Skarby z Westerplatte po raz pierwszy pokazane publicznie [Foto]

OPUBLIKOWANO: Środa, 21 Grudnia 2016, 14:38

Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 uroczyście zakończyło I etap plac wykopaliskowych na terenie byłej Wojskowej Składnicy Tranzytowej. W ciągu niecałych dwóch miesięcy udało się wydobyć ponad 4000 artefaktów, z czego wiele jest związanych bezpośrednio z walką polskich żołnierzy we wrześniu 1939 r. Najważniejsze z nich zostały poddane renowacji i po raz pierwszy zaprezentowane publicznie.

Prace wykopaliskowe na Westerplatte w 2016 r. objęły tylko niewielki fragment terenu po byłej Wojskowej Składnicy Tranzytowej (WST) – w tym przede wszystkim rejon Willi Oficerskiej oraz okolice, gdzie kiedyś stała Wartownia nr 5. Wartowania ta została zniszczona 2 września 1939 r. w nalocie niemieckich bombowców Ju-87 Stukas. Jest to miejsce, gdzie poległo najwięcej polskich obrońców WST we wrześniu 1939 r.

Z inicjatywy żołnierzy Westerplatte zbudowano tam w 1946 r. Cmentarz Wojskowy. Został on jednak w 1989 r. zniszczony i przebudowany w taki sposób, że szczątki Wartowni, uświęcone krwią polskiego żołnierza, zostały zakryte ziemią i kostką brukową. W efekcie po tym miejscu chodzą turyści, nie zdający sobie sprawy z jego historii. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 chce to zmienić i nadać temu miejscu odpowiednią rangę (mogło tam zginąć nawet 12 Polaków).

Wcześniej jednak konieczne jest dokończenie prac wykopaliskowych. Etap pierwszy tych prac, jaki przewidziano na 2016 r. już został zakończony. Według dyrekcji Muzeum Westerplatte wyniki badań przekroczyły wszelkie oczekiwania.

Przedwojenny naramiennik płaszcza komandora podporucznika Marynarki Wojennej RP oraz guziki znalezione przy Willi Oficerskiej – fot. M.Dura

Wielokrotnie spotkaliśmy się wcześniej z opiniami, po co kopiemy? Po co szukamy? Tam już wszystko zostało przebadane i sprawdzone. Ilość obiektów przekroczyła liczbę czterech tysięcy, a jest to naprawdę bardzo mały fragment terenu Westerplatte. Znaczna część z tych obiektów związana jest z życiem polskich żołnierzy na terenie Wojskowej Składnicy Tranzytowej od roku 1926. Część z tych obiektów dotyczy bezpośrednio wydarzeń związanych z obroną Składnicy. Ale są również przedmioty sięgające czasów wojen napoleońskich

Mariusz Wójtowicz Podhorski – Dyrektor Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Orzełek żołnierza polskiego noszony na rogatywkach garnizonowych wzór 35 noszony na przed i po renowacji – fot. M.Dura

Filip Kuczma, który prowadził badania archeologiczne w tym sezonie na terenie WST zaznaczył, że celem tegorocznych prac wykopaliskowych było przede wszystkim: potwierdzenie lokalizacji oraz sprawdzenie stanu zachowania reliktów dwóch z budynków wchodzących w skład WST (Wartowni nr 5 oraz tzw. Willi Oficerskiej) oraz zbadanie terenów przyległych do tych dwóch budynków. Ma to posłużyć m.in. celom przyszłej rewitalizacji tego obszaru.

Zdjęcie ruin Warowni nr 5 i leja po bombie. Za nimi widać lekko zniszczony budynek Willi Oficerskiej, a dalej – z lewej Kasyno Podoficerskie – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Obszar badań obejmował około 8200 m2, z wyłączeniem powierzchni Cmentarzyka Wojskowego, który znajdował się praktycznie pośrodku. Teren podzielono organizacyjnie na trzy strefy: „Wartownia”, „Willa” i „Las”. Obszar „Las” był największy ponieważ jego powierzchnia to 7977 m2. Jak na razie opracowano jedynie wstępne wyniki badań ze względu na byt mało czasu, by ocenić całą obszerną dokumentację, którą wykonano w trakcie wykopalisk oraz dużą ilość wydobytych zabytków.

Po zwolnieniu obszaru przez saperów ekipa muzeum ponownie przebadała ten teren odnajdując dużo małych zabytków, np. monet i guzików. Część z nich już odrestaurowano – fot. M.Dura

Ze zdjęć historycznych i map można było wstępnie ocenić jak wyglądało rozmieszczenie poszczególnych budynków, tym bardziej że Niemcy po zakończeniu obrony bardzo chętnie fotografowali się przy ruinach Warowni nr 5. Dlatego bardzo szybko zlokalizowano lej po bombie o wadze 250 kg, która 2 września 1939 r. doprowadziła do śmierci tak wielu polskich żołnierzy. Tam dokonano pierwszych dwóch wykopów. Kolejny wykop otworzono w miejscu, w którym przebiegało ogrodzenie ciągnące się od północnej strony przez Wartownię nr 5, aż do Wartowni nr 1.

W ostatnim wykopie udało się archeologom zarejestrować i zadokumentować fragment pomieszczenia bojowego Wartowni nr. 5. Archeolodzy przyznali się, że przed badaniami wykonano na tym terenie badania georadarowe. Wykryto wtedy wiele anomalii, które weryfikowano systematycznie w trakcie prac.

Zapalniczka żołnierska znaleziona przy Wartowni nr 5 przed i po renowacji – fot. M.Dura

Okazało się, że lej po bombie został zasypany pozostałościami głównie po Wartowni nr 5 (na gruzie było niekiedy widać odciski po prętach zbrojeniowych oraz charakterystyczny tłuczeń). Z badań naukowych wynika, że prace nad oczyszczaniem terenu Westerplatte trwały do około marca 1943 roku i były realizowane przede wszystkim przez polskich, cywilnych więźniów obozu koncentracyjnego w Stutthofie.

Niemieckie zdjęcia z późniejszego okresu pokazują, że teren z ruinami Wartowni nr 5 został ogrodzony drutem kolczastym - tzw. kozłami hiszpańskimi, które były elementem polskiego systemu obronnego. Fragmenty tych kozłów były odnajdywane w wykopach sondażowych prowadzonych w strefie „Las”.

Szczególnie dużo informacji uzyskano po odsłonięciu fundamentów betonowych ogrodzenia. O jego istnieniu wiedziano z relacji obrońców, ale nie zdawano sobie sprawy z rozmiarów i wytrzymałości tej konstrukcji. Teraz już wiadomo, że była to prawdziwa zapora przeciwczołgowa, z fragmentami szyn wbetonowanych głęboko w ziemię oraz z siatką Ledóchowskiego rozciągniętą na powierzchni. Niemcy po wojnie zmusili więźniów do odkuwania stalowych elementów, ale już odkryto trzy fragmenty betonowych podstaw, które zresztą bardzo dobrze się zachowały.

Do najciekawszych znalezisk zaliczono całą metalową okiennicę z pozostałościami szyb zbrojonych, która na pewno pochodzi z Wartowni nr 5. Element ten został prawdopodobnie wyrwany podmuchem wybuchu, ale jak się okazało zachował się w bardzo dobrym stanie. Taka sama okiennica zachowała się w jedynej stojącej na starym miejscu Wartowni nr 4.

Metalowa okiennica z zachowanymi fragmentami szyb zbrojonych z Wartowni nr 5 i taka sama okiennica zachowana w istniejącej do dzisiaj, choć dziwnie pomalowanej Wartowni nr 4 – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Z niemieckich zdjęć wynika, że po eksplozji bomby boczna ściana pomieszczenia bojowego się odspoiła, tak że z zewnątrz można był widzieć posadzkę. Natomiast górne pomieszczeni całkowicie się złożyło. W ramach prac sondażowych odszukano fragment posadzki narożnika pomieszczenia bojowego od strony północno-wschodniej Wartowni nr 5, co dało punkt odniesienia do dokładnej lokalizacji w terenie całego obiektu.

Zniszczona Warownia nr 5 z odspojoną ścianą boczną oraz widocznym fragmentem posadzki pomieszczenia bojowego – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Niestety okazało się, że w czasach współczesnych, najprawdopodobniej w 1989 r., narożnik ten został zniszczony przez wbudowaną właśnie w tym miejscu kanalizację deszczową. Pomimo tego udało się „złapać linię ściany” i wyznaczyć w terenie zasięg budynku.

Odsłonięty fragment narożnika posadzki pomieszczenia bojowego Warowni nr 5 oraz postawionej dokładnie w tym miejscu podstawy studzienki kanalizacji deszczowej – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Wtedy trzeba było podjąć decyzje o czasowym wstrzymaniu prac w tej strefie, ponieważ ruiny Wartowni nr 5, zgodnie z przypuszczeniami, sięgają aż po krzyże – symbolizujące poległych obrońców Westerplatte. W przyszłych sezonach wykopaliskowych badania na tym terenie będą na pewno kontynuowane, tak aby można był zadokumentować stan całego pomieszczania bojowego oraz udostępnić go w jakiś sposób dla osób zwiedzających. Według Kuczmy: „Jak na razie ludzie przechodząc po bruku by oddać hołd poległym Westerplatczykom nie zdają sobie sprawy, że stąpają po właśnie tym miejscu, gdzie zginęło tylu polskich żołnierzy”. 

Już w czasie prac sondażowych znaleziono wiele zabytków, związanych z Wojskiem Polskim sprzed 1939 r. Odszukano w zasypisku leja po bombie i odrestaurowano m.in. element niezbędnika polskiego żołnierza - łyżkę. Archeolodzy mają nadzieję, że brakujący widelec uda się go odszukać w kolejnych sezonach wykopaliskowych. Jest to przedmiot noszący ślady wybuchu, a więc świadczący, że rzeczywiście Wartownia nr 5 mogła być również miejscem spożywania posiłków przez żołnierzy z pobliskich posterunków. Stąd też wynika tak duża liczba poległych – przekraczająca stan załogi stałej.

Magazynek ręcznego karabinu maszynowego Browning z Wartowni nr 5 przed i po renowacji – fot. M.Dura

W wykopie gdzie odszukano fragmenty fundamentów ogrodzenia odnaleziono wiele innych przedmiotów związanych z obroną WST. Leżały one w warstwie znajdującej się 25-50 cm od obecnego poziomu gruntów. Odszukano tam m.in. magazynek od ręcznego karabinu maszynowego Browning wz. 28, używanego przez Polaków w obronie Westerplatte oraz kilka metrów dalej, w tej samej warstwie – ładowarkę służącą do uzupełniania nabojów w tego typu magazynkach.

Ładowarka magazynku karabinu maszynowego Browning z Wartowni nr 5 po renowacji – fot. M.Dura

Charakterystycznym znaleziskiem w zasypiskach były fragmenty polskiej amunicji strzeleckiej noszące ślady wybuchu, który porozrywał łuski i „wypchnął” spłonki. Tego typu fragmenty były znajdowane nawet w odległości 20 m od Wartowni, co pokazuje jak potężna była eksplozja bomby. Co ciekawe większość amunicji, jaką tam odnajdywano pochodziła z 1933 r. z przedwojennych Zakładów Amunicyjnych „Pocisk” w Warszawie. W Wartowni nr 5 musiała się więc znajdować większa partia nabojów z tego rocznika. Oprócz tego odnajdowano również zniszczone łuski, ale już po wystrzeleniu, co świadczy o tym, że z Wartowni prowadzono intensywny ostrzał.

Łyżka z polskiego niezbędnika z widocznym uszkodzeniem po wybuchu bomby – fot. M.Dura

Równie ciekawe były odkrycia na obszarze Willi Oficerskiej. Był to typowy budynek kuracyjny – nie przewidziany do całorocznego zamieszkiwania. Z fundamentów które odkryto stworzono plan rozmieszczenia murów i pomieszczeń dolnej kondygnacji. Jak się okazało, odchyłka faktycznej lokalizacji budynków od tego co widać było na mapach z 1934 r. sięgała około 1 m. Willa miała też inny obrys, co zweryfikowano odsłaniając cały zakres ław fundamentowych. Niestety Niemcy rozbierając budynek odzyskali praktycznie wszystkie cegły, które potem wykorzystano do rozbudowy obozu w Stutthofie (podobnie postąpiono z murem okalającym WST, magazynami oraz stacją kolejową).

Odszukano m.in. fundamenty mało znanej dobudówki, która pełniła funkcję wejścia tylnego do Willi Oficerskiej. Co ciekawe była ona już zbudowana (podobnie jak wszystkie elementy wprowadzane w okresie międzywojennym) z materiałów polskich (odkryto cegłę z warszawskich zakładów „Szumski”). Znaleziono również fundament jedynego podpiwniczenia, które było w tym miejscu. Było ono zlokalizowane w części północno –wschodniej Willi i służyło do przechowywania opału. Pewną przeszkodą w badaniach były drzewa, których na razie nie można usunąć. Ich korzenie niszczą jednak pozostałości budynku i dlatego prawdopodobnie zostaną usunięte.

Wyniki prowadzonych w ten sposób badań mogą zostać później wykorzystane do odbudowy Willi – jeżeli oczywiście zapadnie taka decyzja. Wiadomo bowiem już jak wyglądał rozkład pierwszej kondygnacji oraz jakie elementy wykorzystywano do budowy poszczególnych pomieszczeń. Znaleziono fragmenty tynków z zachowanym malowaniem, klamki, duży zbiór płytek posadzkowych (również polskiej produkcji) i ceramiki budowlanej.

W obszarze „Las” dokonano tylko rozpoznania w celu pozyskania zabytków ruchomych związanych z całą historią Półwyspu Westerplatte oraz oczywiście walk z 1939 r. Te działania połączono z oczyszczeniem terenu z materiałów niebezpiecznych i wybuchowych pochodzenia wojskowego. Tą operację realizowali saperzy Marynarki Wojennej z 3 Flotylli Okrętów, co było możliwe dzięki wsparciu, jakie całemu przedsięwzięciu cały czas udziela Ministerstwo Obrony Narodowej.

Obszar „Las” został podzielony na sektory. Każde znalezisko było później sprawdzane przez archeologów, którzy określali, czy jest to przedmiot zabytkowy, czy też współczesne śmieci, których niestety bardzo dużo jest na tym terenie (w tym puszki po piwie i innych napojach). Każdy przedmiot zabytkowy był lokalizowany w terenie i namierzany tachimetrem w celu wykonania planigrafii – czyli rozkładu zabytków w strefie.

Jak się okazuje teren wielokrotnie sprawdzany sapersko nadal kryje dużo niebezpiecznych „niespodzianek” z czasów II wojny światowej. Na zdjęciu wynik poszukiwań tylko z jednego dnia. Widoczne m.in. dwa pancerfausty oraz ładunek niemieckiej bomby zapalającej – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Saperzy odszukiwali w sumie 142 przedmioty niebezpieczne, które zostały zabezpieczone, wywiezione i zdetonowane na poligonie. Pomiędzy nimi były pancerfausty, pociski kalibru 88 mm, 150 mm, fragmenty niemieckich bomb zapalających, amunicja strzelecka, granaty ręczne, zapalniki itd. Większość z tych przedmiotów (oprócz bomb zapalających, które łączy się z wrześniem 1939 r.) pochodzi z walk, które odbyły się na tym terenie w 1945 r.

Zgodnie z założeniem, w miejscach gdzie odnajdowano zabytki w jakiś nawarstwieniach, wykonywano wykopy sondażowe. Na obszarze „Las” zrobiono ich w sumie siedem. Cztery z nich można powiązać z okresem funkcjonowania kurortu z przełomu XIX i XX wieku jak też z okresem wyburzania budynków na początku lat dwudziestych - przed przejęciem tych terenów przez Wojsko Polskie.

Fragmenty ogrodzenia oddzielającego torowisko od obszaru WST – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Trzy sondaże pozostałe były już bardziej ciekawe, ponieważ znaleziono w nich między innymi żelazne rury – zinterpretowane jako elementy ogrodzenia, które oddzielało torowisko od pozostałego terenu WST. Te elementy są o tyle charakterystyczne, że mają równomiernie rozmieszczone otwory, poprzez które były przeprowadzone druty kolczaste. Nie wiadomo kiedy one zostały zakopane, chociaż jest to dziwne znając skrupulatność Niemców w odzyskiwaniu złomu.

Elementy mundurów oficerskich przedwojennej Marynarki Wojennej RP znalezione przy Willi Oficerskiej – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

W sondażu  nr. 11 znaleziono warstwę „śmietniskową”, ale o tyle ciekawą, że związaną z oficerami polskimi, którzy zamieszkiwali w Wilii Oficerskiej. Z tego miejsca wydobyto m.in.: elementy mundurów oficerów Marynarki Wojennej (naramiennik płaszcza komandora podporucznika, elementy obszycia rękawów, galony naszywane na daszkach czapek oraz lampasy z fragmentami  spodni), kolekcję butelek aptecznych oraz łusek od amunicji myśliwskiej (ponad 350 sztuk w zdecydowanej większości polskiej produkcji). Jest to o tyle ciekawe znalezisko, że można je powiązać z konkretnymi osobami (szczególnie jeżeli chodzi o elementy umundurowania). Pierwszymi trzema komendantami WST byli bowiem oficerowie Marynarki Wojennej.

Jedno z najstarszych znalezisk – guzik z munduru francuskiego żołnierza 30. Pułku piechoty liniowej z epoki napoleońskiej – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Przypuszcza się, że dokładne badania archeologiczne pozwolą na odszukanie jeszcze więcej ciekawych zabytków z wcześniejszej historii Westerplatte. Na obszarze „Las” znaleziono bowiem m.in. guzik od munduru francuskiego żołnierza 30. pułku piechoty liniowej, zagubiony w okresie pomiędzy 1807 a 1813 rokiem. Prawdopodobnie został on urwany podczas bitwy z 18 września 1813 r., kiedy to oddziały francuskie broniły Westerplatte przed desantem wojsk rosyjsko-angielskich. W trakcie tej bitwy zginęło tylko dwóch Francuzów i 79 Rosjan.

Już wiadomo, że saperzy Marynarki Wojennej będą musieli dokładnie jeszcze raz przeszukać cały półwysep przed dalszymi wykopaliskami – fot. Muzeum Westerplatte i Wojny 1939

Poszukiwania prowadzone z inicjatywy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 miały duże znaczenie nie tylko pod względem naukowym, ale również organizacyjnym. Okazało się bowiem, że pomimo poszukiwań saperskich prowadzonych kilkakrotnie po wojnie, nadal w ziemi znajduje się dużo materiałów niebezpiecznych – i to również tuż pod powierzchnią. Dlatego teren Westerplatte musi być cały czas monitorowany, a zwiedzający go turyści są proszeni o trzymanie się tylko wyznaczonych tras, które są na pewno bezpieczne.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

19 komentarzy

Marko Piątek, 01 Września 2017, 10:31
Świetny artykuł
SAS Sobota, 10 Czerwca 2017, 11:28
Buduję się niepotrzebne gmachy, kiedy miejsce przesiąknięte historią stoi w chaszczach.
Marcin Środa, 28 Grudnia 2016, 23:06
Przedwojenny "naramiennik", nie "pagon". Artykuł bardzo dobry, tylko to jedno małe "ale". Pozdrawiam!
Maro Piątek, 01 Września 2017, 10:34
Jakie "ale' ? po co się czepiać nie znaczących szczegółów .Nazewnictwo określa ten sam przedmiot
P wawa Wtorek, 04 Lipca 2017, 0:45
W marynarce to chyba mógł być jednak pagon
Podbipięta Piątek, 23 Grudnia 2016, 19:29
Dobro Rzeczypospolitej jest prawem Najwyższem!
Poznaniak Czwartek, 22 Grudnia 2016, 17:58
Kolego tu nie chodziło o puste magazyny a był to symbol obecności militarnej Polski w Gdańsku.
jaź Poniedziałek, 16 Stycznia 2017, 16:21
8% ludności polskiej. Bez sensu.
Sopocki Czwartek, 27 Lipca 2017, 20:20
W Sopocie 20%
Podpułkownik Wareda Piątek, 30 Grudnia 2016, 2:33
Poznaniak!

Ach te polskie symbole!
O rzeczywistej, ówczesnej obecności militarnej Polski w Wolnym Mieście Gdańsku nie można nawet mówić. Owszem, moglibyśmy o tym wspominać, gdyby w okresie międzywojennym na terenie WMG, stacjonowała co najmniej jedna polska dywizja piechoty lub brygada kawalerii. Tylko w takim przypadku. Przypominam, że w Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, w dniu 1 września 1939 roku, znajdowało się ok. 200 żołnierzy piechoty Wojska Polskiego, czyli jedna wzmocniona kompania oraz kilkunastu pracowników cywilnych - zatrudnionych tam na podstawie kontraktów.
Ponadto, nic złego się nie stało, że "xyz" wspomniał o pustych magazynach na Westerplatte w dniu wybuchu II wojny światowej. Pierwotna rola i znaczenie Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, całkowicie zakończyła się, z chwilą wybudowania i oddania do użytku portu morskiego oraz miasta Gdyni.
Stacjonowanie pododdziału piechoty Wojska Polskiego na terenie WST na Westerplatte wynikało wyłącznie ze względów prestiżowych. Rzeczywiście, to był jeden z symboli - obok m.in. Komisariatu Generalnego RP, Poczty Polskiej, grupy studentów polskich na Politechnice Gdańskiej oraz polonijnych organizacji młodzieżowych, sportowych i innych - naszej nielicznej obecności w Wolnym Mieście Gdańsku. Natomiast, w żaden sposób nie można powiedzieć, że załoga WST na Westerplatte była symbolem obecności militarnej Polski w WM Gdańsku. To byłoby za dalekie określenie.
dkdofogmr Piątek, 10 Lutego 2017, 7:27
Ale byli, oddanie terenu za free byłoby oznaką poddaństwa i strachu
cynik Poniedziałek, 27 Lutego 2017, 11:36
ucieczka przez Zaleszczyki czego byla oznaka?
xyz Czwartek, 22 Grudnia 2016, 16:21
Żelbetonowe stanowiska obronne, rowy, zasieki, karabiny maszynowe, 3 działa, rkm, prawie 200 ludzi - to do obrony pustych magazynów?
fgh Poniedziałek, 29 Maja 2017, 12:10
Najpierw poczytaj sobie traktaty określające co mogło tam stać.
Podpułkownik Wareda Wtorek, 30 Maja 2017, 17:44
fgh!

Panie fgh!
Oczywiście, traktaty międzynarodowe należy czytać i znać ich treść, aby wypowiadać się w przedmiotowej sprawie. Ale to nie zmienia faktu, że w dniu 1 września 1939 roku, w Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte - magazyny były puste. Pisałem o tym już kilkakrotnie wcześniej, ale powtórzę: rola i znaczenie WST na Westerplatte zakończyło się - z chwilą wybudowania miasta i portu w Gdyni. Po wybudowaniu Gdyni, WST na Westerplatte, utrzymywano jedynie ze względów prestiżowych.
Skądinąd wiadomo, że zdawał sobie z tego doskonale sprawę, ostatni Komendant WST na Westerplatte, mjr Henryk Sucharski. Wiemy również, że krótko przed wybuchem II wojny światowej, kilkakrotnie sugerował swoim przełożonym, aby żołnierzy z Westerplatte przenieść do garnizonu w Gdyni. Uważał bowiem, że w przypadku wybuchu wojny z Niemcami, westerplatczycy będą bardziej przydatni w Gdyni niż na terenie WST, której magazyny były puste. Jak wiemy, propozycje majora Sucharskiego, nie zostały uwzględnione przez jego przełożonych. Dalszy przebieg wydarzeń znamy.
Łukasz Poniedziałek, 17 Lipca 2017, 22:47
Może jakby Pan Podpułkownik Wareda zorientował się co to jest pozycja strategiczna to by takich głupot nie pisał. "będą bardziej przydatni w Gdyni niż na terenie WST," w Gdyni to by nawet połowę tego nie zrobili co zrobili na Westerplatte... "Dalszy przebieg wydarzeń znamy. " tylko z rozumieniem coś nie teges.
Podpułkownik Wareda Środa, 19 Lipca 2017, 10:06
Łukasz!

1/ " ... jakby ... zorientował się, co to jest pozycja strategiczna, to by takich głupot nie pisał". (...).

2/ (...). " ... tylko ze zrozumieniem coś nie teges".

Panie Łukasz!
No, no, no! Ale Pan jest chojrak i bojowo ustawiony na anonimowym portalu internetowym.
Po pierwsze, zapewniam Pana, że podpułkownik Wareda doskonale wie, co to jest pozycja strategiczna. Poza tym, czy Pan zawsze odpisuje w taki sposób i takim tonem na komentarze innych internautów, nawet wówczas, kiedy wydaje się Panu, że ma rację? Jeśli tak, to szczerze namawiam Pana do zachowania - przynajmniej odrobinę - kultury osobistej i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Naprawdę warto!
I druga, zasadnicza sprawa:
proszę, aby Pan w przyszłości, starał się czytać komentarze na forum D24 ze zrozumieniem. Koniecznie! Bez tej staranności, nie będzie Pan w stanie zrozumieć jakiegokolwiek komentarza!
A teraz, krótko Panu przypomnę, że w komentarzu z 30 maja br., nie napisałem słowa na temat "pozycji strategicznej", ponieważ nie było takiej potrzeby! Dziwię się Panu, skąd Pan wziął tę "pozycję strategiczną" i co chciał w ten sposób udowodnić?
W poprzednim komentarzu przypomniałem jedynie propozycję majora Henryka Sucharskiego, którą przedłożył swoim przełożonym, krótko przed wybuchem wojny, i która - jak wiadomo - nie została zaakceptowana. Podkreślam wyraźnie: przedstawiłem jedynie opinię majora Sucharskiego, a nie własną. No chyba jest różnica. Ale moim zdaniem, major Sucharski wychodził ze słusznego założenia, że skoro magazyny w Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte są puste, to nie ma potrzeby ich obrony. Dlatego zasugerował przełożonym, aby załogę WST na Westerplatte przenieść do Gdyni. Uważał bowiem, że w przypadku wybuchu wojny, żołnierze z WST będą bardziej przydatni w Gdyni niż na półwyspie Westerplatte. Major Sucharski był w pełni świadomy, że z chwilą wybudowania miasta i poru w Gdyni, rola i znaczenie WST na Westerplatte się zakończyło. Po wybudowaniu Gdyni, WST utrzymywano jedynie ze względów prestiżowych, a nie strategicznych. I tylko tyle.
Przyznam się Panu, że prywatnie zgadzam się z taką opinią. Mówiąc wprost: moim zdaniem, major Sucharski miał rację! Bądź co bądź, to nie była opinia amatora, lecz zawodowego wojskowego, który wiele lat służył w Wojsku Polskim II RP.
I przypominam raz jeszcze: w moim poprzednim komentarzu - nie ma słowa na temat jakiejkolwiek "pozycji strategicznej"!
Dlatego też oświadczam, że Pana stwierdzenie , iż piszę: "takie głupoty", jest obraźliwe i niestosowne. Kim Pan jest, że publicznie zarzuca mi "pisanie głupot"? Daruje Pan sobie takie zachowanie na forum internetowym! Proszę, aby następnym razem, Pan bardziej przebierał w swoich określeniach.
Przy okazji, nieśmiało Pana zapytam: czy Pan w ogóle wie, co to jest "pozycja strategiczna" - w sensie militarnym, a nie np. gospodarczym czy finansowym?

3/ (...). " ... w Gdyni, to by nawet połowę tego nie zrobili, co zrobili na Westerplatte". (...).

Czyżby? Szkoda, że Pan nie ujawnił: z jakiej pozycji i na podstawie czego doszedł Pan do takiego wniosku?

Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda.
Sopocki Czwartek, 27 Lipca 2017, 20:27
Z Westerplatte jest inny problem. Zginęło tam ok 15 żołnierzy polskich i około 45 niemieckich. Bardzo dobre proporcje dla nas ale gdy popatrzymy na skalę całej kampanii wrześniowej to 60 ofiar łącznie to naprawdę niewiele. Szkoda że na Oksywie nie było artylerii zdolnej do ostrzelania stoczni i portu w Gdańsku. Większy byłby z tego pożytek niż z milionów utopionych w MW
Podpułkownik Wareda Piątek, 28 Lipca 2017, 20:13
Sopocki!

1/ (...). "Zginęło tam [tj. na Westerplatte] ok. 15 żołnierzy polskich i ok. 45 niemieckich". (...).

Panie Sopocki!
Nie wiem z jakiego źródła Pan uzyskał te dane liczbowe na temat polskich i niemieckich strat osobowych na Westerplatte? Szkoda, że Pan nie wymienił źródła pochodzenia tych informacji.
Z kolei, z dostępnych mi źródeł informacji (m.in. z bogatej polskiej i obcej literatury faktu) wynika, że załoga Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, rzeczywiście straciła 15 żołnierzy, którzy zostali zabici podczas jej obrony w dniach 1-7 września 1939 roku. Do tego, ok. 50 żołnierzy polskich zostało rannych i kontuzjowanych, a niektórzy - np. por. Leon Pająk - bardzo ciężko rannych. Znamienny jest również fakt, że np. wszyscy oficerowie z Westerplatte przeżyli II wojnę światową.
Spośród oficerów - jako pierwszy - zmarł po wojnie we Włoszech w 1946 roku, major Henryk Sucharski. Jako drugi - zmarł kpt. (późniejszy kmdr por. MW) Franciszek Dąbrowski w Krakowie, w 1962 roku.
Wspomniany wyżej, por. Leon Pająk (w 1989 roku awansowany do stopnia komandora MW) zmarł w 1990 roku w Kielcach.
Mówiąc wprost, ocena i analiza polskich strat osobowych wśród załogi WST na Westerplatte, jest stosunkowo łatwa.
Natomiast straty osobowe po stronie niemieckiej, mogą być jedynie szacunkowe. Chociażby dlatego, że od zajęcia WST na Westerplatte do chwili obecnej, strona niemiecka nie podała oficjalnie swoich strat. W związku z powyższym, możemy operować jedynie danymi szacunkowymi.
A informują one, że podczas szturmu na Westerplatte we wrześniu 1939 roku, Niemcy stracili łącznie ok. 300-400 żołnierzy - zabitych i rannych.
A propos strat osobowych podczas całej Wojny Obronnej Polski we wrześniu 1939 roku (zwanej niewłaściwie przez wielu - Kampanią Wrześniową), przypomnę jedynie, że:
osobowe straty polskie wyniosły łącznie ok. 900 tysięcy żołnierzy, w tym ok. 66 tysięcy zabitych, ok. 134 tysiące rannych i ok. 700 tysięcy wziętych do niewoli.
Ponadto, podczas wojny we wrześniu 1939 roku, zginęło, zmarło na skutek działań wojennych oraz braku szybkiej i odpowiedniej opieki medycznej, zostało rannych, zaginęło i trafiło do niewoli - ponad 100 tysięcy osób spośród polskiej ludności cywilnej.
Natomiast osobowe straty niemieckie (pomijam straty radzieckie i słowackie) wyniosły łącznie ok. 17,1 tysięcy żołnierzy zabitych, ok. 37 tysięcy rannych i ok. 500 zaginionych.
Do tego dochodzą określone straty, po stronie wszystkich uczestników wojny, sprzętu wojennego i wojskowego. Ale to już jest zupełnie oddzielne zagadnienie.

Nie wiem, w jakim zakresie, jak długo oraz jakie byłyby ewentualne efekty, gdyby polska artyleria rzeczywiście byłaby zdolna prowadzić ostrzał stoczni i portu w Gdańsku we wrześniu 1939 roku? Czy byłby z tego jakikolwiek pożytek?
Natomiast różnie możemy oceniać działania naszej Marynarki Wojennej podczas Wojny Obronnej Polski we wrześniu 1939 roku.
Pomimo tego, nie da się ukryć faktu, że polska MW w trakcie tamtej wojny - de facto - nie odegrała żadnej roli. W starciu z niemiecką Kriegsmarine oraz z Flotą Bałtycką Marynarki Wojennej ZSRR - nie miała żadnych szans. Niestety!

Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda.