Laserowe podświetlacze celu "otworzą drogę" lotnictwu i artylerii

OPUBLIKOWANO: Czwartek, 07 Września 2017, 11:40
Safran MSPO
  • Safran MSPO

Uzbrojenie naprowadzane laserowo może być użyte powszechnie i to do bezpośredniego wsparcia nawet niewielkich pododdziałów. W tym celu należałoby jednak zmienić obecny sposób szkolenia specjalistów JTAC i wprowadzić podobną specjalność na poziom plutonów - a nawet drużyn - w Wojskach Lądowych, rozszerzając ją o wskazywanie celów dla artylerii. 

Kto powinien naprowadzać broń precyzyjną na ziemi?

W Polsce istnieje powszechne przekonanie, że naprowadzanie broni precyzyjnej na ziemi należy powierzać tylko bardzo wąskiej grupie specjalistów JTAC - „wysuniętym nawigatorom naprowadzania lotnictwa”, którzy powinni być połączeniem komandosa i nawigatora lotniczego. Jest to jednak uzasadnione tylko wtedy, gdy broń precyzyjna jest jedynie na wyposażeniu lotnictwa.

Zintegrowany laserowy podświetlacz celu i dalmierz proponowany przez koncern Thales. Fot. M.Dura

Obecnie mówi się już o połączonym wsparciu ogniowym (Joint Fire Support). Ta doktryna zakłada skoordynowane i zintegrowane użycie wszystkich rodzajów uzbrojenia, w tym zarówno broni precyzyjnej, jaką posiada lotnictwo, jak i tej, która może zostać wprowadzona do Wojsk Lądowych. W jednostkach lądowych kierowaniem artylerią zajmuje się jednak ktoś inny - wysunięty obserwator artyleryjski WOA.

Czytaj więcej: Najnowsze informacje i analizy z Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach 

Do naprowadzania uzbrojenia kierowanego laserowo, zarówno specjaliści JTAC jak i WOA będą wykorzystywali takie same podświetlacze, których konstrukcja pozwala obecnie zarówno na wskazywanie celu dla bomb i rakiet, jak też pocisków artyleryjskich i moździerzowych. Nie ma wiec potrzeby posiadania na najniższych szczeblach jednocześnie wysuniętych nawigatorów i obserwatorów.

Specjalista JTAC podczas treningu z samolotem A-10. Fot. K.J.Gruenwald/USAF

By zaradzić temu problemowi, w Stanach Zjednoczonych umieszcza się specjalistów JTAC na poziomie kompanii, gdzie m.in. współpracują z zespołami artyleryjskiego wsparcia FIST (Fire Suport Team) oraz tzw. obserwatorów połączonego wsparcia ogniowego JFO (Joint Fire Observer) na szczeblu plutonów. I to właśnie JFO mają być przygotowani zarówno do kierowania artylerią, jak i do wezwania lotniczego wsparcia.

W Polsce dużą przeszkodą w upowszechnieniu systemów naprowadzania broni precyzyjnej jest skomplikowany proces szkolenia JTAC-ów. To właśnie dlatego pojawili się oni w Siłach Zbrojnych RP dopiero w 1999 r.: początkowo w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej oraz 6. Brygadzie Powietrznodesantowej. Było ich jednak niewielu, ponieważ szkolenie JTAC-ów odbywało się tylko za granicą i każdorazowo kosztowało kilkaset tysięcy złotych. Dodatkowo nabyte w ten sposób uprawnienia musiały być aktualizowane, co również generowało koszty.

Wykorzystywany w polskich Siłach Powietrznych Naziemny Laserowy Wskaźnik Celu GLTD III. Fot. M.Dura

Dopiero od 2008 r. szkoleniem JTAC-ów w Polsce zajął się Ośrodek Szkolenia Personelu TZKOP (Taktycznego Zespołu Kontroli Obszaru Powietrznego), jaki zorganizowano przy Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Ośrodek ten jest ściśle nadzorowany przez NATO. Świadczy o tym majowa wizyta w Polsce specjalnego zespołu akredytacyjnego, w skład którego weszli przedstawiciele dowództwa sił powietrznych Paktu Północnoatlantyckiego (NATO HQ AIRCOM) oraz amerykańskiego komitetu JFS ESC (US Joint Fire Support Executive Steering Committee).

Wysoko specjalistyczne i skomplikowane szkolenie jest zasadne, jeżeli przygotowujemy do działań kontrolerów wsparcia, którzy będą wskazywali cele dla załogowych statków powietrznych – samolotów i śmigłowców. Jednocześnie jednak w wojsku jest duże zapotrzebowanie na specjalistów potrafiących wskazywać obiekty ataku dla całej gamy uzbrojenia naprowadzanego laserowo: bomb, rakiet oraz pocisków artyleryjskich. W takim przypadku trudna specjalność „nawigacja” nie jest już tak naprawdę niezbędna.

Wojska Lądowe na razie nie dysponują precyzyjną amunicją kierowaną laserowo i nie wyposażają wysuniętych obserwatorów artyleryjskich w laserowe podświetlacze celów. O ile mają je więc specjaliści JTAC (i prawdopodobnie wybrani operatorzy Wojsk Specjalnych), o tyle do Wojsk Lądowych wprowadza się jak na razie tylko artyleryjskie przyrządy dalmierczo-rozpoznawcze APDR w wersji dysponującej wyłącznie dalmierzami laserowymi.

Przyrząd dalmierczo-rozpoznawczy APDR w wariancie wykorzystywanym w Wojskach Lądowych posiada dalmierz, ale nie ma zintegrowanego, laserowego podświetlacza celu. Istnieje jednak wariant APDR ze zintegrowanym systemem laserowego podświetlania celu, jest oferowany przez firmę Safran. Na zdjęciu sprzęt używany w Wojsku Polskim. Fot. M.Dura

Istnieje jednak wariant APDR ze zintegrowanym podświetlaczem celu, jest proponowany przez producenta (firmę Safran) za pośrednictwem Griffin Group.

Safran MSPO

Fot. Rafał Surdacki/Defence24.pl

Upowszechnienie systemów naprowadzania?

Przeszkodą w zmianie podejścia do specjalności JTAC w Polsce jest już samo polskie tłumaczenie tej specjalności jako „wysunięty nawigator naprowadzania lotnictwa”. I być może to właśnie dlatego Koordynatorem Programu JTAC w Siłach Zbrojnych RP jest Inspektor Sił Powietrznych. Tymczasem skrót JTAC (z ang. Joint Terminal Attack Controller) można również tłumaczyć jako „kontroler końcowej fazy połączonego ataku”.

Przy polskim podejściu, specjaliści JTAC, a więc jedyne osoby mogące u nas naprowadzać broń precyzyjną, nadal należą w Siłach Zbrojnych RP do rzadkości. W amerykańskiej armii można natomiast spotkać ich odpowiedników praktycznie w każdym plutonie. Poszczególne kompanie wojsk lądowych i Marines mają bowiem po pięciu-sześciu wyszkolonych obserwatorów połączonego wsparcia ogniowego, natomiast w wojskach specjalnych do naprowadzania uzbrojenia precyzyjnego jest przygotowana ponad połowa operatorów. Dzięki temu Amerykanie mogą już wykorzystywać lotnictwo do bezpośredniego wsparcia lotniczego CAS (Close Air Support) pierwszorzutowych oddziałów – podobnie jak artylerię. W Polsce użycie uzbrojenia precyzyjnego jeszcze długo będzie traktowane jako „luksus”.

Tymczasem to właśnie uderzenie z powietrza bronią precyzyjną może być jedyną pomocą, na jaką w pierwszych dniach konfliktu zbrojnego może liczyć Polska ze strony państw NATO. O ile bowiem decyzja o wysłanie żołnierzy wojsk lądowych może być podejmowana i następnie realizowana przez kilka-kilkanaście dni, to rozkaz o wysłaniu samolotów bojowych np.: z Niemiec Francji, Belgii czy Holandii może zapaść natychmiast. Trzeba jednak im wskazać cele ataku. To zadanie mogą wykonać między innymi znajdujący się w pobliżu linii styczności wojsk i odpowiednio wyposażeni „obserwatorzy połączonego wsparcia ogniowego”.

Miejsce laserowego podświetlacza celu (LPC) w systemie kierowania ogniem. Fot. Telesystem Mesko/M.Dura

Byliby oni jeszcze bardziej przydatni, gdyby polska armia miała artylerię powszechnie wykorzystującą pociski naprowadzane laserowo. Wtedy precyzyjne uderzenia można by wykonywać nie tylko za pomocą lotnictwa i rakiet. Zarówno te pociski, jak i laserowe dalmierze/oświetlacze celów (laser target designator) są opracowywane w Polsce i będą mogły być produkowane przez polski przemysł.

Oświetlacze/dalmierze laserowe jako wyposażenie plutonu?

Wprowadzenie bomb, rakiet i pocisków naprowadzanych na promieniowanie laserowe odbite od atakowanego obiektu spowodowało, że w systemie kierowania ogniem musi się pojawić zupełnie nowy element – laserowy dalmierz/oświetlacz celu. W przypadku statków powietrznych może być on umieszczony na ich pokładzie – np. w postaci zasobnika celowniczego, ale to zmusza samoloty i śmigłowce do znajdowania się podczas ataku cały czas w zasięgu ognia systemów przeciwlotniczych.

Płyta czołowa laserowego podświetlacza celu LPC-1. Fot. M.Dura

O wiele bezpieczniejszym sposobem wskazywania celów jest umieszczenie oświetlaczy laserowych na dronach, co jest już możliwe dzięki daleko posuniętej miniaturyzacji (systemy wskazywania celów mogą już mieć masę poniżej kilograma). W dużej mierze jest to jednak pieśń przyszłości. Oprócz tego często stosowanym rozwiązaniem jest nadal ręczny podświetlacz, który może być przenoszony i wykorzystany przez pojedynczego, wcześniej przeszkolonego żołnierza.

Urządzenie takie zostało już opracowane w Polsce przez Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe Telesystem - Mesko Sp. z o.o. z Lubiczowa pod Warszawą. Zbudowano tam i przygotowano do produkcji Laserowy Podświetlacz Celu LPC-1, który ma rozmiary: wysokość - 126 mm, szerokość - 377 mm, głębokość - 258 mm i samodzielnie waży 9,7 kg (natomiast z dołączanymi celownikami, okablowaniem i bateriami – około 14 kg). Jest to więc zestaw łatwy do transportu i wykorzystania nawet przez pojedynczego żołnierza.

Sam układ podświetlania jest oparty o laser neodymowo-yagowy (Nd:YAG) pracujący na fali o długości 1,064 μm. Sygnał laserowy jest oczywiście kodowany i w tym celu składa się z odpowiednio rozsuwanych w czasie impulsów o długości 15± 5 ns.. W ten sposób tylko on może być „odczytany” przez głowicę nakierowywanego pocisku.

Podświetlacz LPC-1 pozwala na programowanie sekwencji impulsów PRT (Pulse Repetition Time) zgodnie z dokumentem standaryzacyjnym NATO STANAG 3733. Może się to odbywać zdalnie - z centrum kierowania ogniem, albo ręcznie - przez operatora - z wykorzystaniem trzech cyfrowych pokręteł na płycie tylnej urządzenia (na podstawie informacji przekazanej drogą radiową).

Płyta tylna laserowego podświetlacza celu LPC-1. Fot. M.Dura

Poza samym podświetlaniem celu, LPC-1 pozwala na:

  • zmierzenie odległości od celu (dzięki wbudowanemu dalmierzowi laserowemu o zasięgu do 20 km);
  • określenie własnego położenia (w oparciu o system GPS);
  • dwukierunkową wymianę informacji z centrum dowodzenia i systemem kierowania ogniem z możliwością: zarówno przesyłania informacji o stanie urządzenia i namiarach na cel, jak również zdalnego sterowania pracą systemu z centrum dowodzenia – pozwalającego m.in. na zdalne ustawienie programowalnej sekwencji impulsów, programowanie opóźnienia wystrzału i czasu działania lasera (dzięki wbudowanemu modułowi synchronizacji wystrzału oraz modułowi łączności);
  • określenie azymutu i elewacji celu (dzięki możliwej współpracy z goniometrem).

Cały zestaw jest przygotowany do pracy i w dzień, i w nocy, ponieważ na zewnętrznych szynach montażowych (typu Picatinny - zgodnych z dokumentem STANAG 2324) istnieje możliwość zastosowania wymiennych modułów celowniczych, począwszy od lunety celowniczej, poprzez kamerę dzienną do kamery nocnej noktowizyjnej lub termowizyjnej.

Najważniejsza ze względu na proces szkolenia jest łatwość i prostota obsługi. Kontrola stanu urządzenia odbywa się bowiem tylko z wykorzystaniem wbudowanego wyświetlacza OLED. Informuje on dodatkowo o sposobie sterowania (zdalnym lub ręcznym) oraz zobrazowuje dane pomiarowe.

Amunicja precyzyjnego rażenia APR

Pociski artylerii lufowej naprowadzane na promieniowanie laserowe odbite od celu znacząco podnoszą skuteczność ognia artyleryjskiego i dlatego coraz więcej państw wprowadza je na swoje uzbrojenie. W Polsce zaawansowane prace nad tego rodzaju amunicją rozpoczęły się formalnie dopiero w 2009 r. To właśnie wtedy konsorcjum składające się z Wojskowej Akademii Technicznej, Zakładów Mechanicznych Mesko S.A. i Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowego Telesystem - Mesko Sp. z o.o. zaproponowało ówczesnemu dowódcy Wojsk Lądowych wprowadzenie na uzbrojenie amunicji artyleryjskiej naprowadzanej laserowo. Zaproponowano, by prace dotyczyły pocisków: kalibru 120 mm dla moździerzy, kalibru 122 mm dla haubic 2S1 Goździk, kalibru 152 mm dla haubicoarmat Dana i kalibru 155 mm dla haubicoarmat Krab.

Ostatecznie we wrześniu 2012 r. spółka Telesystem – Mesko otrzymała zamówienie na przeprowadzenie trzech prac badawczo-rozwojowych. Dotyczyły one: laserowej głowicy śledzącej dla amunicji kalibru 120 mm moździerza Rak (APR 120), laserowej głowicy śledzącej dla amunicji kalibru 155 mm haubic Krab i Kryl (APR 155) oraz laserowego podświetlacza celu (LPC) dla obu tych systemów artyleryjskich.

Pocisk moździerzowy APR 120 kalibru 120 mm (z lewej) i pocisk artyleryjski APR 155 kalibru 155 mm. Fot. M.Dura

W celu przyśpieszenia programu i przez brak doświadczeń w tej dziedzinie założono, że bazą dla przyszłych prac będą rozwiązania ukraińskie. W przypadku APR 120 oparto się więc na pocisku moździerzowym zakładów Łucz, a w przypadku APR 155 zastosowano rozwiązania z pocisku artyleryjskiego Kwitnik spółki Progress. Nie oznaczało to jednak wcale skopiowania ukraińskich rozwiązań.

Jak się bowiem okazało trzymilimetrowa różnica pomiędzy kalibrem 155 mm (jakie mają polskie armatohaubice Krab) i 152 mm (do jakiego był przygotowywany Kwitnik na Ukrainie) przekłada się na większe przeciążenia – i to o kilka tysięcy g. Potrzebna była również optymalizacja rozkładu mas i aerodynamiki. Konieczne do wprowadzenia zmiany konstrukcyjne oraz obliczenia pociągnęły za sobą całą serię badań i prób.

Widok na cel z lunetki zamontowanej na laserowym podświetlaczu celu LPC-1. Fot. Telesystem Mesko

O rezultatach tych prac mogą jednak świadczyć testy poligonowe przeprowadzone 18 listopada 2016 r. Dwa prototypowe pociski APR 155 mm wystrzelone na odległość ponad 15,3 km, przy bardzo silnym, ponadnormatywnym wietrze trafiły w cel o rozmiarach 2x2 m z odchyleniem 0,3 m i 0,6 m od punktu celowania (podświetlacz znajdował się 500 metrów od celu). Wykorzystywano wtedy jeszcze ukraińską, półaktywna głowicę naprowadzająca 9E421 - współpracującą z podświetlaczem celu LPC-1 w tzw. trybie neutralnym.

Miejsce trafienia dwóch pocisków APR 155 wystrzelonych z odległości ponad 15 km w tarczy oświetlonej laserowym podświetlaczem celu LPC-1. Fot. Telesystem Mesko

Wersja operacyjna pocisków APR ma już otrzymać programowalną, cyfrową głowicę samonaprowadzającą, z opracowanym w Polsce układem detekcji. Pozwoli to na zastosowanie wiązki kodowanej, zgodnie z normami NATO. Podświetlacz LPC-1 jest już do tego przygotowany.

Układ laserowego naprowadzania pocisku APR kalibru 155 mm. Fot. Telesystem Mesko

Z kolei w Rosji również opracowano pociski naprowadzane na promieniowanie laserowe odbite od celu dla pocisków armatnich: kalibru 120/122 mm (Kitolov) i 152/155 mm (2K25 Krasnopol) oraz moździerzowych kalibru 120 mm (Gran) i 240 mm (Smelczak). Jak na razie według dostępnych informacji wprowadzono na je na wyposażenie w ograniczonej liczbie, pojawiają się jednak doniesienia o ich eksporcie i zastosowaniu bojowym.

Rosyjski laserowy podświetlacz celu Malachit oraz naprowadzane nim: pocisk artyleryjski Krasnopol-M2 kalibru 152 mm i moździerzowy Gran kalibru 120 mm. Fot. M.Dura

Pociski naprowadzane laserowo są tylko jednym z wielu rodzajów kierowanej amunicji artyleryjskiej. Oprócz nich istnieje amunicja kierowana INS/GPS, czy na przykład samonaprowadzająca się termicznie (do zwalczania pojazdów bojowych). W niektórych zastosowaniach użycie amunicji naprowadzanej laserowo jest jednak korzystne. Daje ona możliwość atakowania celu po jego wzrokowej identyfikacji, jak i korekty punktu celowania przez operatora już w trakcie lotu.

Czy rzeczywiście jest o co walczyć?

Należy mieć również świadomość, że powszechne wprowadzenie podświetlaczy celów i liberalizacja uwarunkowań odnośnie szkolenia specjalistów JTAC w polskiej armii, może pozwolić już od pierwszych minut ewentualnego konfliktu zbrojnego na skuteczniejsze wprowadzenie samolotów NATO do zwalczania wskazanych im celów lądowych i to z bezpiecznej dla statków powietrznych odległości, czyli spoza zasięgu systemów obrony powietrznej.

 

Fot. USAF

Możliwość otrzymania wsparcia od sojuszników jest więc czynnikiem odstraszającym, a wyszkolenie i wyposażenie żołnierzy w systemy laserowego podświetlania celów może zwiększyć skuteczność lotnictwa NATO.

Podobna decyzja o wysłaniu do Polski żołnierzy wojsk lądowych będzie na pewno analizowana o wiele dłużej i na wszelkie możliwe sposoby, a samo dotarcie pomocy na miejsce zajmie co najmniej kilkanaście dni. Lotnictwo wsparcia NATO może natomiast pojawić się już po kilku godzinach i to z lotnisk, które nie będą zagrożone atakiem (tak jak polskie). Podobna argumentacja dotyczy amunicji precyzyjnego rażenia. Pozwala ona na zwalczanie celów z dużą dokładnością nawet na odległościach rzędu kilkudziesięciu kilometrów. 

Amunicja precyzyjnego rażenia jest znacznie droższa od standardowych pocisków, ale wystarczy niewielka liczba pocisków do zniszczenia celu punktowego. Przedstawiane przez Telesystem-Mesko analizy wykazały wykazały bowiem, że 16 pocisków APR 155 pozwala na uzyskanie takiego samego efektu jak 800 nowoczesnych, standardowych pocisków kalibru 155 mm. Oszczędności mogą pochodzić również z mniejszych kosztów zabezpieczenia logistycznego – związanego z przechowywaniem pocisków i ich dostarczaniem do walczących baterii.

Szacuje się, że amunicja naprowadzana na odbite promieniowanie laserowe pozwala skrócić czas wykonania zadania nawet ponad dziesięciokrotnie, dzięki możliwości realizacji go za pomocą kilku czy kilkunastu pocisków bez konieczności długotrwałego ostrzału. Dzięki temu po zakończeniu prowadzenia ognia zestawy artyleryjskie będą mogły opuścić stanowisko ogniowe uciekając przed kontrostrzałem. Większa celność automatycznie przekłada się również na mniejsze straty uboczne, co może mieć istotne znaczenie nie tylko podczas misji ekspedycyjnych, ale też działań obronnych na własnym terytorium.

Warunkiem skutecznego wykorzystania amunicji kierowanej laserowo jest jednak dysponowanie możliwością skutecznego wskazywania jej celów. Oprócz systemów bazujących na statkach powietrznych lub pojazdach, tą rolę mogą pełnić odpowiednio przeszkoleni żołnierze wojsk lądowych. Wzrost wykorzystania broni precyzyjnego rażenia uzasadnia większe upowszechnienie zdolności do koordynowania wsparcia, nie tylko do specjalistycznych jednostek, ale też do liniowych pododdziałów.

Obserwatorzy połączonego wsparcia ogniowego JFO (Joint Fire Observer) powinni być obecni co najmniej na szczeblu plutonów. Fot. USAF

Artykuł opracowany z wykorzystaniem materiałów spółki Centrum Rozwojowo-Wdrożeniowe Telesystem-Mesko Sp. z o.o.

Serwis Specjalny Defence24MSPO 2017 - wiadomości i analizy z Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

39 komentarzy

Pref Środa, 13 Września 2017, 9:59
Wszystkie te dywagacje związane z wojskami lądowymi, cokolwiek by to nie było: piechota, czołgi, lasery, teasery i inne bajery - będzie można o kant tyłka rozwalić, jeśli nie ma opl i panowania w powietrzu. A nie ma i się nie zanosi, by było. Możemy sobie narobić armatohaubic, naszkolić żołnierzy do podświetlania, ale w powietrzu jesteśmy całkowicie zależni od NATO. Powiem więcej, niewiele nam natowska pomoc da, jeśli w ogóle przyleci, przy rakietowych atakach saturacyjnych. I to jest koniec tematu wojsk lądowych. Moim zdaniem ktoś gdzieś w MON-ie całkiem nieźle od lat sypie piach w tryby - rozbudowujemy wojska lądowe, a jakże, ale sprawa powietrza stoi, a bez zdolności likwidacji rakiet nieprzyjaciela i bez panowania w powietrzu, powtórzę, na nic się nie zda rozbudowa wojsk lądowych pod jakimkolwiek kątem: zaawansowania tech. czy ilości żołnierzy. A swoją drogą - laser w naszych warunkach? Przyda się, owszem, ale to nie jest Afganistan, że można wejść na jedną górkę i z 15 km podświetlać bezpiecznie cel na innej górce. Jaka jest maksymalna widoczność na Nizinie Środkowoeuropejskiej?
dim Środa, 13 Września 2017, 13:26
Masz oczywiście rację z opl.

Myślę, że nie masz racji z laserami. Wystarczy wykonać do nich zdalne sterowanie komendowe plus jego ściśle kierunkowa transmisja. Nie wnikam jak/jaka, są od tego inni fachowcy. Drona nie ukryjesz w niebie, ale laser w krzakach, za odpowiednią siatką ? Jasne, że możesz ! W dodatku laser może być wtedy mniejszy - słabszej mocy, z bliska.

Jest to zupełnie przewidywalne, że tak właśnie będzie, więc nie ma po co czekać aż wprowadzą to "najpierw" inni, trzeba już wykonywać.
Varan Wtorek, 12 Września 2017, 21:36
Liczy się efekt zaskoczenia. Wróg może mieć świadomość że istnieje dane zagrożenie. Poza przyjętą taktyką działania istnieją elementy psychologiczne. Jeśli w danej sytuacji dowódca podejmie złą decyzję a ma nią kilka sekund, to może to przesądzić o całej wielkiej strategii. Dlatego "zabawka" w postaci opromieniowania może i powinna być na wyposażeniu OTK. OTK to może być forpocztą tego z czym wróg spotka się natychmiast po wkroczeniu na nasz teren. A te oddziały mogą i powinny korzystac z wszelkich dostępnych systemów zarówno prawdziwych jak i udawanych, które zdezorganizują taktykę wroga. A to już połowa sukcesu. Następna ćwiartka to pomysłowość (w co wierzę) zarówno dowódców jak i na poziomie żołnierzy. Reszta to sprzęt i strategia w wielkiej skali. Zielone ludziki bez wsparcia nie mają większych szans w naszych warunkach. A wsparcie musi ich drogo kosztować. Ergo, opromieniowywanie musi się odbywać zawsze i wszędzie tam gdzie to możliwe a niekoniecznie potrzebne. Należy wymuszać reakcję wroga w momentach dla niego najbardziej niewygodnych. Oprócz szkolenia obserwatorów należy szkolić dowódców OTK w tym jak doprowadzać wroga do białej gorączki, co tak sprytnie robili nasi w czasie II wojny. Takie działania będą prawie bez kosztów, nie licząc zdalnie sterowanych "fake" oświetlaczy z falszywym sygnałem. Do obrony przy pomocy semi-prtyzantki, te urządzenia są wręcz stworzone.
as Wtorek, 12 Września 2017, 17:09
Po co nam taka prehistoria skoro niebawem łaziki bedą miały informację o namierzaniu ich laserem. Fajna zabawka tylko nie chciałbym być osobą, która będzie namierzać cele.
dim Środa, 13 Września 2017, 9:33
Przecież wszystko można sterować komendowo, BEZPIECZNIE, wcale tam, gdzie laser nie ukrywając się osobiście. Obwody i układy wykonawcze dawno, dawno, dawno, dawno temu znane "w cywilu" i dziś już groszowe (czy za kilkadziesiąt Euro w hurcie). Czemu wojsko jest aż takie zapóźnione ? Czemu na wszystko co "wojskowe" potrzebne sa gigantyczne środki finansowe, a z dziesiątków Euro zaraz robią się tysiące ?
Może jest to po prostu góra oszustwa - nabijania kasy kumplom ? Może to tylko niektóre podzespoły muszą pochodzić z zakładów specjalnych, a reszta zwyczajnie, za drobne pieniadze ? I po jakiego grzyba "wyłącznie z zakładu państwowego" ?
polak mały Środa, 13 Września 2017, 9:29
Chyba nie wiesz jak to działa. JTAC najpierw podaje koordynaty celu (laser wyłączony). Artyleria/samolot odpala co tam ma do odpalenia wg koordynatów, pocisk leci, a JTAC włącza laser na ostatnie kilka-kilkanaście sek. przed uderzeniem, a potem natychmiast go wyłącza. Cel trafiony, więc.... go nie ma, nie ma kto unieszkodliwić obsługi lasera. Jeśli celów jest więcej, np. kolumna, oddział ześrodkowany do tankowania/ataku itd., to strzela się w to amunicją kasetową, której mamy sporo. Nawet armia rosyjska zrozumiała, że na współczesnym polu walki nie ma miejsca na wielkie formacje. Obecnie na Ukrainie testują różne warianty zestawienia wojsk w ataku, ale nie przekraczają one wielkości batalionu. Co to oznacza? Że w razie W. nie będzie linii frontu ciągnącej się od Karpat do Bałtyku. Nie będzie okopów na całej długości tej linii frontu i setek tys. żołnierzy. Będą małe, mobilne formacje a pomiędzy nimi puste przestrzenie, dużo pustej przestrzeni. Panowanie nad nią to rola środków rozpoznania, ale nikt nie jest w stanie całkowicie tego ogarnąć. Dlatego zespoły JTAC, snajperzy, oddziały specjalne, a z drugiej strony specnazu będą miały pole do popisu.
Olo Wtorek, 12 Września 2017, 22:51
Tez miałem pisać ze to byłoby fajne 40 lat temu albo na partyzantkę ale nie przeciwko regularnej armii, teraz tylko pociski namierzające się na IR.
dim Środa, 13 Września 2017, 13:34
Toteż nie myl tego typu wojny z partyzantką.
Normalna, regularna wojna, tyle że ze zmianą technik, zmieniają się i formacje i szyki uderzeniowe /obronne. I jak najbardziej jest w nich miejsce dla świetnie znających swój teren żołnierzy WOT.

Natomiast zupełnie, zupełnie nie wierzę w tej wojnie w DEMASKUJĄCY oddziały sens używania munduru. Dzięki dronom i satelitom obserwacyjnym, umundurowane, a niebronione ciężkim sprzętem oddziały zostaną zniszczone natychmiast. Niechronione sprzętem szczebla co najmniej brygady...
Mundur ma być MASKUJĄCY, czyli także stosowany, jako "khaki" wtedy, gdy maskuje. Nie gdy demaskuje. To samo wygląd pojazdów innych, niż zwartych, dużych kolumn wojska. A i to prefereowałbym kontenery cywilne z OPL, niż łatwe w obserwacji i rozróżnianiu wojskowe.

Przestrzeganie starych reguł odróżniania sprzętu wojska od sprzętu cywilnego jest dziś - w dobie extra obserwacji technicznej - równie bezsensowne, jak w XIX wieku okazało się bezsensownym i samobójczym stosowanie kolorowych mundurów wojsk, z wieków poprzednich.
Skoczek224 Czwartek, 14 Września 2017, 19:51
Zgadzam się! Szkoda że to właśnie Rosjanie mają imponującą kolekcje systemów rakietowych ukrytych w zwykłych, cywilnych kontenerach morskich.
Zoomer Wtorek, 12 Września 2017, 11:02
Joint Fire Support element działał już w latach 90. przy polskim POLBAT w BiH.
Był to doskonały okres, w którym można było obserwować tego typu działania połączone i zbierać stosowne doświadczenia na temat procedur, sprzętu oraz faktycznych działań.
Jednak, jak widać, zamiast tego znowu będziemy na nowo wybijać otwarte drzwi. A czas, który powinien zostać poświęcony na zbieranie doświadczeń został zmarnowany. Obecnie zaś osoby uczestniczące w tym procesie w większości odeszły już do cywila lub wręcz zostały zwolnione (zły PESEL).
dim Niedziela, 10 Września 2017, 16:31
"Cisza zapadła", czyli poprzedni mój tekst ostro nie przypadł Panom fachowcom do gustu...
Jednak szukam dalej ;-)

A gdyby poustawiać przy przewidywanych drogach przemieszczania się nieprzyjaciela bardzo liczne, symulujące atak pułapki laserowe ?

Bez przebywającego przy nich operatora, za to podświetlają wrogi pojazd "same" - po prostu włączą się, gdy pojazd zbliży się do danego punktu drogi.

Mągą być też (alternatywnie, zależnie od planu zasadzki) zdalnie sterowane komendowo (co dla odalonego operatora wydaje się już bezpieczne).

I tu mamy kilka opcji:

1) wrogiemu pojazdowi zrobiło się od razu "lżej" o serię pocisków osłony dymnej. A my sprowokujemy tak jego systemy ochronne po wiele razy...

2) wrogi pojazd /kolumna pojazdów wyłączyły już, choćby właśnie dlatego, automatycznie odpalanie ładunków osłonowych. Ani nie strzelają już w kierunku wszystkiego, co emituje przez krótki moment, w ich stronę, promieniowanie laserowe - atak na taki pojazd czy kolumnę pojazdów będzie już ułatwiony.

3) inne opcje - proszę dopisać tu to, o czym nie wiem ? - Dzięki !

4) A dopiero jeśli, jeśli... tylko jeśli dobrze uda się ten bałagan, wywołany pierwszymi eksplozjami, wtedy można im "dorzucić" jeszcze, w miejscu zasadzki, trochę tych tam... min nadrzewnych (na razie produkowanych przez Belmę w ilościach czysto symblicznych), mały rój dronów itd... Ale to tylko gdy (już i jeżeli) zapanuje chaos po skutecznym uderzeniu, najpierw w najcięższy sprzęt tego oddziału. Nieprzyjaciela nieporównanie liczniejszego i lepiej uzbrojnego, niż zasdzka obrońców. A obrońców nie widać, ani nie wiadomo nawet z której strony przyglądają się zaatakowanym i sterują tym bajzlem ? I oczywiście ubrani po cywilnemu, by nie wsypać akcji zbyt wcześnie - drony parzą !
nL Niedziela, 10 Września 2017, 11:50
Waga LPC-1 wraz z baterią 14 kg to o wiele za dużo dla dźwigania dla pojedynczego żołnierza jak i do umieszczenia tego na lekkim bezpilotowcu. Prawdopodobnie gro tej wagi to sam laser o odpowiedniej mocy i odpowiednio pojemne baterie do niego a wszystko po to, aby zapewnić zasięg do 20 km. Gdyby ograniczyć zasięg do 5 km może dałoby się zejść z wagą sprzętu poniżej 5 kg?
Grant Piątek, 08 Września 2017, 8:24
Dyskutowana przez internautów problematyka wymaga także i nieco innego komentarza. Lasery nie są lekarstwem na wszystko, przed wiązką lasera wykorzystywaną do podświetlania , wskazywania celów można się zasłonić kartka papieru, taki promień jest pochłaniany przez drzewa, chmury , opady deszczu czy śniegu a także mgłę. Bardzo skuteczna jest zasłona dymna a nawet siatki maskujące. W takich przypadkach taki sposób wskazywania celów po prostu nie działa. Wykorzystanie laserów jest skuteczne najlepiej na morzach południowych i obszarach około polarnych gdzie mamy bezchmurne niebo i widoczność do linii horyzontu. W naszych warunkach klimatycznych i pogodowych oraz potrzebach realizowania działań o świcie czy o zmroku takie systemy celownicze są praktycznie bezużyteczne. Proponuje zatem aby zapał i entuzjazm wokół takiego wykorzystania laserów ostudzić.
dim Piątek, 08 Września 2017, 20:28
"...o świcie czy o zmroku takie systemy celownicze są praktycznie bezużyteczne..."

Właśnie nocą, o świcie i zmroku, najfajniej płoszę laserem hałasujące koty !
Jasne, że na polu walki potrzebna jest jednocześnie bardzo dobra wizja techniczna, ale to właśnie dzięki laserom i uruchomieniu tysięcy przeszkolonych w tym żołnierzy OT urządzić można dość łatwo ruskim istną drugą zimową Finlandię - gigantyczne straty, tym razem drogo-sprzętowe i bardzo nikły dla agresora zysk .

Choć nietanio i nie bez uprzedniego naszego świetnego przygotowania. Jasne, że mam przy tym na myśli WYŁĄCZNIE lasery czy pociski zdalnie sterowane, rakiety odpalane bez obecności tam człowieka itd. Pan wspomniał o zadymieniu itd... - jasne, że to bardzo cenna uwaga, niemniej zadymienie oślepi przecież obie strony. Czyli przy dobrym wyszkoleniu i dobrym przygotowaniu na własnym terenie, jeszcze powiększając szanse powodzenia tysięcy sprytnych zasadzek. Przy tym wcale nie muszą osobiście tam, na miejscu, to być żołnierze. Posłuży elektronika. Na codzień instaluję właśnie różne (cywilne) systemy, świetnie wykrywające człowieka-intruza, a przy tym niekierowane non-stop ani nie nadzorowane non-stop przez człowieka - obrońcę. Poza tym nie wiem, czy Pan wie, ale np. ceny prostych kamer spadły już dawno poniżej 10 Euro... co piszę, gdyż pamiętam gdy to kamery o tych parametrach, relatywnie niedawno, kosztowały np. po 500 USD. VCR po kilka tysięcy USD (dziś znacznie lepsze kosztują 50) - otóż to jest ta tendecja, która POWINNA w najbliższym czasie zupełnie zmienić prowadzenia walki, a już zwłaszcza, zwłaszcza, zwłaszcza walki obronnej, przeciw silniejszemu w sztukach sprzętu pancernego przeciwnikowi. Plus oczywiście stosowne do okoliczności maskowanie - nad każdą kolumną przeciwnika unosić się będą przecież drony.

Otóż Polacy bardzo kochają technikę i z wyszkoleniem tysięcy, tysięcy ochotników do takich właśnie "fińskiego typu" polowań na przeciwnika nie byłoby żadnego problemu.
Tak jest, to wymaga więszej niż obecna i bardziej powszechnie spotykanej wyobraźni w ministerstwie ! Czyli musimy nad tą niesamowicie zbiurokratyzowaną instytucją "popracować". Najlepiej oczywiście najpierw odchudzając ją. Ale oczywiście tak, możemy jak najbardziej, skutecznie zniechęcać napastnika do napaści na Polskę. Oczywiście tak, jak podaje to autor artykułu - we współpracy z lotnictwem sojuszników. Tyle to ewentualnie gotowi byliby jeszcze dla obrony Polski zrobić (a więcej - nie bardzo wierzę).

Sam artykuł czytałem z wielkim zainteresowaniem. Po prostu czekam... i czekam... i czekam... kiedy to, co dla mnie, cywila ale nieco z branży jest od dawna oczywiste, zacznie być sygnalizowane i tu, w czasopiśmie fachowym, i w faktycznym działaniu MON także.
As Czwartek, 07 Września 2017, 20:33
Podświetlacz i operator nie muszą znajdować się w tym samym miejscu.
De Retour Czwartek, 07 Września 2017, 19:59
Przy CAS. JTAC musi być w pętli, ale do "podswietlania", podania współrzędnych wystarczy NFO (National Fire Observer) o odpowiednich kwalifikacjach.

PS
Na misje CAS w pierwszych dniach bym nie liczył.
Damian Czwartek, 07 Września 2017, 19:58
Bardzo potrzebny naszej armii sprzęt. Bardzo dobrze, że będzie produkowany przez Polski przemysł, ponieważ potrzebujemy takiej broni w dużych ilościach. Dodatkowo mamy możliwość ulepszania jej parametrów, co jest kluczowe w wyścigu zbrojeń.
Moze z rok Czwartek, 07 Września 2017, 19:45
Koncepcja bardzo fajna i na pewno daje szerokie pole do modyfikacji strategii uzycia. Drony, zdalne podswietlanie sterowane chocby z 50m, a moze z kilkunastu rozlozonych w okolicy "zabawek" wielkosci pilki tenisowej zdolnych do poslania pojedynczego impulsu namierzania co kilka sekund, zeby specjalista JTAC (jak zauwazyl @underdog) mial szanse nie tylko przezyc pare minut, ale i wrocic do domu.
Tylko patrzac na zdjecia urzadzenia firmy Thales, a rodzimy produkt LPC-1... to cos jak walkman vs magnetowid.
Roznica w finansowaniu, dopracowaniu i pewnie zamowieniach jest oczywista i niekwestionowana. Mam ogromny szacunek do wysilku naszych inzynierow i tego, ze im sie w ogole chce takie technologie rozwijac. Wiadomo, ze to nie laserowy wskaznik Made in PRC.
Zdarzalo mi sie chodzic i biegac po lesie po deszczu, tak po plaskim na Mazurach jak i w gorach. LPC-1 musialby siedziec w plecaku w pierzynie, zeby dozyc uzycia, bo zaliczenie gleby w takim terenie to norma, a nie wyglada na szczegolnie odporny terenowo i atmosferycznie.
Jako demonstrator mozliwosci - super. Jako produkt gotowy dla armii... "nawet dla naszej", wyjatkowo odpornej, wart jest dopracowania.
tak tylko... Czwartek, 07 Września 2017, 19:32
Przyszła wojna nie będzie walką czołgów, to będzie starcie pomiędzy wyspecjalizowanymi jednostkami lekkiej piechoty zwalczającymi, bądź broniącymi żołnierzy z JTAC. Głównym celem nie będzie zniszczenie sił pancernych przeciwnika, a jego jednostek posiadających zdolność precyzyjnego ostrzału na dziesiątki/setki kilometrów.
Kola Czwartek, 07 Września 2017, 15:34
A celowniki mają ochronę przed oślepieniem przez laser?
Marek1 Czwartek, 07 Września 2017, 14:15
1. BRAWA wielkie za ten artykuł, bo w kwestii amunicji precyzyjnej (artyleryjskiej) MON milczy jak zaklęty, co sprawia wrażenie (słusznie), że w tej kwestii w PGZ dzieje się NIC lub niewiele. Wielka szkoda, bo ta kwestia jest szalenie istotna dla rozwijającego się programów artyleryjskich.
2. Pora najwyższa, by AM&Co. wbili sobie do łbów, że cały, ogromny wysiłek finansowy poniesiony przez podatników dla pozyskania nowoczesnych syst. artyleryjskich Krab/Kryl/Rak będzie bezcelowy o ile, NIE nastąpią dla nich szybkie i duże dostawy amunicji precyzyjnej. Musi temu również towarzyszyć znaczące zwiększenie liczby personelu i sprzętu do naprowadzania takiej amunicji. Bez tych 2 równocześnie spełnionych warunków WP nadal wlec się będzie w ogonie rankingu nowoczesności.
3. MON powinien jak najszybciej wprowadzić jako standard, że co najmniej w każdym batalionie liniowym powinien istnieć pluton specjalistów złożony z 8-9 3-osobowych sekcji JTAC wyposażonych w wysokomobilne pojazdy 4x4.
NN Piątek, 08 Września 2017, 8:02
Bez żartów. 18 listopada 2016 było próbne strzelanie APR-155. To nie jest jakiś banał robiony w 2 miesiące, to musi trwać.
Junger Piątek, 08 Września 2017, 7:31
W tym roku odbędą się testy APR-155 z polską głowicą, a od 2018 r. możliwa będzie produkcja. Było o tym w czasopismach branżowych.
underdog Czwartek, 07 Września 2017, 12:31
mam pytanie: jak duże szanse przezycia ma specjalista JTAC podświetlający cel z ok. 1-2 km przez kilka minut ?
X Czwartek, 07 Września 2017, 18:46
Jeden cel, jeden specjalista JTAC...
Dropik Czwartek, 07 Września 2017, 18:09
Nikt nie będzie podświetlac przez 2 minuty. Chodzi o to by podświetlenie trwało kilka sekund a sam promień by nie wykrywalny
jtac Czwartek, 07 Września 2017, 17:05
Podświetla tylko kilka sekund w końcowej fazie. Przesyłka z samolotu może już być w drodze.
Aber Czwartek, 07 Września 2017, 15:33
JTAC nigdy nie będzie podświetlał celu przez kilka minut to chyba jakiś mocny amator a nie JTAC.
NN Czwartek, 07 Września 2017, 14:40
Podstawowe pytanie: jaki cel?
Jeśli czołg w działaniu - tak małe, że pomijalne.
Jeśli umocniony punkt - zbliżone do każdego innego piechura w okolicy.
Jeśli kolumnę zaopatrzeniową oczekująca na przybycie pododdziału, który potrzebuje uzupełnienia amunicji i materiałów pędnych - wykrycie go traktowałbym raczej jak zwykłego pecha niż coś możliwego w normalnych warunkach.
Marek1 Czwartek, 07 Września 2017, 14:23
Bardzo duże, o ile będzie cwany, dobrze wyszkolony i posiadający sprawnie działająca łączność z artylerią/samolotem/ śmigłowcem/BSL. Dla efektora lecącego w kierunku celu wystarczy kilka-kilkanaście sekund podświetlenia dla dokonania odpowiedniej korekty w ostatniej fazie lotu. Zresztą NIE wszystkie cele są pokryte detektorami podświetlenia laserowego, a te które sa NIE mają zdolności w czasie kilkunastu sek. wskazania dokładnie miejsca emisji promienia laserowego
Monki Sobota, 09 Września 2017, 16:35
Te które mają detektor po prostu odpalą zasłonę dymną i po kłopocie, poza tym wykrycie kierunku lasera trwa mniej niż sekundę. Jeśli nie ma sprawnie działającej łączności to nie ma JTAC przecież to podstawa działania JTAC.
tak tylko... Czwartek, 07 Września 2017, 12:13
Broń precyzyjnego rażenia w połączeniu z rozpoznaniem będzie groźniejszą bronią odstraszania niż atom. Przenoszenie/wystrzeliwanie precyzyjnych pocisków na odległości 40-60 km jest dzisiaj normą, nic jednak nie stoi na przeszkodzie by zasięg takich pocisków (odpowiadających sile rażenia 120/155 mm) zwiększyć do 1000 km, można je w większych pakietach "podwozić" w pobliże celu innymi nośnikami np. rakietami. Rozpakowywane nad danym obszarem były by naprowadzane na wybrane cele. Mając możliwość uderzania w pojedyncze cele takie jak np. czołg na odległość rzędu 1000 km i więcej wybija się z głowy drugiej stronie jakiekolwiek myśli o agresji. Można będzie już niszczyć sprzęt wyjeżdżający z fabryk, czy koszar, to oczywiście żart, ale wizja precyzyjnej walki na takich dystansach daje do myślenia...
Dropik Czwartek, 07 Września 2017, 18:06
Nikt nie atakuje czołgu z 1000 km. To nie ma sensu
tak tylko... Czwartek, 07 Września 2017, 19:41
Liczy się koszt/efekt. Jeśli jest to opłacalne, to ma to sens.
Dropik Piątek, 08 Września 2017, 9:48
Czołg z 1000 km nigdy nie będzie opłacalny
NN Piątek, 08 Września 2017, 13:57
Ależ będzie. Do T-14, przy celności 50%, opłaca się strzelać nawet z JASSM-ER.
NN Wtorek, 12 Września 2017, 10:49
T14 to makieta.
Monki Sobota, 09 Września 2017, 16:36
Chyba jak policzysz sam koszt rakiety a nie całej operacji.
man42 Czwartek, 07 Września 2017, 16:52
Pozostalo nam tylko myslenie. I przewidywanie