Rok 2016 dla polskiej zbrojeniówki: Postęp, czy spór o metodę? [OPINIA]

OPUBLIKOWANO: Piątek, 30 Grudnia 2016, 17:45
Leopard 2PL
Mi-24 polski
F-16 Polska
Piorun Macierewicz Siwko
Kormoran
Newa
  • Leopard 2PL
  • Mi-24 polski
  • F-16 Polska
  • Piorun Macierewicz Siwko
  • Kormoran
  • Newa

Nie ma fizycznej możliwości sformułowania takiego podsumowania roku 2016 w polskim przemyśle zbrojeniowym, który usatysfakcjonowałby wszystkich. Każda opinia będzie kontestowana, a mechanizmem tę kontestację napędzającym będzie polityczny pryzmat, przez który spogląda się na rzeczywistość. Pomimo tego, warto podjąć próbę analizy i oceny działalności polskiego przemysłu zbrojeniowego w ramach modernizacji armii – pisze Jerzy Reszczyński.

Decyzja z listopada 2015 r. o podporządkowaniu Ministerstwu Obrony Narodowej spółek skarbu państwa tworzących polski sektor zbrojeniowy była – trudno oprzeć się takiemu przeświadczeniu – motywowana politycznie i uzasadniona wynikami ustaleń Najwyższej Izby Kontroli. NIK, negatywnie oceniając proces konsolidacji branży w obrębie Grupy BUMAR, miała ustalić, że poprzedni rząd koalicyjny PO-PSL od 2009 r. miał „badać możliwość”, a w latach 2012 i 2014 – dwukrotnie podejmować próby,  przynajmniej częściowego, sprywatyzowania branży. Krokiem w tym kierunku miała być decyzja o wprowadzeniu ówczesnej Grupy BUMAR na giełdę.

Nadzór MON nad spółkami branży zbrojeniowej, formalnie podległym resortom gospodarczym, miał nie tylko zablokować ten kierunek reformowania branży, ale również doprowadzić do tego, że zostanie „wypracowana odpowiednia struktura umożliwiająca resortowi wykonywanie uprawnień do nadzoru nad przemysłem zbrojeniowym”, co miało stać się zadaniem wiceszefa MON Bartosza Kownackiego. Ten sam polityk pod koniec roku 2016 powiedział m.in.:

Ten rok został bardzo dobrze przepracowany, jeśli chodzi o kwestie obronności. W tym zasługa oczywiście całego rządu, ale w pierwszej kolejności ministra Antoniego Macierewicza. Dzięki jego pracy w ministerstwie doszło do zmian, które zwiększyły nasze bezpieczeństwo w każdym wymiarze.

sekretarz stanu w MON Bartosz Kownacki

W kilku swoich publicznych wypowiedziach zarówno premier Beata Szydło, jak i minister obrony Antoni Macierewicz z naciskiem podkreślali, że „polskie zakłady zbrojeniowe powinny być tymi, które stanowią podstawę produkcji wyposażenia dla polskiej armii”.

Odnosząc się bezpośrednio do przemysłowego fundamentu bezpieczeństwa obronnego Polski, oraz mówiąc o zmianie polityki w stosunku do zagranicznych partnerów strategicznych programów zbrojeniowych Polski, opisanych m.in. w Planie Modernizacji Technicznej, Bartosz Kownacki stwierdził:

Nikt wcześniej nie stawiał żądań, nikt nie mówił o warunkach przemysłowych, a ewentualni referenci mieli świadomość, że tamten rząd ostatecznie się ugnie. Dzisiaj jest już jasne, że my chcemy rozmawiać, chcemy być partnerem i jesteśmy gotowi płacić uczciwe pieniądze, ale z drugiej strony oczekujemy uczciwego i rzetelnego traktowania. To jest cały pozytyw obecnej sytuacji.

sekretarz stanu w MON Bartosz Kownacki

W kontekście takich założeń i deklaracji trudno nie podjąć próby oceny tego, jak po roku realizowane są ówczesne założenia i deklaracje.

Jednym z największych beneficjentów zawartych w 2016 r. kontraktów z polskim przemysłem zbrojeniowym są Wojska Rakietowe i Artylerii, dla których MON zakontraktował działa i moździerze samobieżne o wartości ponad 5,6 miliarda zł. Fot. J. Reszczyński

W czasie odbywającej się w KPRM w połowie grudnia konferencji pod hasłem „dobry rok” A. Macierewicz podsumował kończący się 2016 r. tak:

Niesłychanie istotnym zadaniem jest modernizacja techniczna armii. W tym celu, w tym roku zostało podpisanych ponad 100 umów. Będzie to pierwszy rok, od 8 lat, kiedy w pełni zostaną wykorzystane finanse, jakie społeczeństwo, poprzez budżet, przeznaczyło na wojsko. Jeszcze w tym roku chcemy podpisać najważniejszy kontrakt, jaki jest przed nami, związany z bezpieczeństwem antyrakietowym, chcemy podpisać kontrakt na obronę powietrzną Wisła. Strona amerykańska zgodziła się, co jest bezprecedensowe i stanowi nowy wyznacznik w kontraktach zagranicznych, by ponad 50 proc. produkcji przy tym kontrakcie było kierowane i realizowane w polskich zakładach pracy

Szef MON, Antoni Macierewicz

W połowie roku 2016 sekretarz stanu MON Bartosz Kownacki potwierdził, że uczynione jeszcze w kwietniu przez ministra Macierewicza analizy nierealności realizacji PMT w założonym wymiarze rzeczowym i finansowym, są poprawne. Na jego realizację, w przyjętej przez poprzednią władzę postaci, potrzebnych byłoby ok. 235 mld zł. Oznacza to, że cały projekt został niedoszacowany o ok. 100 mld złotych. Była to zapowiedź rychłej „redefinicji PMT”, co nastąpiło jesienią. Nowy Program Modernizacji został przyjęty, jednak jego treści nie przekazano opinii publicznej. Jej musiały wystarczyć stwierdzenia, iż „w ubiegłych latach nie wykorzystywano w pełni budżetu przeznaczonego na obronność z powodu korupcji i nieudolności aparatu administracyjnego wojska”, i że tegoroczny, już skorygowany plan wykonany zostanie w stu procentach.

Faktem poza dyskusją jest, że wejście MON w nowy model relacji z przemysłem zbrojeniowym było mocne. Już w końcu 2015 r. MON zawarło kontrakt o wartości 2,415 miliarda złotych na modernizację 128 czołgów „Leopard” 2A4 do wersji 2PL, z opcją na modernizację 14 kolejnych wozów. Realizacja seryjnych dostaw ma nastąpić w latach 2018-2020. Kwestię amunicji do czołgów tego typu w pewnym stopniu reguluje zawarty w listopadzie 2014 r. kontrakt o wartości 240 mln. zł na dostawę partii 13 tys. pocisków podkalibrowych APFSDS-T, opracowanych w celu zastąpienia niemieckiej amunicji typu DM-33A1, dostarczonych wraz z czołgami. Dostawy, zatwierdzone jeszcze przez poprzednie kierownictwo MON, mają zostać zakończone do 2017 r. Otwarta natomiast pozostaje kwestia pozyskania amunicji przeciwpancernej o podwyższonych parametrach, do wykorzystania której dostosowane zostaną czołgi Leopard 2PL po modernizacji.

Czytaj więcej: Amunicyjno-artyleryjska karuzela w Sejmie. Prace nad pociskami dla Raka, Kraba, Leopardów…

Leopard 2PL

W trakcie MSPO 2016 zaprezentowano demonstrator czołgu Leopard 2PL. Fot. R. Surdacki/Defence24.pl.

Częścią tej ofensywy, ukierunkowanej na zasilanie zamówieniami głównie polskich przedsiębiorstw zbrojeniowych, stał się zawarty także jeszcze pod koniec 2015 r. kontrakt na 79 samobieżnych zestawów przeciwlotniczych bliskiego zasięgu „Poprad”, które PIT-RADWAR ma dostarczyć w latach 2018-2021. Wartość tego kontraktu to 1 083,5 mln zł.

Dalej już tak "wystrzałowo" nie było. W przekazach MON zaczęły coraz częściej pojawiać się komunikaty zastanawiające bądź w pewnym stopniu niespójne. Przede wszystkim – zabrakło w nich jednoznacznych sygnałów odnoszących się do części spośród tych programów, których priorytetowość i znaczenie dla poziomu bezpieczeństwa państwa są uznawane w zasadzie niezależnie od zmiennej koniunktury politycznej.

Dotyczy to w pierwszej kolejności strategicznych decyzji dotyczących modernizacji Marynarki Wojennej, głównie – pozyskania nowych okrętów podwodnych. O ile wyposażenie okrętów w „odstraszające” pociski manewrujące jest raczej przesądzone, to pytania czy i w jakim zakresie polski przemysł stoczniowy ma uczestniczyć w ich projektowaniu i budowie, czy program należy realizować samodzielnie, czy połączyć go z programem któregoś z krajów NATO pozostają oficjalnie nierozstrzygnięte.

Ze wstępnych założeń ujawnionych przez płk Stanisława Curyło wynika, że pierwszy okręt miałby zostać dostarczony do 2024 roku. Prowadzone postępowanie na okręty obrony wybrzeża „Miecznik” i patrolowce z możliwością zwalczania min „Czapla” zostało unieważnione. Dostawy nowych jednostek nawodnych opóźnią się, choć resort obrony zapowiada, że realizacja „Miecznika” ruszy już w przyszłym roku. Na sprzedaż wystawiono Stocznię Marynarki Wojennej, która pierwotnie miała być liderem konsorcjum realizującego te dwa programy.

Kormoran

Program niszczyciela min "Kormoran II" jest postrzegany jako jeden z niewielu projektów okrętowych, realizowanych z powodzeniem. Fot. Andrzej Nitka/Defence24.pl

Dla polskiego przemysłu stoczniowego pigułką osładzającą gorycz braku jasnej perspektywy rozwoju powiązanego w tym strategicznym programem stała się decyzja z 23 grudnia 2016 r. o ponownym wyborze stoczni Remontowa Shipbuilding SA z Gdańska na wykonawcę sześciu holowników o wyporności do 350 ton na potrzeby Marynarki Wojennej RP. Trwającą dwa lata walkę o ten kontrakt stoczyło, z wykorzystaniem Krajowej Izby Odwoławczej, oprócz zwycięzcy, także konsorcjum z udziałem Stoczni Remontowej Nauta SA z Gdyni i Morskiej Stoczni Remontowej Gryfia SA ze Szczecina (wcześniej odpadło konsorcjum z udziałem Damen Shipyards Gdynia SA i Stoczni Marynarki Wojennej SA w upadłości likwidacyjnej z Gdyni). Determinacja walczących o kontrakt podmiotów świadczy o sytuacji w tym sektorze przemysłu zbrojeniowego.

Nawet przy wyjątkowej kumulacji optymizmu i dobrej woli trudno uznać za sukces polskiego przemysłu stoczniowego oraz MON potwierdzenie faktu, iż dopiero w 2018 r. (i to przy sprzyjających okolicznościach) wyjdzie w swój pierwszy rejs patrolowiec ORP „Ślązak”, budowany przez Stocznię Marynarki Wojennej SA od… 2001 r. w ramach programu „Gawron” jako wielozadaniowa korweta, zwodowany i ochrzczony w lipcu 2015 r. W projekt ten dotychczas włożono ponad 1,1 miliarda złotych. Jeszcze poprzednie kierownictwo MON zakładało, że okręt miał wejść do służby w 2016 r.

Światełkiem w stoczniowym tunelu stało się skierowanie w połowie lipca na próby morskie zbudowanego przez Stocznię Remontową Shipbulding SA w Gdańsku  niszczyciela min ORP „Kormoran” (proj. 601). Kontrakt na realizację pracy rozwojowej dotyczącej zaprojektowania i budowy prototypowego niszczyciela min podpisano 23 września 2013 r.

Podobnie jak w przypadku programu „Orka” nie zapadły żadne znane opinii publicznej rozstrzygnięcia wobec programu rakietowego WR-300 „Homar”. Przede wszystkim nie zapadła żadna decyzja polityczna dotycząca wskazania przez stronę rządową strategicznego partnera zagranicznego. MON zasłania się niemocą przemysłu, który jakoby nie jest zdolny przedłożyć konkretną ofertę. Rolą polityki jest jednak zdecydowanie się na to, z jakim partnerem Polska chce się w tym strategicznym programie związać. Wciąż nie dokonano wyboru pomiędzy konkurencyjnymi ofertami ze strony przemysłów rakietowych Izraela i USA, choć przemysł dokonał głębokich analiz technicznych oraz biznesowych, i deklaruje gotowość realizacji każdej z dwóch ścieżek współpracy z jednakowym zaangażowaniem.

Newa

Następcy zestawów Newa-SC, w ramach programów Wisła i Narew, nie zostali określeni, choć w tym pierwszym wypadku MON podjął konkretne kroki, a ostateczne rozstrzygnięcia są zależne też od postępów programów modernizacyjnych US Army. Fot. sierż. Paweł Erdmann/33drop.wp.mil.pl

Jeśli chodzi o system obrony powietrznej Wisła, na początku września wysłano wniosek Letter of Request w sprawie dostaw zestawów Patriot koncernu Raytheon z modułem zarządzania obroną powietrzną IBCS, budowany przez Northrop Grumman. Jednocześnie skierowano do strony amerykańskiej zapytanie o rozszerzoną informację dotyczącą systemu MEADS, nadal branego pod uwagę w programie Wisła. Nie można wykluczyć, że wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie będzie mieć też przebieg programu IBCS w USA – przejście do fazy produkcyjnej zostało nieco opóźnione w stosunku do wcześniejszych planów, co może wywrzeć wpływ na uzyskanie zgody na eksport. Przedstawiciele obecnego rządu zwracają uwagę na zapewnienie uzyskane od Raytheon, zgodnie z którym 50% prac związanych z budową systemu Patriot dla Polski miałoby być realizowane w kraju.

Czytaj więcej: MON o Wiśle: IBCS kluczowym elementem. „Rozważane są różne scenariusze” 

Każdy z tych programów, z uwagi na ich ciężar finansowy, musi z definicji zawierać istotny udział polskiego przemysłu zbrojeniowego w wytwarzaniu przynajmniej komponentów wymienionych systemów. Wymaga to nie tylko oceny zdolności i kompetencji określonych i wskazanych do realizacji tych programów przedsiębiorstw, ale też ich przygotowania pod względem potencjału technologiczno-kadrowego oraz wypracowania, przez MON przede wszystkim, ewentualnych programów wsparcia, a także określenia zakresu i priorytetów obszarów polonizacji systemów, transferu do polskiego przemysłu odpowiednich technologii itp.

Złożoność materii jest tak duża, że istnieją obawy, że w ramach obecnych mechanizmów decyzyjnych procesy te będą się znacznie rozciągać w czasie. Przykładem niejasności w działaniu na tym polu jest kwestia programu wymiany floty śmigłowców wielozadaniowych. Po zdystansowaniu się od rozstrzygnięcia dokonanego przez poprzednią ekipę MON wydał szereg komunikatów. Minister Macierewicz zadeklarował zakup śmigłowców Black Hawk z zakładów w Mielcu, jednak jak na razie nie został on zrealizowany. Szef MON wskazywał też że w modernizacji parku śmigłowców ma uczestniczyć PZL Świdnik. Jak na razie resort dąży do zakupu 14 śmigłowców wielozadaniowych dla Wojsk Specjalnych i Marynarki Wojennej w ramach pilnej potrzeby operacyjnej, obok wymienionych zakładów do postępowania „zgłosiły się” też Airbus Helicopters i Bell.

Sprawa Caracali mogła się odbić na relacjach polsko-francuskich, zwłaszcza biorąc pod uwagę wypowiedzi na temat rzekomego oddania sprzedanych Egiptowi desantowców „Mistral” za przysłowiowego dolara marynarce Federacji Rosyjskiej. Nadal nierozwiązana jest luka sprzętowa morskim oraz systemie bezpieczeństwa w polskiej strefie brzegowej, tworząca się po wymuszonym z powodów resursowych wycofywaniu śmigłowców z rodziny Mi-14, pełniących misje SAR i ZOP. Używane przez Polskę maszyny wyprodukowane zostały w latach 1980 i 1983, a użytkowane były od 1981 i 1984 r. W połowie grudnia poinformowano o podpisaniu przez PGZ listu intencyjnego z Bell Helicopters w sprawie ewentualnego pozyskania – w ramach programu „Kruk” – śmigłowców uderzeniowych AH-1Z „Viper”, Polska Grupa Zbrojeniowa wcześniej sygnowała też list intencyjny z koncernem Boeing, proponującym AH-64E Apache Guardian. Kwestia przyszłego śmigłowca szturmowego pozostaje nierozwiązana.

Mi-24 polski

Nadal nierozwiązana jest kwestia następcy śmigłowców Mi-24. Fot. por. nawig. Ryszard Sikora

Od 2017 r. rozpoczyna się stopniowe wycofywanie pierwszych spośród niespełna 30 śmigłowców Mi-24, których najstarsze egzemplarze służą w naszym wojsku od 1978 r. Ich dalsze utrzymywanie w służbie staje się nieracjonalnie technicznie i ekonomicznie, zaś perspektywy ich głębokiej modernizacji – we współpracy z przemysłem ukraińskim – budzą duże wątpliwości co do opłacalności i wykonalności, zwłaszcza w odniesieniu do najstarszych maszyn wersji D. Od lat wszystkie te śmigłowce nie dysponują podstawowym w zasadzie uzbrojeniem – kierowanymi pociskami przeciwpancernymi.

Oficjalnie przetarg w ramach programu „Kruk” ma ruszyć w 2017 r., i w tym samym roku nastąpić ma podpisanie umowy. Oprócz „Vipera” i „Apache Guardiana” pretendentami do kontraktu mogą być Airbus Helicopters „Tiger”, i T-129 ATAK. Wszyscy oferenci deklarują, że podjęli rozmowy dotyczące współpracy przemysłowej, w tym ze spółkami skupionymi wokół PGZ.

MON chciałby pozyskać nowe śmigłowce uderzeniowe do 2022 r. (16 maszyn), i kolejnych 16 po tej dacie. Eksperci mają duże wątpliwości, czy możliwe będzie przeprowadzenie w tak napiętych terminach zarówno postępowania przetargowego, odbycie skomplikowanych negocjacji biznesowych łącznie z pakietem umów offsetowych, jak i pozyskanie technologii. Dostawa 16 śmigłowców z pierwszej partii miałoby rozpocząć się w dwa lata od daty podpisania umowy, czyli, według MON i PGZ, już w 2019 r.

W zakresie nowego systemu broni strzeleckiej MSBS podpisano jedynie kontrakty na broń reprezentacyjną (dla armii, a następnie dla Służby Więziennej). Wojsko zdecydowało się na zamówienie  w Fabryce Broni „Łucznik” sp. z o.o.”, ponad 26 tys. szt. karabinków szturmowych 5,56 mm wz. 96 „Beryl” i karabinków 5,56 mm wz. 96 „Mini Beryl”. Dostawa ma zostać wykonana w latach 2016-2019, obejmie dostawę 17 621 kompletów karabinka „Beryl” i 8 400 kompletów karabinka „Mini Beryl”. Wartość kontraktu wynosi 156,14 mln zł (średnio – 6 tys. zł za jednostkę broni). We wrześniu zawarto kolejny kontrakt na 3034 karabinów szturmowych „Beryl” i 206 karabinków „Mini Beryl”, o wartości przekraczającej 19 mln zł.

Realizowany od 2007 r. „Tytan” (Zaawansowany Indywidualny System Walki), co MON potwierdziło w 2014 r. umową ramową, miałby powstać w liczbie 14 tys. zestawów za które MON miałby zapłacić 4 miliardy złotych. Choć, według założeń, dokumentacja techniczna oraz prototyp „Tytana” mają być gotowe do 2017 r., a od 2018 r. będzie można składać zamówienia na dostawę zestawów, jest to jedna z trudniejszych do ostatecznego zweryfikowania idei polskiej zbrojeniówki. Wbrew pozorom – wywiera ona już nawet na tym etapie wpływ na inne programy i rozwiązania w nich przyjmowane (np. na program nowego pływającego BWP, od którego oczekuje się zdolności transportowania żołnierzy z „Tytanem”, choć jego konfiguracja nie została do końca określona). W bardzo skomplikowanym programie uczestniczy 13 polskich firm i jednostek badawczych, a liderem konsorcjum jest PCO (d. Bumar-Żołnierz). Dopiero za kilka miesięcy dowiemy się, na ile założenia dotyczące ambitnego programu sprawdzą się. 

Czytaj więcej: Tytan idzie do armii w 2020 roku

MON – pomimo werbalnego odcinania się od polityki poprzedniej ekipy – w polityce zakupowej w pewnym stopniu kieruje się „mapą drogową” wyznaczoną przez programy pozostawione w stadium wysokiego zaawansowania przez poprzedni rząd. Przykładem takiej sytuacji są zamówienia dla Wojsk Rakietowych i Artylerii, największego beneficjenta tegorocznych zamówień resortu, kierowane w znacznej mierze do ich podstawowego dostawcy – HSW SA. Pod koniec kwietnia kontraktem o wartości blisko 970 milionów złotych na dostawę wyposażenia 8 kompanii wsparcia z 64 samobieżnymi moździerzami 120 mm „Rak”, zakończono rozpoczęty jeszcze w 2007 r. program, którego efektem jest wprowadzenie na uzbrojenie całkowicie polskiej konstrukcji i produkcji systemu wsparcia artyleryjskiego dla jednostek zmechanizowanych.

Dostawy sprzętu na nośniku kołowym KTO „Rosomak” powinny zakończyć się w 2019 r. Pod koniec roku, 14 grudnia, podpisano kolejny kontrakt, kończący zainaugurowany w 1999 r., prowadzony z licznymi „przygodami”, program artylerii samobieżnej 155 mm „Regina”. Do 2024 r. WRiA otrzymają – poza 24 działami oraz grupą pojazdów towarzyszących, których dostawa już jest realizowana – kolejne cztery dywizjonowe moduły ogniowe liczące łącznie 96 dział. Każdy DMO liczy ponad 40 pojazdów (w tym 24 gąsienicowe sah „Krab”). Wartość kontraktu – ponad 4,6 miliarda złotych.

Niejednoznaczne, a czasami wręcz sprzeczne z sobą, przekazy MON, IU oraz przemysłu, nie pozwalają na jednoznaczne oceny sytuacji związanej z aktualnym stanem zaawansowania programów amunicyjnych, związanych z tymi systemami artyleryjskimi. Stanowią one bardzo poważne wyzwanie dla wszystkich zaangażowanych podmiotów, zarówno ze strony wojska i przemysłu, i to na wielu płaszczyznach. Raz, że środki ogniowe „Rak” i „Krab” wchodzą w najbliższych miesiącach do jednostek, i ich obsługi powinny mieć możliwość odbywania treningów artyleryjskich. Dwa, że pod względem wartości programy amunicyjne, które będą musiały funkcjonować przez cały okres życia środków ogniowych, będą generować bardzo znaczącą część przychodów całej PGZ.

F-16 Polska

W 2016 roku zawarto też umowy, wzmacniające uzbrojenie polskich myśliwców F-16, zarówno w zakresie powietrze-powietrze, jak i powietrze-ziemia. Fot. US DoD

Łącznie w kontraktem na KMO „Rak” Huta Stalowa Wola SA w 2016 r. otrzymała od MON umowy o wartości ok. 5,7 miliarda złotych. W przypadku HSW SA to nie koniec osiągnięć, jako że spółka ta jest właścicielem 100 proc. udziałów fabryki samochodów Jelcz oraz 50 proc. udziałów spółki AUTOSAN, zakupionej na wiosnę 2016 r. Ta ostatnia akwizycja nie tylko zwiększyła kapitał HSW i PGZ, ale też przyczyniła się do zwiększenia potencjału Grupy w perspektywie czekających ją wyzwań, związanych z realizacją m.in. programu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej średniego zasięgu.

1 grudnia PGZ, AUTOSAN i amerykański koncern Raytheon, postrzegany jako pretendent do roli partnera w programie „Wisła”, podpisały list intencyjny dotyczący współpracy związanej z programem obrony powietrznej. Włączenie spółki z Sanoka do globalnego łańcucha dostaw systemu „Patriot” i uczynienie z niego centrum serwisowego, ma otworzyć drogę do sfinalizowania tego projektu, jakim jest zapewnienie produkcji i realizacji dostawy Siłom Zbrojnym RP w najbliższych latach obronnego systemu antyrakietowego. „Jelcz” z kolei realizuje już dostawy popularnych ciężarówek 4 x 4 z pierwszej partii 910 szt. zakontraktowanych w roku 2013.

Kontrakt wart 400 mln. zł ma zostać zrealizowany do 2018 r., po czym spodziewane są zamówienia na kolejne transze ciężarówek z rodziny 442, niezależnie od udziału tej spółki w realizacji swej części kontraktów na systemy „Regina” i „Rak” (pojazdy logistyczne) i przygotowania potencjału do zaangażowania się w seryjną produkcję nośników dla, prawdopodobnego, trzeciego dywizjonu dla Morskiej Jednostki Rakietowej, „Homara”, „Kryla” oraz komponentów „Wisły” i najprawdopodobniej „Noteci”.

Przyspieszenie działań MON na polu zawierania nowych umów przypomina działanie z końca roku 2015, kiedy nieomal co tydzień podpisywano „tłusty” kontrakt. Częściowo można to zrozumieć, jeśli wsłuchać się we wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli opozycji, powołującej się na oficjalne dane… MON, iż do końca września resort wykorzystał tylko 28 proc. zapisanych w budżecie funduszy na modernizację armii, co oznacza, iż Inspektorat Uzbrojenia, odpowiedzialny za najważniejsze zakupy dla polskiej armii, wydał w pierwszych trzech kwartałach 1,9 mld zł mając do dyspozycji 7,2 mld zł. 26 października na konferencji prasowej wicedyrektor Centrum Operacyjnego MON Beata Perkowska poinformowała, że po raz pierwszy od wielu lat w 2016 r. resort wyda na zakup nowego uzbrojenia wszystkie środki finansowe przewidziane na ten cel. Ministerstwo obrony deklaruje, że po zawarciu umów na zestawy „Piorun”, a także nowe uzbrojenie dla myśliwców F-16C/D, pozyskiwane w USA w ramach programu FMS (pociski powietrze-ziemia AGM-158B JASSM oraz powietrze-powietrze AIM-120 AMRAAM i AIM-9X Sidewinder), realizacja budżetu będzie domknięta.

Odrębną kwestią jest sposób „zaliczania” do tegorocznego planu wydatków na PMT już poczynionych zakupów. Wielusetmilionowej wartości podpisane w 2016 kontrakty z terminami realizacji rozłożonymi na lata to nie to samo, co pełna kwota wydatkowana w roku budżetowym 2016. W przypadku większości umów nie są publikowane informacje o harmonogramach przepływów zaliczek za kontraktowany sprzęt. W mijającym roku zawarto też umowę na dostawę dwóch samolotów Gulfstream G550 dla VIP za nieco ponad 440 mln zł, choć zgodnie z oficjalnymi komunikatami mają one być finansowane z odrębnego funduszu – rezerwy ustanowionej uchwałą Rady Ministrów. Ma ona pozwolić też na sfinansowanie zakupu samolotów „średnich”, za łączną kwotę 1,7 mld zł w latach 2016-2021.

Tuż po zawarciu umowy na DMO „Regina” Inspektorat Uzbrojenia zawarł w Tarnowie kolejny pokaźny kontrakt. Jego wartość to niemal 746,16 mln zł, a przedmiotem umowy jest dostawa przez Zakłady Mechaniczne Tarnów w latach 2019-2022 sześciu baterii zestawów artyleryjsko-rakietowych „Pilica”, wyposażonych w zdwojoną armatę 23 mm oraz zdwojoną wyrzutnię rakiet przeciwlotniczych „Grom” lub „Grom-M/Piorun” (PZRA ZUR-23-2SP „Jodek”).

Każdy zestaw obejmuje 6 jednostek ogniowych z ciągnikami artyleryjskimi, stanowisko dowodzenia, stację radiolokacyjną, dwa pojazdy transportowe i dwa pojazdy amunicyjne. Pomimo kontrowersji, wynikających głównie z kalibru armat stanowiących podstawę systemu, MON uznało, iż „Pilica” spełnia standardy „systemu dolnego piętra”: przy symetrycznym rozmieszczeniu jedna bateria jest w stanie osłonić przed atakiem z powietrza prowadzonym z dowolnego kierunku teren o powierzchni 350 km2. Rozpoczęcie dostaw Pilicy pozwoli na uruchomienie ważnego programu, tak z punktu widzenia samej obrony powietrznej, ale też kompetencji przemysłowych, zdolności integracji systemów itd. Równocześnie nie zamyka kwestii kolejnych zestawów artyleryjskich, w tym w kalibrze 35 mm, dostosowanym do strzelania amunicją programowalną. Planowane zakupy dla Marynarki Wojennej – zarówno dla okrętów, jak i jednostek brzegowych – żadną miarą nie wyczerpują zapotrzebowania na systemy tej klasy, a krajowy przemysł opracował rozwiązania w tym zakresie.

Czytaj więcej: Od Loary do baterii przeciwlotniczej 35 mm. PIT-RADWAR w programie „Noteć”

Piorun Macierewicz Siwko

Jeden z największych kontraktów w 2016 roku dotyczył przenośnych rakietowych zestawów przeciwlotniczych "Piorun". Fot. J.Sabak

W kilka dni później podpisany został kolejny ważny kontrakt. Tym razem przedmiotem umowy stało się nabycie, za kwotę 932 mln zł, 1300 zestawów rakietowych „Piorun” i 420 towarzyszących im zestawów startowych. Kontrakt ma być realizowany przez MESKO od 2017 r. z przeznaczeniem, jak zapowiedział szef MON, w pierwszej kolejności między innymi dla  jednostek obrony terytorialnej. Pojawiają się wątpliwości wśród dowódców jednostek operacyjnych obawiających się, że ich podwładni dysponować mogą sprzętem niższej klasy i o mniejszych możliwościach bojowych niż siły rezerwowe.

„Piorun” od swego starszego brata, czyli „Groma”, wywodzącego się z konstrukcji zestawu „Igła”, różni się większą skutecznością i celnością oraz nowocześniejszym zapalnikiem zbliżeniowym. Daje możliwość niszczenia celów bez fizycznego trafienia, charakteryzuje się zasięgiem wydłużonym do 6 500 m i pułapem rażenia zwiększonym do około 4000 metrów. Jego system celowniczy przystosowany jest do pracy w dzień i w nocy.

Formowane jako nowy rodzaj Sił Zbrojnych Wojska Obrony Terytorialnej, będące oczkiem w głowie nowego kierownictwa MON, w znaczący sposób wpłynęły na ukształtowanie strumienia zamówień, kierowanych do krajowego przemysłu zbrojeniowego. Podpisano między innymi umowę na dostawy systemów optoelektronicznych. WOT mają też otrzymać nowe pociski przeciwpancerne pozyskane w ramach postępowania pod kryptonimem Pustelnik (ale to dopiero za parę lat, i o ile program będzie realizowany z powodzeniem), niemal na pewno trafią do nich dostawy nowoczesnej broni strzeleckiej w tym „Beryli”.

Kontrowersje wzbudziło natomiast „tysiące dronów”, w jakie MON postanowiło wyposażyć tę formację. Po zapewnieniach ministra Macierewicza o „tysiącach dronów” pojawiły się informacje o realnym rozmiarze zamówień MON na niższym poziomie, aby znów ustąpić miejsca przekazowi o planie pozyskanie bardzo dużej liczby tego rodzaju środków bojowych. „Drony te będą produkowane w oparciu o polski przemysł zbrojeniowy i zadaniem resortu jest, ale także polskiego przemysłu zbrojeniowego, żeby już w przyszłym, 2017 roku, do polskiego wojska trafiło pierwsze tysiąc sztuk” – oświadczył 2 grudnia Bartłomiej Misiewicz z gabinetu politycznego MON, który potwierdził plan MON pozyskania w 2017 r. 1000 bezzałogowców bojowych, które mają trafić m.in. do jednostek Obrony Terytorialnej.

Należy tutaj odróżnić zakupy amunicji krążącej - uderzeniowych systemów „jednorazowego użytku”, jak „Warmate” z WB Electronics czy „Dragonfly” z WITU, od używanych już w pewnym zakresie przez Wojsko Polskie systemów rozpoznawczych. Nie zmienia to faktu, że wybór tych ostatnich, klasy mini i taktycznej krótkiego zasięgu opóźni się po tym jak resort obrony zdecydował o unieważnieniu postępowania na zakup dronów „Orlik” i „Wizjer” motywując to nową oceną podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa.

Z deklaracji MON wynika, że resort zamierza oprzeć swoją politykę zakupową w polskim przemyśle o „państwowy rdzeń”. Unieważniono bowiem również postępowanie na system BMS, a w nowym mogą brać udział wyłącznie polskie spółki kontrolowane przez Skarb Państwa.

Nowa polityka MON wobec sektora niepaństwowego w polskim przemyśle zbrojeniowym może mieć trudne do przewidzenia w długofalowej perspektywie konsekwencje. Fot. J. Reszczyński

Takie podejście MON do sektora zbrojeniowego w sposób niepokojący uzewnętrzniają postępowania w stosunku do tworzących potencjał militarno-przemysłowy kraju podmiotów, nad którymi rząd nie jest w stanie sprawować pieczy właścicielskiej, ze wszelkimi wynikającymi z tego faktu konsekwencjami. W odróżnieniu od większości krajów NATO, w których przemysł zbrojeniowy, nie przestając być „narodowym”, oparty jest o firmy z bardzo różnym udziałem kapitału państwowego (traktowane w podobny sposób), w Polsce zdecydowano się postawić w znacznej większości na „kapitał narodowy”, czyli kontrolowany bezpośrednio przez władze. Tylko w taki sposób można wytłumaczyć trudne do zrozumienia serie decyzji, które doprowadziły np. do anulowania przez szefa MON postępowania w programach pozyskania  dla Sił Zbrojnych RP zestawów BSL „Orlik” i „Wizjer”. Znaki zapytania postawiono nad programami „Zefir”, „Ważka” oraz „Gryf”, w „strefie zagrożenia” znalazł się także mający już ugruntowana pozycję nie tylko w Polsce, ale i w świecie „Fly Eye”.

Akurat segment dronów szczebla taktycznego, włącznie z bojowymi bezzałogowcami takimi tak „Warmate”, jest ważną, liczącą się ofertą niepaństwowej części sektora zbrojeniowego polskiego przemysłu, podobnie jak różnego typu systemy elektroniczne, ochrony czy kamuflażu. Odcięcie prywatnych przedsiębiorstw od zamówień rządowych będzie mieć negatywne skutki. Te firmy, także za sprawą swojej elastyczności oraz szerokości oferty, poradzą sobie na rynkach międzynarodowych ale ich potencjał może nie być wykorzystany przez armię.

Jerzy Reszczyński

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

Przeładuj

45 komentarzy

PavUk Poniedziałek, 02 Stycznia 2017, 8:22
Właśnie to lubię i dlatego czytam defence24 bo nie są polityczni jak trzeba to pochwała PiS jak i Po za działania na rzecz obronności klucic się można tylko o metody jakimi są one wdrażane i ogólny konncept jednak każde działanie na zwiększenie obronności RP jak dla mnie jest dobra droga Pozdrawiam wszystkich czytelników i apeluje o zachowanie merytoryki i brak pyskowek Czołem Zlolnieze
waza Niedziela, 01 Stycznia 2017, 18:25
Obecne szumne zakupy zostały przygotowane i na tacy podane obecnie rządzącym przez poprzedników. Prawda jest tak, że PiS nic dobrego w dziedzinie obronności nie zrobił a tylko namieszał i popsuł. Uwalono wiele przygotowanych przetargów i nie ma perspektywy na szybką zmianę, chociażby w kwestiach śmigłowców, samochodów terenowych, rozpoznawczych pojazdów, systemu BMS, kilku kategorii dronów rozpoznawczych itd itd.
b Poniedziałek, 02 Stycznia 2017, 22:07
Pojazd to jest kosmiczny. Mniej zacietrzewienia wiecej faktow. Czy uwaza Pan ze Caracale (dobre smiglaki )sa bardziej istotne dla bezpiczenstwa Polski niz OPL?
Courre de Moll Poniedziałek, 02 Stycznia 2017, 12:11
To, jak sprawnie obecnie idą nowe (a nie zaawansowane już wcześniej) postępowania i przetargi, pokazuje sprawa Homara. Trzeba tu podjąć męską decyzję. Czekamy. Bardzo byłoby ciekawe, jak się plasuje Homar w obecnym PMT. Niestety nie dowiemy się tego (trudniej rozliczać z niejawnych planów).
Luke Niedziela, 01 Stycznia 2017, 17:00
Zycze Polsce w 2017 zeby wzieli sie za cyberprzeszczen i jak nie majo to zeby zalozyli i koncentrowali sie na tym dziale. Bo po co masz z wojska jak hakezy wysla wirusa jak w przypadku stuxnet i wyloncza wszystko od elektryki do komnikaci. Polska musi sie wzasc z ten dzial obrona i atak w cyberswiecie!
renard_astucieux Niedziela, 01 Stycznia 2017, 15:10
W dziedzinie dronów wracamy do PRL.
devlin0 Niedziela, 01 Stycznia 2017, 15:02
A gdzie obiecane smiglowce?minister Macierewicz obiecywal kilka do konca 2016....
razdwatri Niedziela, 01 Stycznia 2017, 12:02
Tak dużych zakupów w jeden rok to jeszcze nie było . Zawsze się znajdą malkontenci , którym coś nie odpowiada . Najważniejsze , że potencjał naszej armii wzrasta . Nie popełniono też takich błędów jak poprzedni minister obrony , który podpisał kontrakt na 24 kraby z pękającymi podwoziami .
Courre de Moll Poniedziałek, 02 Stycznia 2017, 12:22
Nie było? Kontrakt na f-16 opiewał na 3.5 mld$. Co do popełniania błędów przy podpisywaniu umów, to albo jesteś jasnowidzem, albo z góry zakładasz - czemu? - że żadne problemy w obecnie podpisanych kontraktach się nie objawią.
b Niedziela, 01 Stycznia 2017, 23:32
Kraby byly gotowe w 2008, podwozia to inny temat I nie mialy wielkiego wplywu na odlozenie na kilku lat do lamusa tej AH
Max Mad Niedziela, 01 Stycznia 2017, 15:35
Poprzedni minister podpisał też kontrakt na zakup i licencyjną produkcję podwozi Koreańskich dla Krabów. Ciekawe dlaczego to pominąłeś...
ccc Niedziela, 01 Stycznia 2017, 10:22
Rok 2030 Polska wzmacnia swoje siły morskie, które już należą do najsilniejszych i najnowocześniejszych na świecie. W krajowych stoczniach, na podstawie własnych projektów, buduje nowe okręty nawodne i podwodne. Jako główny powód inwestycji w marynarkę wojenną władze wskazują zagrożenie ze strony komunistycznej Rosji. Innym powodem są spory terytorialne o Królewiec. Pojawił się też aspekt gospodarczy. Otóż podano, że podpisany ostatnio kontrakt na dwie fregaty stanowi formę wsparcia dla sektora stoczniowego.

Marzenie ???
eryk Niedziela, 01 Stycznia 2017, 9:01
Ani jeden z produkowanych w Polsce aparatów latających nie jest dronem więc proszę się zastanowić co państwo piszcie. Ja wiem że wielu pismaków podnieca bardzo ta nazwa ale dronem nazywamy pojazd który wykonuje zadania w sposób autonomiczny a po utracie łączności sam powraca i ląduje w miejscu startu. Tak więc poprawna nazwa jaka powinna występować to bezzałogowy pojazd latający lub jego skróty. Kto jak kto ale czasopismo o tematyce wojskowe powinno znać takie podstawowe okrrślenia.
ja Niedziela, 01 Stycznia 2017, 0:10
PGZ, AUTOSAN i amerykański koncern Raytheon.... ciekawi mnie czy Autosan to w cytowanym przez artykuł kontekście tak ważna firma. Powinna raczej występować w kontekście wyrzuconego dla niej przez PGZ koła ratunkowego.
czu Sobota, 31 Grudnia 2016, 16:10
Jaki postęp ???
Obiekt muzealny PILICA to jest postęp ??? To średniowiecze i marnotrawstwo naszych pieniędzy.
No ale co ja się czepiam ? To nie ma być nowoczesne i skuteczne. To ma być z POLSKI.
Rezerwista Niedziela, 01 Stycznia 2017, 14:15
Skoro Pilica to takie średniowiecze, to kto doprowadził do zapaści Polski przemysł zbrojeniowy?
Albo ta afera z podwozami dla Krabów ktoś za to powinien odpowiedzieć....
W przemysł trzeba inwestować a nie go wygaszać, jak to robiono przez ostatnie lata. PO-PSL miało plany sprzedaży PGZ Airbus-owi i zrobić z Polski kolonię Niemiec -Francji
Courre de Moll Poniedziałek, 02 Stycznia 2017, 12:07
A kto niby powinien odpowiedzieć za podwozia do Krabów? Może, na przykład, ich producent, czyli Bumar? Czy może uważasz, że w obliczy niepowodzenia należało wpompować w ten zakład jeszcze więcej pieniędzy i czekać kolejne lata, wiedząc, że i tak nie ma żadnych szans na podwozie klasy koreańskiego?

Poza tym, nie cały przemysł zbrojeniowy jest w zapaści. Na przykład grupa WB ma większy eksport (w tym do USA), niż cała PGZ. A eskport jest najlepszą miarą jakości zbrojeniówki. Teraz czekam na informację, jak obecny rząd wspiera dobre polskie przedsiębiorstwo.
Kalder Niedziela, 01 Stycznia 2017, 18:57
Dzięki podwoziom z Korei udało się wyjść z impasu. Po co piszesz takie bzdury?
Dropik Sobota, 31 Grudnia 2016, 15:22
polska zbrojeniówka czyli droga niska jakość . Przykłady:
amunicja z meska : 120mm niszcząca lufy leopardów (1 ofiara smiertelna), 30mm juz kika zniszczonych bushamsterów w roskach
40mm - problemy z usunieciem łuski po wystrzale z granatnika
Osławiony mosiek Rak - nie bedzie mogł strzelac nowoczesna zachodnia amunicja poniewaz automat i magazyn amunicji nie przyjmuje poicsków dluzszyvch niz 800 mm daleko wiece nie polatają
kontrakt na pioruna to jakas masakra , nie wiadomo po co nam az 400 nowych wyrzutni. Razem z gromami bedziemy ich mieli ponad 2 razy wiecej niz spikow. Cena koszmarna.

mozna by dalej ale jakos sie nie chce
kbrz Wtorek, 03 Stycznia 2017, 10:33
Automat Raka przyjmuje pociski o długości 800mm tylko nawet ich nie da się ich zładować więc muszą być jeszcze krótsze... a balistyka jest nieubłagana już teraz , na stronie PGZ Rak ma znacznie gorsze parametry niż jeszcze rok temu, a temat poziomu spaprania jest rozwojowy...
KrzysiekS Niedziela, 01 Stycznia 2017, 12:35
Dropik niestety masz rację dlatego wsparcie polskiej zbrojeniówki powinno być pod pewnymi warunkami kupimy ale poprawicie następna partia musi być poprawiono i tu szczegółowa lista tak powinna wyglądać współpraca MON z polską zbrojeniówką niestety u nas zawsze ważniejsze są znajomości.
Drzewica Sobota, 31 Grudnia 2016, 13:26
Nikt nie powinien mieć uprzedzeń wobec współdziałania sił zbrojnych z prywatnym biznesem, tylko jak można w naszym nasyconym obcymi agenturami życiu gospodarczym zagwarantować trwałość właścicielską podmiotów uczestniczących w dostawach dla wojska, a za tym zachowanie tajemnic produkcyjnych wobec przeciwnika?
ccc Sobota, 31 Grudnia 2016, 11:13
Izrael wycofuje ze służby samoloty wielozadaniowe F-16A/B. Czterdzieści z nich zostało wystawionych na sprzedaż. Departament pomocy wojskowej w izraelskim ministerstwie obrony zachwala, że samoloty były wykorzystywane w wielu misjach o bardzo różnym charakterze i „są szczególnie polecane do zadań szturmowych”.

Ponadto Izrael wystawił na sprzedaż siedem samolotów transportowych C-130 Hercules, siedem zestawów przeciwlotniczych Hawk, osiem śmigłowców szturmowych AH-1 Cobra i czterdzieści wykorzystywanych do szkolenia A-4 Skyhawków.

NA CO MY CZEKAMY PRZECIEŻ Z ŻYDAMI DOGADAMY SIĘ NA PEWNO ! POŁOWA IZRAELCZYKÓW MÓWI PO POLSKU !!!
Kalder Niedziela, 01 Stycznia 2017, 18:58
Ciekawe czy są gdzieś F16 A bardziej zużyte niż te izraelskie ?
dk. Niedziela, 01 Stycznia 2017, 18:15
"połowa izraelczyków mówi po polsku" - ... naprawdę znaczny procent mówi tam po rosyjsku, zwłaszcza techników. Gdy polski, w kategoriach statystycznych, praktycznie zanikł już. Mówiło nim (czasem) poprzednie pokolenie.
rabarbarus Niedziela, 01 Stycznia 2017, 18:10
Izraelskie F16 kończą resursy. To stare wersje. Po mielibyśmy je kupować? By włożyć kupę kasy w modernizację i przedłużenie resursów?
Po cóż nam starożytne zestawy p-lot. Hawk? Po cóż A4 Skyhawk do szkolenia?
Połowa Izraelczyków mówiła po polsku w latach 60. i 70. XX wieku. Teraz połowa mówi po rosyjsku i wcale nie chce się często uczyć hebrajskiego.
Max Mad Sobota, 31 Grudnia 2016, 15:17
Człowieku to są zużyte i stare maszyny, może by tak przestać robić za złomowisko co? Ty myślisz że oni je wycofują bo to git maszyny? To złom który ma już zajechane resursy i dlatego idą na sprzedaż a jak nikt nie kupi to idzie na złom. A ten się jara jakby mu gwiazdkę z nieba oferowali.
KrzysiekS Sobota, 31 Grudnia 2016, 14:26
CCC Kupowanie zużytego sprzętu to wyrzucanie pieniędzy ile wydasz na remonty i modernizację nie na darmo wycofują.
KrzysiekS Sobota, 31 Grudnia 2016, 7:50
Myślę że za wczesna jest ocena tych zmian zobaczymy to dopiero za kilka lat.
I jeszcze jedno jeżeli wspieramy nasz przemysł to nie róbmy tego w głupi sposób ważne jest żeby od niego wymagać poprawiania produktów (np. automat ładujący RAK, porównajcie PILICA i Niemiecki system MANTIS- o ile można to w ogóle porównywać po prostu przepaść biorąc pod uwagę że oni już próbują to połączyć z laserami.)
Dziadek Sobota, 31 Grudnia 2016, 0:04
Niech mi ktoś odpowie dlaczego MON nie kupuje amunicji krążącej WARMATE? Przecież to na dzisiaj idealna broń przeciwpiechotna, przeciwpancerna, na dodatek niesamowicie obniżająca morale świadomego jej użycia przeciwnika! To właśnie broń, w którą powinno uzbrajać się WOT zaraz po karabinkach!
Dropik Sobota, 31 Grudnia 2016, 11:21
A skad wiesz , ze doskonala? Moze spada jak ulengalki przy uzyciu WRE przez przeciwnika? Jak jest tania to slabo zqbezpieczona lub niecelna lub cos innego. To nie osmy cud swiata
rabarbarus Sobota, 31 Grudnia 2016, 9:57
Ależ szanowny panie, toż to produkt prywatnej, a więc nie narodowej firmy WBE, do tego powiązanej z antypolskimi, podłymi słuźbami WSI. Nie godzi się by narodowy i patriotyczny rząd takie świństwa kupował.
A tak poważniej wyjaśnieniem są trzy ostatnie akapity komentowanego tekstu.
b Poniedziałek, 02 Stycznia 2017, 22:21
Co do WSI nic dodac nic ujac sama prawda, zgadzam sie z Panem w100%
Kedar Piątek, 30 Grudnia 2016, 22:11
Szkoda tylko, że sprzęt łączności i informatyki nie jest kupowany od kilku lat. A mówi się, że łączność jest nerwem armii.
podatnik Piątek, 30 Grudnia 2016, 21:24
Fakt, że w ciągu roku duży ruch w branży i dużo decyzji. Co prawda nie wszystkie są do końca zrozumiałe ale brak decyzji też nie jest rozwiązaniem.
kasjer Piątek, 30 Grudnia 2016, 18:47
Oczywiście są takie metody:

1. WYDAJNOŚĆ: wystarczy podzielić wielkości ze strony internetowej PEGAZa (zatrudnienie, sprzedaż) aby stwierdzić, że jest to 2-3 razy mniej niż polskie firmy o kapitale prywatnym i 4-7 razy mniej niż czołowe firmy świata, czyli taki sam przerost zatrudnienia.

2. RENTOWNOŚĆ NETTO; wystarczy odjąć od przychodów wszystkie dotacje i "zapomogi" aby wyliczyć sobie, że PGZ jest nierentowny.

3. INNOWACYJNOŚĆ : wystarczy obliczyć w % wskaźnik zastępowalności czyli udział w sprzedaży nowych wyrobów wdrożonych do produkcji seryjnej w ostatnich 3 latach, aby stwierdzić, że nie jest dobrze.

4. EKSPORT liczony w % sprzedaży oraz w % jako udział w rynku światowym. Tragedia albo jeszcze gorzej.

Życzę sukcesów w obliczeniach i porównaniach.

No i te opodatkowanie sprzedaży przez PGZ.

Jeszcze ciekawiej to wygląda po stronie liczb i wskaźników gdy przypomnimy sobie, że zakłady remontowe nie produkują a remontują.
asaada Sobota, 31 Grudnia 2016, 14:19
W 100% zgadzam sie, jednak patrząc na przykład Korei Pd. Z czasem to moze przynieść spodziewany efekt. Smuci tylko odsuniecie prywatnych polskich firn od udziału w modernizacji armii. Przepisami powinno wcielić je w system obronny, bez zaburzania spraw własnościowych..
Ais Piątek, 30 Grudnia 2016, 21:23
Ten punkt 1 trochę masz racji i trochę nie np solaris ma na pracownika prawie 3 razy większy przychód ale wydaje mi się ze zysk na czysto z broni i amunicji jest większy punkt 2 spora suma z tych dotacji wraca z powrotem do budżetu
Viper Piątek, 30 Grudnia 2016, 18:39
Jeden rok a postęp większy niż przez 8 poprzednich lat
zenon Sobota, 31 Grudnia 2016, 2:05
poza OT to kierownictwo MON nie zrobilo niczego, pod czym mogloby sie podpisac obiema dlonmi. To wszystko zostalo przygotowane przez tak krytykowane poprzednie kierownictwo. Jestem pewien, ze gdyby nie presja wydania pieniedzy do konca roku, polowa tych umow nie zostalaby wogole podpisana.
GI Niedziela, 01 Stycznia 2017, 16:45
Obiektywnie na to patrząc to obecne kierownictwo MON na duży plus winno zaliczyć fakt, że zdecydowało się na podpisanie tych kontraktów, a mogło je tradycyjnie "przesunąć w czasie". Zawarte kontrakty oznaczają, że pieniądze wydane dotychczas na fazy badawczo-rozwojowe i doprowadzenie produktu do fazy prototypu gotowego do produkcji nie zostały zmarnowane. Nie można już tego powiedzieć o bezzałogowych statkach powietrznych, BMS, czy choćby demonstratorach technologii jak przeciwlotniczy zestaw artyleryjski Loara, rakieta przeciwlotnicza Błyskawica, lub wielozadaniowa platforma bojowa Anders.
tagore Piątek, 30 Grudnia 2016, 18:11
WB Elektronics realizował import pocisków dla mig 29 z Ukrainy ,korelacja czasowa decyzji o
oparciu się na sektorze kontrolowanym przez Państwo może być nieprzypadkowa.
Lewandos Sobota, 31 Grudnia 2016, 4:42
W tych wszystkich kalkulacjach ekonomicznych warto też brać pod uwagę, że: po raz pierwszy min obrony narodowej sprawuje pieczę nad przedsiębiorstwami zbrojeniowymi... Co poza oczywistym aspektem podziału apanaży polit. ma też pozytywny aspekt - jeden wódz w Mon i kompleksie przemysłowym. Drugi sektor prywatny zawodził w realizacji kontraktów dla wojska... Stąd chęć mitygowania takiego zagrożenia... Abstrahując od faktu, że wielkość prywatnych, polskich firm oraz ich stabilność może skłaniać właścicieli do aliansów, spółek i/lub szukania kapitału wśród firm "cypryjskich", "zachodnioeuropejskich", których właścicielami lub organami statutowymi są osoby o wschodnio-słowiańskich nazwiskach... Wystarczy przypomnieć rosyjskiego właściciela fabryki honkerów, czy kapitałowe działania Rosjan, których ofiarą miały paść zakłady azotowe... W liberalnej, wolnorynkowej gospodarce trudno jest kontrolować i blokować takie działania bez narażenia się na zarzuty nieuzasadnionej dyskryminacji.
Pim Sobota, 31 Grudnia 2016, 8:20
Tylko zbliżamy się do pytania: ile jesteśmy gotowi wpompowywać pieniędzy w słaboefektywny sektor gospodarki. Za kilka lat okaże się, że problem "polskiego" czołgu skończy się klapą. No i jak zacznie się liczenie, to wyjdzie, że przy "prototypie czegoś czego nie będzie" pracowało cztery razy więcej ludzi niż przy "nowym Leopardzie" i nakłady będą się prezentowały podobnie. No ale PGZ jest koncernem narodowym, a taki tam Rheinmetall to "taka tam sobie firemka"....
Ciekawe kiedy suweren się dowie, że trzeba podnieść podarki by finansować "narodowe" programy z których nic nie wyjdzie, że względu na zerowy dryg organizacyjny i brak kompetencji przy zarządzaniu złożonymi projektami.
b Poniedziałek, 02 Stycznia 2017, 22:35
Dziwi mnie tylko ten nagly wysyp pretensji o stan WP akurat teraz bo w swietle 90% komentarzy w poprzednich latach wszystko bylo a WP nie moglo sie opedzic od nowego I nowoczesnego sprzetu okrety samoloty smiglowce czolgi bwp kraby kryle patrioty bron laserowa, drony wszystko bylo I zly Antoni w rok nie kupil nic. I mysle, ze dobrze bo skoro tyle mamy to teraz mozemy oszczedzac.