Amerykanie zrzucili 26 tys. bomb na terrorystów

OPUBLIKOWANO: Wtorek, 10 Stycznia 2017, 12:00
F-15E Incilrik

Amerykańskie lotnictwo wykorzystało do ataków na grupy terrorystyczne ponad 26 tysięcy bomb w 2016 roku – donosi Council on Foreign Relations.

Jak obliczył Micah Zenko z Council on Foreign Relations, amerykańskie lotnictwo zrzuciło w 2016 roku ponad 26 tysięcy „bomb” na cele w Iraku, Afganistanie, Libii, Syrii, a także w Jemenie, Pakistanie (3 bomby) i Somalii. Prawdopodobnie liczba ta obejmuje zarówno kierowane bomby takie jak JDAM czy Paveway, jak i pociski powietrze-ziemia klasy AGM-65 Maverick, APKWS lub podobne.

Przytaczane dane świadczą o intensywności kampanii powietrznych, prowadzonych przeciwko ekstremistom. Oczywiście, obrazują one też zakres strat/szkód ubocznych, jakie mogą być powodowane, zarówno wśród ludności cywilnej jak i infrastruktury, budynków etc. Z drugiej strony, są dowodem na bardzo znaczące koszty prowadzonych operacji.

Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych co do zasady wykorzystują bowiem środki precyzyjnego rażenia (bomby i pociski kierowane), oprócz tego w pewnym zakresie używana jest też broń pokładowa (działka), czy pociski artyleryjskie systemów naziemnych (lufowych i rakietowych) – w tym na przykład GMLRS. Pomimo wysiłków na rzecz zmniejszenia kosztów broni precyzyjnej, np. poprzez opracowanie systemów takich jak Active Precision Kill Weapon System bazujących na rakietach 70 mm i wykorzystujących dość prosty system naprowadzania laserowego, większość tego typu ataków to koszt rzędu minimum kilkudziesięciu tysięcy dolarów.

Oficjalne dane USA wskazują, że koszt operacji Inherent Resolve, skierowanej przeciwko Daesh i realizowanej głównie w Iraku i Syrii (w Libii zakończono już działania) wyniósł 10 mld USD do października 2016 roku. Jest ona prowadzona od sierpnia 2014 roku, a więc od rozpoczęcia ataków na cele terrorystów w Iraku.

Obecnie jednak trudno znaleźć realną alternatywę dla wykonywania uderzeń, ich wpływ na zatrzymanie i zepchnięcie do defensywy terrorystów nie budzi bowiem większych wątpliwości, szczególnie w Iraku. Należy jednak pamiętać, że po zakończeniu operacji niezbędne będzie przeznaczenie bardzo dużych środków finansowych na pomoc rozwojową i jednoczesne utrzymanie obecności wojskowej w takim stopniu, w jakim będzie to potrzebne. Doświadczenia z całkowitego wycofania Amerykanów z Iraku w 2011 roku, a także zbyt szybkiej i za szerokiej redukcji obecności w Afganistanie około 2014 roku wskazują jednoznacznie, że państwa, w których prowadzono działania interwencyjne muszą być trwale i istotnie wspierane, w innym wypadku grozi im destabilizacja.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

Przeładuj

5 komentarzy

dropik Środa, 11 Stycznia 2017, 7:03
ile bomb jest w naszych magazynach? pińćset czy dwa tysiaki ? Tu wiadać skalę zapotrzebowania . przecież oni walcza z "dzikusami" ;)
wtf? Wtorek, 10 Stycznia 2017, 23:30
od kiedy cywile to terroryści ?
Podpułkownik Wareda Środa, 11 Stycznia 2017, 10:12
wtf?!

Od chwili, kiedy cywile dokonują ataków terrorystycznych - są terrorystami!
Ale ostatecznie, nie musisz bandziorów i morderców nazywać: "terrorystami". Zupełnie swobodnie, możesz ich nazywać zamiennie: "Aniołami śmierci"!
Nomenklatura Środa, 11 Stycznia 2017, 11:02
Można ich też nazywać "rebeliantami". Wszystko zależy od tego czyje interesy reprezentują terroryści.
Boom Wtorek, 10 Stycznia 2017, 17:56
Z czego 20 tysięcy nie wybuchło bo było zasobnikami ze wsparciem materiałowym.