Funkcjonowanie reżimu dot. broni chemicznej zależy od woli państw [WYWIAD]

OPUBLIKOWANO: Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 12:21

Od tego typu dokumentów nie można oczekiwać, że okażą się magiczną różdżką rozwiązującą wszystkie problemy, ale reżim dotyczący broni chemicznej prezentuje się na tle innych dobrze” – mówi w rozmowie z Defence24 dr Marek Madej i dodaje: "Oczywiście w przypadku takiego reżimu pozostaje kwestia tego, na ile można zareagować wystarczająco skutecznie, nawet wiedząc, że dzieje się coś niedobrego. W porównaniu z innymi reżimami chemiczny daje szansę na skuteczniejszą reakcję. Wszystko jednak zależy potem od «mitycznej» woli politycznej państw".

Lidia Gibadło: Atak, do którego doszło w ubiegłym tygodniu w prowincji Idlib, nie jest pierwszym atakiem z wykorzystaniem broni chemicznej w czasie wojny w Syrii. Skąd pochodzi broń masowego rażenia użyta w Syrii?

Dr Marek Madej: Można powiedzieć, że pochodzi z „produkcji rodzimej”. Syria posiadała tę broń wcześniej i prawdopodobnie rozwijała arsenał chemiczny od lat 70. - 80. Produkcja rozpoczęła się zapewne w okolicach wojny Jom Kippur, czyli około 1973 r. Do 2013 r. Syria nie była stroną konwencji o zakazie broni chemicznej, która była tam produkowana i składowana. Po informacjach o odnotowanych przypadkach ataków chemicznych w trakcie wojny domowej prezydent Obama we współpracy z Rosją doprowadził do tego, że Syria przystąpiła do konwencji o broni chemicznej jesienią 2013 r. Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OZBC) wysłała tam swoich ekspertów, którzy zaczęli przygotowywać plany eliminacji broni chemicznej, a Syria miała w pełni ujawnić swoje zapasy i przekazać je pod międzynarodową kontrolę. Miały one trafić do utylizacji głównie w Rosji, a przynajmniej znajdować się pod ochroną rosyjską i amerykańską. Problem polega na tym, że ten proces został przerwany, a broń cały czas się tam znajduje. Nie wiem, jakie są obecne możliwości jej produkcji, ale na pewno w kilku syryjskich bazach tę broń się przechowuje. 

Zastanawia jednak dlaczego wykorzystano akurat tego typu broń. Podobnie jak po ataku w 2013 r. zdjęcia ofiar obiegły świat, wywołując oburzenie opinii publicznej i zmuszając pozostałe państwa do podjęcia działań w sprawie Syrii, co z perspektywy Damaszku nie jest korzystne. 

Rzeczywiście, powstaje pytanie o strategiczny sens takiego ataku. Jest mało prawdopodobne, aby atak był konsekwencją faktu samej dostępności tej broni, tzn. że siły rządowe akurat miały tego typu broń, więc jej użyły. Uważam, że była to pewna manifestacja. Z jednej strony środki chemiczne mogą służyć skutecznemu terroryzowaniu ludności, ich użycie jest przekroczeniem swego rodzaju tabu, więc możliwe, że atak miał służyć zastraszeniu rebeliantów. Po drugie, niewykluczone, że reżim Baszara al-Asada czuł się wystarczająco pewnie, posiadając poparcie Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, by zademonstrować to takim atakiem, na zasadzie „zobaczcie, w tym konflikcie możemy zrobić wiele, nawet popełnić tak ciężkie zbrodnie, a i tak zarówno nasza pozycja negocjacyjna, jak i wojskowa nie ulegnie zasadniczej zmianie”. Dla dużej części opinii światowej Asad i tak jest przecież zbrodniarzem wojennym, który już wcześniej używał broni chemicznej, więc gdyby doszło do jego upadku i powstała możliwość jego osądzenia, to ewentualnie dodatkowe dowody w sprawie kolejnego ataku, choć ważne, to istotnie nie zmieniałyby jego sytuacji.

Czy pozostałe państwa i Rada Bezpieczeństwa są w stanie cokolwiek zrobić? Amerykanie w tej sytuacji zdecydowali się na zbombardowanie syryjskiej bazy lotniczej.

Jeśli Rosja będzie nadal wspierać Asada równie zdecydowanie, a wszystko na to wskazuje, to mało prawdopodobne, by doszło do bardzo zdecydowanej i intensywnej reakcji. Nic nie wskazuje na to, aby Francja, Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone były zdeterminowane doprowadzić do otwartej, twardej konfrontacji z Rosją bez formalnego mandatu Rady Bezpieczeństwa (a, ten bez jej zgody jest przecież niemożliwy). Można jednak spodziewać się wzrostu wsparcia – niekoniecznie jawnego - dla niechętnych Asadowi państw regionu czy też zachęcania ich do podjęcia aktywniejszych działań. Syryjski konflikt jest tak złożony, że nie ma dla niego prostych rozwiązań, zwłaszcza przy braku determinacji i woli politycznej. W dłuższej perspektywie spodziewałbym się więc raczej działań mniej formalnych i jawnych, ale one mają małą wartość wizerunkową, a po takim ataku opina publiczna oczekuje czytelnej reakcji.

Stąd szybka decyzja prezydenta Trumpa o ataku rakietowym na jedną z syryjskim baz lotniczych, z której ponoć miał być przeprowadzony atak chemiczny na Chan Szajchun. Niemniej podkreślanie właśnie, że świadomie za cel bombardowania wybrano bazę, z której przeprowadzono ten atak świadczy moim zdaniem, że zamiarem władz USA było „ukaranie” Asada za przekroczenie pewnej granicy, ale nie znaczy to, że Stany Zjednoczone czy pozostałe państwa zachodnie skłonne są do bardziej zdecydowanych działań, zwłaszcza interwencji lądowej. Także można w tym widzieć swoisty komunikat „tego – tzn. używać broni chemicznej - robić nie wolno i na jej wykorzystanie zareagujemy szybko i zdecydowanie”, ale nie zapowiedź trwałego zaangażowania zbrojnego w celu zakończenia konfliktu. Na to zaś Rosja z pewnością zareaguje wyrazami oburzenia i przestrogami przed eskalacją konfliktu, ale niewiele więcej, choć generalnie zapewne nie zmieni też swojego stosunku do Asada.

Poza tym w Syrii i w Iraku dla Zachodu podstawowym problemem pozostaje jednak, przynajmniej na razie, Państwo Islamskie (IS), a nie Asad, co ten skrzętnie dotąd wykorzystywał. Walka z Państwem Islamskim, które znalazło się obecnie w odwrocie, wydaje się wchodzić w decydująca fazę. Dlatego dokonując w tym właśnie momencie ataku z bronią chemiczną, Asad w zasadzie umacnia swoją pozycję w wojnie w Syrii, terroryzując przeciwników, a równocześnie może przyjąć, iż ryzyko, że Zachód skoncentruje się na walce z nim, a nie IS, jest niewielkie. Z perspektywy Zachodu nie stanowi on takiego zagrożenia jak islamiści, ponieważ raczej nie jest obecnie skłonny myśleć o przygotowywaniu zamachów terrorystycznych w Paryżu czy Londynie, nie leży to w jego interesie. 

A jak ocenia Pan funkcjonowanie konwencji o zakazie broni chemicznej na tle innych tego typu konwencji? 

Od tego typu dokumentów nie można oczekiwać, że okażą się magiczną różdżką rozwiązującą wszystkie problemy, ale reżim dotyczący broni chemicznej prezentuje się na tle innych dobrze. Po pierwsze, ma niemal globalny zasięg, bo poza reżimem znajdują się jedynie Korea Północna, Sudan Południowy, Izrael i Egipt. Poza tym przystąpienie do konwencji wiąże się ze zgodą na nadzór ze strony OZBC, państwa muszą więc liczyć się z możliwością kontroli. Co prawda istniejące arsenały broni chemicznej są niszczone bardzo wolno, a początkowe terminy w tym względzie zostały już bardzo dawno przekroczone. Szczególnie wolno przebiega to w Rosji i Stanach Zjednoczonych, gdzie wciąż znaczna część arsenałów idąca w setki ton nie została zutylizowana. 

Konwencja na szczęście uwzględnia kwestię prekursorów, czyli środków do wyprodukowania broni chemicznej i one też znajdują się pod pewną kontrolą, bo w przypadku broni chemicznej możliwa jest produkcja w odpowiednio przystosowanych cywilnych zakładach chemicznych. Stąd kontrola nad prekursorami pozwala na wcześniejsze zorientowanie się, czy ktoś nie zamierza za ich pomocą wyprodukować broni i ogranicza ryzyko rozpoczęcia takiej produkcji. 

Oczywiście w przypadku takiego reżimu pozostaje kwestia tego, na ile można zareagować wystarczająco skutecznie, nawet wiedząc, że dzieje się coś niedobrego. W porównaniu z innymi reżimami chemiczny daje szansę na skuteczniejszą reakcję. Wszystko jednak zależy potem od „mitycznej” woli politycznej państw. 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Lidia Gibadło


Dr Marek Madej - Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Studium Bezpieczeństwa Narodowego (2001). W Instytucie od 2001 r., adiunkt od 2007 r. W latach 2006-2010 główny specjalista - analityk w Polskim Istytucie Stosunków Międzynarodowych. Jest jednym ze współautorów publikacji "Legitimacy and Drones: Investigating the Legality, Morality and Efficacy of UCAVs" pod redakcją Stevena Barela.
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

13 komentarzy

yaro Czwartek, 13 Kwietnia 2017, 12:23
Międzynarodowa koalicja przeprowadziła wczoraj nalot na magazyn z bronią chemiczną PI w prowincji Dajr az-Zaur - sztab generalny sił zbrojnych Syrii.

Według dowództwa syryjskiej armii skutki nalotu koalicji na magazyn PI w syryjskim Dajr az-Zaur dowodzą posiadania przez terrorystów broni chemicznej.

Nalot sił powietrznych koalicji dowodzonej przez USA na sztab i magazyny ugrupowania terrorystycznego Państwo Islamskie (zakazane w Rosji PI) w rejonie Dżałta pod miastem Dajr az-Zaur (420 km od Damaszku) doprowadził do zatrucia setek ludzi. Czytamy o tym w oświadczeniu dowództwa syryjskich sił zbrojnych udostępnionym dzisiaj przez agencję SANA.
Jamajczyk Środa, 12 Kwietnia 2017, 12:57
Nie wierze, że to zrobił. Nie teraz. Prowokacja z Turcją (?) w tle ...
Doktor Środa, 12 Kwietnia 2017, 11:00
To teraz prosimy o wywiad ze specjalista ds. broni chemicznej. Który to powie, że np. sarin ma określony okres przydatności do użycia i raczej zapasy z roku 2012-2013 już do niczego by się nie nadawały. Albo to, że sarin atakuje nawet przez skore, wiec zdjęcia "Białych hełmów" "ratujących" ofiary ataku bez żadnych kombinezonów ochronnych to czysta propaganda.
aro Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 18:25
sterroryzować swoich przeciwników? to przez te kilka lat wojny zostali niedostatecznie sterroryzowani? poza tym co to za broń masowego rażenia pierwszy lepszy ostrzał artyleryjski lub kilka najzwyklejszych bomb zrzuconych na jakieś zamieszkane przez cywilów tereny też skończą się kilkudziesięcioma ofiarami, co najmniej, ogólnie coś mi mówi że zwykłe noże i maczety zebrały tam większe żniwo niż ta cała broń masowego rażenia
anda Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 17:10
niestety ale opowiadasz Pan bajki, można znaleść filmiki jak cała prowokacja była przygotowana z aktorami grającymi te same role w różnych konfiguracjach ato szpital zbombardowany / w zachodnim Aleppo tych szpitali było więcej niż w połowie Europy - bogaty kraj ta Syria skoro stać ją było na tyle szpitali /, ato przedszkole itp a ponadto opublikowano trasy lotów samolotów syryjskich i jakoś tam nie widać, że by latały tam syryjskie samoloty.
Macorr Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 15:51
Dobry wywiad, szczególnie polecany dla wszystkich gdybaczy i wielbicieli teorii spiskowych którzy twierdzili że atak Assada nie wchodzi w grę, bo "mu sie to nieopłaca". I to mimo wiarygodnych źródeł które mowiły o tym , iż inne rozwiązanie (np. wybuch składu,fabryki rebeliantów) nie wchodzi w grę ze względny na właściwości Sarinu.
Bunio Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 16:45
Ale akurat w tym wywiadzie niespecjalnie przekonująco obala się tezę o nieopłacalności ataku dla Assada. Nie ma też mowy o teoriach alternatywnych. Możesz rozświetlić temat owych źródeł, które wykluczają wybuch rebelianckiego składu, i jakie konkretnie własności sarinu czynia to nieprawdopodobnym?
Macorr Środa, 12 Kwietnia 2017, 8:26
Poczytaj Bellingcat
Doktor Środa, 12 Kwietnia 2017, 14:26
OK. Pisza o tym, ze SU-22 przeprowadził atak, odpalając 4 rakiety. Czy "specjaliści" z Bellingcat wiedza, ze broni chemiczna przenoszona jest w bombach, a nie rakietowych pociskach lotniczych? Co więcej: to, ze "rebelianci" podają wcześniejszy czas ataku (a za nimi Pentagon), świadczyć może o tym, ze cale zajście zostało sfingowane.
Macorr Środa, 12 Kwietnia 2017, 16:59
A późniejszy kto podaje - Rosjanie przez "Sputnika"? Jeśli tak to masz bardzo wiarygodne źródło danych.. Sfingowane przez kogo? Twierdzisz że nie było ataku chemicznego? Jakie zapasy Sarinu? Dobrze wiesz że to gaz dwuskładnikowy który trzeba przygotować przed atakiem, bo inaczej jak sam zauważasz w innym poście do niczego sie nie nadaje po pewnym czasie. Poza tym Dr Madej jest w tej dziedzinie specjalista i jesli on potwierdza tę informacje to bardziej wierze jemu niz "Sputnikowi"
Wisla Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 14:13
To w końcu jakiej chemii faktycznie użyto?
Już pomijam samą kwestię kto i dlaczego.
Urko Wtorek, 11 Kwietnia 2017, 16:01
Relacje świadków są sprzeczne i mogą świadczyć o całej gamie różnych środków chemicznych jak też reakcje psychotyczne, gdy niektórzy ludzie twierdzili, że natychmiast po tym jak zobaczyli spadające bomby zaczęli odczuwać pieczenie oczu i trudności oddychania. Czyli bez typowego dla niektórych środków okresu utajenia, czy nawet czasu na przemieszczenie się skażenia. Jedyną rzeczą którą się powinniśmy kierować oceniając to wydarzenie, to badania laboratoryjne odpowiednich próbek pobranych od ofiar oraz obdukcji. Co do związków fosforoorganicznych, do których zalicza się sarin, najpewniejsze są dwa badania: oznaczenie poziomu metabolitów w moczu (u żywych poszkodowanych) i aktywności enzymu cholinesterazy zawartego w osoczu krwi. Oba badania są tanie i dobrze znane. Szczególnie w USA, gdzie związki fosforoorganiczne są szeroko stosowane w rolnictwie i do "odkażania" starych domów. Są nawet ciekawe publikacje, z których wynika, że amerykańscy analitycy potrafią wykryć metabolity tych trucizn u ludzi mieszkający w domach nawet po pół roku od wykonania zabiegu "odkażania". Więc w tym wypadku, wykrycie sarinu też nie powinno sprawiać trudności.
Pudel Środa, 12 Kwietnia 2017, 10:49
Na razie jednak niczego nie udowodniono, a wszystko ciągle opiera się na pogloskach strony islamistycznej. Ale nagonka się nakręca.