Reklama

Geopolityka

Rozpoczął się proces oskarżonego o podłożenie bomby we Wrocławiu

Fot. Policja
Fot. Policja

25 lat więźnia domaga się prokurator dla studenta Pawła R., oskarżonego o podłożenie w maju ub.r. ładunku wybuchowego we wrocławskim autobusie. W piątek, we wrocławskim sądzie, rozpoczęły się mowy końcowe w tym procesie.

R. oskarżony jest o usiłowanie zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych oraz wymuszenie rozbójnicze. Oba te czyny, zdaniem prokuratury, miały charakter terrorystyczny. W piątek przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu rozpoczęły się mowy strony w tym procesie. Pierwszy przemawiał prokurator; mowy obrony zaplanowano na przyszły tydzień.

Prokurator Tomasz Krzesiewicz przywołał przykłady zamachów terrorystycznych m.in. w Indiach, Bostonie czy Brukseli. "Były to zamachy wykonane przy użyciu bomb szybkowarowych, podobnych do tej, którą skonstruował oskarżony" - mówił prokurator.

Zdaniem prokuratury, linia obrony R., w której tłumaczył on, że jego celem nie było zabicie ludzi, lecz jedynie wywołanie strachu w celu uzyskania okupu, jest nieudolna. "Oskarżony nazywał to zdarzenie incydentem, wybrykiem, bagatelizował je (…) zgromadzone dowody wskazują jednak, że przygotowywał się on do niego wieloetapowo, przez kilka tygodniu. Każdy wybór, jakiego dokonuje oskarżony jest maksymalnie niekorzystny z punku widzenia przewidywanych skutków, z punku widzenia potencjalnych ofiar" - mówił prokurator. Jako przykład podał m.in. sposób dobru materiałów i wykonanie ładunku wybuchowego. 

Prokurator podkreślał również, że godzina i miejsce, w którym został umieszczony ładunek, nie były – jak twierdził R. - przypadkowe. "To była godzina 14. i szczyt komunikacyjny" - mówił prok. Krzesiewicz.

Dodał, że to, co zrobił R. było "skrupulatnie przygotowane i wyliczone co do sekundy". "Oskarżony zrobił wszystko jak powinien, by zrealizować cel zabójstwa wielu osób, jedynie przypadkowe okoliczności, niezależne od niego, spowodowały, że cel ten nie został zrealizowany" - mówił prokurator. 

W jego ocenie, czyn, którego dopuścił się R. był "bardzo dobrze zaplanowanym zamachem terrorystycznym, nastawionym na zabicie wielu osób". "Gdyby do eksplozji ładunku doszło w autobusie, zginęłoby wielu ludzi" - powiedział prokurator. 

"Jedynie dzięki przypadkowi i szczęśliwym zbiegom okoliczności, w postaci nieświadomego błędu konstrukcyjnego oskarżonego oraz reakcji pasażerki i kierowcy autobusu, nie doszło do tragedii" - dodał prokurator.

Krzesiewicz podkreślił, że mając na uwadze zgromadzony materiał dowodowy, wnosi o uznanie R. winnym i wymierzenie mu łącznej kary 25 lat więzienia.

Do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło 19 maja 2016 r. Niewielki ładunek eksplodował na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Lekko ranna w palec została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności ok. 3 litrów. W pojemniku były także metalowe śruby.

Według prokuratury, R. wcześniej powiadomił służby, że podłożył we Wrocławiu cztery bomby, a za ich rozbrojenie żądał 120 kg złota. W ramach śledztwa przeprowadzono dwa eksperymenty procesowe, w których badano skutki detonacji w autobusie ładunku podobnego do tego, który eksplodował na przystanku. Opinie biegłych po tych eksperymentach - zdaniem prokuratury - potwierdziły zasadność postawionych R. zarzutów o charakterze terrorystycznym.

W toku śledztwa R. został poddany obserwacji psychiatrycznej, która trwała kilka tygodni. Biegli orzekli, że mężczyzna w chwili popełnienia czynu, o który został oskarżony, miał ograniczoną poczytalność. Oznacza to, że sąd, wydając wyrok w tej sprawie, może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary. 

Podczas pierwszej rozprawy R. powiedział, że przyznaje się do czynu, ale nie do zarzutów sformułowanych przez prokuraturę. "Nie mam nic wspólnego z terroryzmem" - mówił R. Mężczyzna opisał, jak skonstruował ładunek, oraz zrelacjonował przebieg wydarzeń z 19 maja ub.r. Zapewniał, że "pod żadnym pozorem nie chciał krzywdzić ani zabijać ludzi". R. twierdził, że skonstruował i podłożył ładunek w momencie, kiedy zmagał się ze stanami depresyjnymi.

PAP - mini

Reklama

Komentarze

    Reklama