie kampanii został przedstawiony przez szefa SPD Martina Schulza.

Czytaj więcej: Niemcy: co z polityką zagraniczną i bezpieczeństwem po wyborach? [7 PUNKTÓW]

Zieloni sprzeciwiają się również kontynuacji dążeń do osiągnięcia przez Niemcy poziomu 2 proc. PKB przeznaczanych na armię, postulując zamiast tego wydawanie większych środków na globalny rozwój, co zdaniem przedstawicieli partii ma zapobiec nowym konfliktom oraz poprawić stan globalnego bezpieczeństwa.

Pod dużym znakiem zapytania stoi również gotowość Zielonych do udzielenia mandatu żołnierzom Bundeswehry dla uczestnictwa w misach zagranicznych. Według Wüstnera chodzi przede wszystkim o dalszą obecność niemieckich żołnierzy w Jordanii uczestniczących w działaniach przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu oraz w północnym Iraku, gdzie uczestniczą w szkoleniu peszmergów. W perspektywie taka postawa Zielonych negatywnie wpływa na wiarygodność Niemiec w NATO, biorąc pod uwagę że zgodę na udział w operacji każdorazowo musi dać Bundestag.

Gra o europejską stawkę

Choć poczynienie ustępstw na rzecz potencjonalnego koalicjanta mogłoby być atrakcyjną opcja dla chadeków, to z punktu widzenia celów, jakie stawia sobie CDU/CSU pod wodzą Angeli Merkel może wydać się nieopłacalne. Niemcy to obok Francji jedno z państw wiodących w inicjatywie stałej strukturalnej współpracy w dziedzinie obronności (PESCO). Jeśli zatem Berlin ma aktywnie uczestniczyć w tej inicjatywie, to wydatki on obronności nie mogą ulec zmieszczeniu. Poza tym w swoim programie wyborczym Zieloni deklarowali chęć budowy silniejszej europejskiej polityki bezpieczeństwa i obronności, a także większej współpracy i integracji europejskich armii. Bez dodatkowych środków, ten cel nie może być zrealizowany.

Zmniejszenie wydatków na armię oznaczałoby oddanie pola w kształtowaniu tej inicjatywy Francuzom, którzy mają odmienną koncepcję rozwoju PESCO – podczas gdy Berlin chce, aby obejmowała ona jak największą liczbę członków wspólnoty, Paryżowi zależy na tym, aby była ona jak najbardziej skoncentrowana na ambitnych projektach i służyła jako punkt wyjścia do podejmowania interwencji zewnętrznych przez zainteresowane państwa. To sugerowałoby dalszy podział krajów wspólnoty, a tego scenariusza Berlin chce uniknąć.

Wiele wskazuje na to, że Zieloni są w większej mierze zainteresowani tym, by ich postulaty wyborcze dotyczące kwestii środowiska oraz energetyki, a także polityki migracyjnej i socjalnej znalazły się w umowie koalicyjnej. Jak twierdzi tygodnik „Der Spiegel” liderzy Zielonych Cem Özdemir and Katrin Göring-Eckardt nie są zainteresowani przejęciem ministerstwa spraw zagranicznych, a woleliby by przedstawiciel ich partii zajął miejsce w resorcie o większych wpływach gospodarczych. Biorąc pod uwagę stosunek do armii, mało prawdopodobne jest, aby partia chciała objąć ministerstwo obrony.

Najtrudniejszą kwestią będzie udział Bundeswehry w misjach zagranicznych. Niewykluczone jednak, że jeśli CDU/CSU i FDP zdecydują się na ustępstwa w obszarach, które stoją w centrum zainteresowania Zielonych, chadekom uda się wypracować złoty środek i w tej kwestii.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

32 komentarze

Koret Poniedziałek, 20 Listopada 2017, 14:55
Po co Niemcom Armia jak mają Armie Globalnych firm ?
Maciej Wtorek, 14 Listopada 2017, 20:36
Przy całym szacunku do moich kolegów forumowiczów, ale zanim zaczniecie kreślić scenariusze przyszłości dla potężnych politycznie, ekonomicznie i militarnie Niemiec w skali globu, to trochę poczytajcie więcej książek na temat naszego zachodniego sąsiada.Po pierwsze Bundeswehra to 9 armia świata, i obok francuskiej najpotężniejsza w UE na kontynencie.Pod względem wyposażenia i postępującej modernizacji już dziś jest Bundeswehra jedną z najnowocześniejszych armii świata.Ponadto w RFN mieszka dziś 17,5 mln mieszkańców o imigranckich korzeniach, z czego muzułmanów jest ok. 4,5 - 5 mln, gdzie 3,5 mln to Turcy, którzy dość dobrze się asymilują, pracują i edukują także, a pozostali to Syryjczycy, Irakijczycy i Afgańczycy.Mówienie o jakiejś wojnie domowej w RFN przypomina raczej poranne opowiadania Kubusia Puchatka przy garncu miodu i ciepłej herbatce.
Max Wtorek, 14 Listopada 2017, 16:06
I bardzo dobrze! Niech zostaną tylko skauci i strażacy!
Marek1 Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:48
No akurat ja wolę mieć za Odrą relatywnie słabą Budeswehrę, niż armię, od której WP totalnie odstaje technologicznie i liczebnie ...
Geoffrey Wtorek, 14 Listopada 2017, 11:22
Relatywnie do kogo? Do Rosji czy do Polski? Ja bym chciał, żeby Polska miała 20% rosyjskiego potencjału wojskowego, a Niemcy 30%. A nie 5% i 7%.
PolExit Wtorek, 14 Listopada 2017, 8:39
100% zgody z Rozczochranym. W interesie Polski nie jest ani silna Niemiecka armia ani silne Niemcy. Nuclear Sharing przyjmiemy do Polski, a Niemcy powinny się pograzac w kryzysie jaki same spowodowaly do wojny domowej wlacznie jaka ich nieuchronnie czeka. Jest to szansa dla Polski na wzmocnienie się nie tylko slaboscia sąsiada, ale zajecie jego miejsca i przejecie jego aktywow, zwłaszcza technologicznych.
bulba Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:41
Większych bredni dawno nie słyszałem. Liczenie na upadek i pogrążenie sie w kryzysie naszego największego sąsiada i partnera handlowego to debilizm i nie da się tego łagodniej określić. A dp przejęcia aktywów technologicznych Niemiec brakuje nam tylko jednego - Niemców. Tym materiałem ludzkim którym dysponujemy się nie da, a najlepszy tego dowód to wpis który komentuję.
PolExit Wtorek, 14 Listopada 2017, 20:04
A jak sie zacznie rzeź europejska to dokąd uciekną? Do Francji, Włoch, Szwecji? Przyjdą do Nas i trzeba bedzie zapłacić za azyl tak jak zapłacił Werner von Braun - technologia za życie i bezpieczeństwo bliskich. Ten twoj partner gospodarczy juz płaci więcej na socjal dla przybyszy niz wydaje na wojsko i nie ma przed sobą żadnej przyszłości w przeciwieństwie do Polski.
huba Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:31
Brednie i sobie samemu przytakiwanie. Na szczęście Europa jest mądrzejsza niż myślicie i wasza polityka dzielenia i szczucia wszystkich przeciw sobie poniesie taką samą klęskę jak w ub. wieku.
perelitz Wtorek, 14 Listopada 2017, 13:50
W zasadzie Twoją wypowiedz można skwitować tak samo: " Brednie i sobie samemu przytakiwanie."
Liczba ofiar I i II wojny światowej to około 100 milionów, z czego Polska straciła ok. 6.5 miliona ludzi i niepodległość na kolejne kilkadziesiąt lat. Wyścigi zbrojeń omal nie doprowadziły do wojny atomowej a na pewno doprowadziły miliony ludzi do ubóstwa. Teraz też nie wygląda, aby próby asymilacji milionów migrantów i rozsadzenia od wewnątrz całego kontynentu były skierowane na rozwój i pokojową koegzystencję. Gdzie tu dostrzegasz mądrość? Ja uważam, że uczestniczymy w wielkim socjotechnicznym zabiegu a ludność jest ogłupiona na miarę "Roku 1984" Orwella. Spójrz na to z dalszej perspektywy - to jest praktycznie zmierzch państw cywilizacji łacińskiej...
rozczochrany Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 21:22
Im więcej problemów w Niemczech tym lepiej dla Polski. Dzięki chaosowi u nich , maja własne problemy a Polska ma spokój. Kryzys związany z trudnością stworzenia rządu a z drugiej strony kompromis okupiony zmniejszeniem niemieckiej armii - super. Tylko się cieszyć wypada, że Polska armia rośnie w siłę.
Geoffrey Wtorek, 14 Listopada 2017, 7:57
Niestety nie. W razie W, to Niemcy są naszym najbliższym zapleczem i od ich potencjału będzie zależeć, jakie wsparcie dostaniemy w pierwszym, krytycznym okresie obrony. To prawda, że "zmilitaryzowane" Niemcy nie są w naszym interesie, ale "rozbrojone" jeszcze bardziej nie. Bo Rosja się nie rozbroi. Potrzebujemy przewidywalnego i sprawnego sojusznika, a nie bandy lewicowych filozofów.
Marek Wtorek, 14 Listopada 2017, 12:15
W razie zagrozenia, to ja bym jednak stawial, ze pomoga Polsce tak do lini Wisly jak ZSRR pomoglo nam w 1939 na wschodzie.
Fb Wtorek, 14 Listopada 2017, 19:59
2% niemieckiego PKB na zbrojenia = mamy za Odra 3 na świecie - po USA i Chinach, a przed Rosja! - najbardziej zbrojnace się państwo globu. To grubo ponad 75 mld $/rok. Czy chce ktoś powrotu do czasów, kiedy armia RFN (bez potencjału NRD) liczyła 700 tys. żołnierzy? Chyba nikt przy zdrowych zmysłach.
Geoffrey Środa, 15 Listopada 2017, 9:33
Nie ma tak dobrze, niemiecki żołnierz bierze niemieckie stawki wynagrodzenia. Przy 2% PKB Niemcy nigdy nie będą potęgą, mogą co najwyżej dorównać Francuzom. A porównywanie ich do Rosji z największym arsenałem nuklearnym świata, to jakiś żart. Poza tym, jeśli boi się Pan Niemiec, to trzeba wzmacniać polski potencjał militarny, a nie osłabiać niemiecki.
Boczek Środa, 15 Listopada 2017, 13:30
Geoffrey ze wszystkim się generalnie zgadzam.
Nie jest jednak tajemnicą, że szacowany czas opracowania własnej broni nuklearnej dla Niemiec to ca. 1 rok.
Geoffrey Czwartek, 16 Listopada 2017, 14:41
Ten rok to może się okazać trochę za długo, jak już Rosjanie wystrzelą Kalibry. Liczy się to, czym dysponujesz.
Maciej Środa, 15 Listopada 2017, 19:35
Boczku, na ile mi wiadomo, to RFN w sensie technologicznym może na przestrzeni kilku tygodni dysponować arsenałem nuklearnym zbliżonym do Francji czy GB, gdyż mają swój pluton, wzbogacony uran i technologie do produkcji głowic.Środki do przenoszenia teoretycznie także mają.Pozdrawiam.
xyz Wtorek, 14 Listopada 2017, 10:27
Wiara w to, że Niemcy nam udzielą pomocy w razie W, może być zgubna? Były robione sondaże wśród ich obywateli i ponad 70% było temu przeciwnych, więc niemieccy politycy będą zwodzić nas ile wlezie. Mogą nawet kombinować, żeby utrudnić przejazd wojskom amerykańskim. Musimy stawiać na siebie i własne systemy A2AD.
Geoffrey Wtorek, 14 Listopada 2017, 11:13
Nie chodzi o obywateli, tylko o NATO-wskie procedury. Niemieccy politycy mogą nas zwodzić w przypadku rosyjskiego "hybrydowego" ataku - jakichś zielonych ludzików, dywersji, itp. Jeśli tylko będzie szansa, żeby nie zaangażować Niemcy w konflikt, to niemieccy politycy ją wykorzystają. Ale w razie pełnoskalowego ataku na Polskę, jest to automatycznie atak na NATO i to nie 70% niemieckiego społeczeństwa będzie podejmować decyzje, tylko dowództwo NATO. I dobrze, żeby miało w pobliżu do dyspozycji dobrze wyposażoną niemiecką armię, a nie zgraję pacyfistycznych filozofów. A że musimy stawiać na własne siły - to inna sprawa, bo nikt nie pomaga komuś, kto sam sobie nie pomaga.
DSA Wtorek, 14 Listopada 2017, 20:32
Bez decyzji politycznej żadna akcja nie nastąpi. Poleciłbym przestudiować dokładnie treść Art.5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Dla ułatwienia zacytuję fragment: "udzieli (czytaj kraj sygnetariusz) pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej,"
Geoffrey Środa, 15 Listopada 2017, 10:08
No i? "Niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu". Czy w przypadku ataku jądrowego ZSRR, najpierw mieli zebrać się politycy krajów NATO i przegłosować decyzje, czy może wystrzelić w odpowiedzi rakiety? Jeśli są uzgodnione procedury i plany działania na wypadek wojny, to w konkretnych sytuacjach się je po prostu realizuje. ( inna sprawa - czy są, i czy były ostatnio aktualizowane).
DSA Czwartek, 16 Listopada 2017, 14:34
jeżeli nie mówimy o ataku na USA odpowiedź byłaby natychmiastowa. A rakietami (w domyśle z głowicami jądrowymi) tylko USA może odpowiedzieć. Obyśmy nie mieli nigdy okazji zweryfikować jaka byłaby decyzja w przypadku ataku na nas.
PolExit Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:14
Nie będzie żadnego wsparcia ze strony Niemiec. Jedyne na co możemy liczyć z ich strony to cios w plecy - taki 17 września tyle ze z zachodu.
Strix Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:46
Geoffrey - jeśli myślisz,że Niemcy nas w jakikolwiek sposób wesprą (już nawet nie militarnie ale w jakikolwiek sposób) to jesteś zarąbistym optymistą!
H Wtorek, 14 Listopada 2017, 13:05
Jeżeli Niemcy zachowają neutralność w razie ewentualnego konwencjonalnego konfliktu ze ZBiR-em, to i tak wszelkie dyskusje są pozbawione sensu, i na tym forum i w MON-ie. Niemiecka infrastruktura jest niezbędna do przerzutu i zaopatrzenia wojsk NATO działających na wschód od Odry. Nie tylko do szybkiego ich przerzucenia - to znaczy, zanim Rosjanie nas rozjadą - ale w ogóle do przerzucenia. Przez Bałtyk nikt nie będzie pływał, a Czechy i Słowacja nie są raczej w stanie zapewnić odpowiedniej przepustowości dróg i kolei, a już na pewno nie w warunkach przeciwdziałania ze strony przeciwnika. A poza armiami europejskimi mówimy dodatkowo o przeżucie ludzi, sprzętu i zaopatrzenia z USA. Pozostaje uczyć się cyrylicy.
Geoffrey Wtorek, 14 Listopada 2017, 12:33
A czy Ty myślisz, że Niemcy chcą mieć rosyjskie czołgi na Odrze i Nysie Łużyckiej? Oni przez 40 lat byli krajem frontowym i wiedzą co to znaczy. Przecież tylko po to wspierali nas w wejściu do NATO, żeby odsunąć od siebie Rosję.
Bunio Wtorek, 14 Listopada 2017, 16:51
I po to zresztą podarowali nam czołgi. Poza tym, skutki blokowania pomocy, czy nawet jak tu piszą niektórzy [...](niecenzuralne) wbicia nam noża w plecy(!!!) w sytuacji W byłyby zarówno dla Niemiec jak i całego NATO tak katastrofalne, że szkoda klawiatury na takie scenariusze. Poza tym jak już napisano - przy takim założeniu, to dużo taniej i znacznie mniej boleśnie byłoby od razu się poddać, a armia nam w zasadzie niepotrzebna. Bo w ostatecznym rachunku - wróg ma broń jądrową a my nie, i to się nie zmieni. Ergo - w naszym najgłębszym interesie są dobre stosunki z NATO, a w szczególności USA i Niemcami, bo wola tych dwóch krajów jest kluczowa dla naszej obrony. Karty mamy nie za mocne, delikatnie mówiąc - z naszym położeniem i potencjałem, i żadne narodowe antyniemieckie nabzdyczanie się tego nie zmieni - za to sprawia głęboką uciechę panu Putinowi.
kowalskiadam154 Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 17:28
Głównym filarem który legł u podstaw powstania partii Zielonych w 1980r było KGB
Wojciech Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 19:40
Gdyby tak było to "Zieloni" nie byliby przeciwnikiem Nord Stream 2, a są.
NS2 jest dla Rosji 100x ważniejszy niż kilka batalionów grenadierów, nawet pancernych.
kowalskiadam154 Wtorek, 14 Listopada 2017, 8:40
Partia Zielonych w Niemczech to marksistowska zbieranina od sasa do lasa Od tych co wymachiwali na ulicach czerwonymi szmatami i walcząc z kapitalizmem bili się z policją przez tych co za pieniądze KGB przykuwali się do bram baz NATO przez terrorystów z RAF finansowanych z demoludów po nawiedzonych ekologów i pięknoduchów
Geoffrey Wtorek, 14 Listopada 2017, 7:51
Jedno drugiego nie wyklucza. Zieloni powstali w celu sparaliżowania natowskiego potencjału jądrowego. Jak najbardziej projekt KGB. Natomiast w ciągu ponad trzydziestu lat działania i "zmian" w niemieckim społeczeństwie, przekształcili się w prawdziwą partię wyrażającą poglądy autentycznych "zielonych" Niemców. I jeśli chcą mieć poparcie swoich wyborców, muszą te poglądy reprezentować.