Jaka polityka Trumpa wobec Azji? Najważniejsze stosunki z Chinami [PROGNOZA]

OPUBLIKOWANO: Sobota, 17 Grudnia 2016, 10:27
Trump

Prezydent-elekt Donald Trump to wielka niewiadoma zarówno w zakresie polityki wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Dotyczy to nie tylko działań na Bliskim Wschodzie, wobec Europy i Rosji, ale także szeroko pojmowanej Azji. Ten ostatni region jest z perspektywy amerykańskiej szczególnie istotny, bowiem według niemal wszystkich prognoz, to właśnie relacje na Dalekim Wschodzie, w tym szczególnie w odniesieniu do coraz silniejszych i bardziej asertywnych Chin, będą dla Stanów Zjednoczonych najważniejsze w nadchodzących latach i dekadach.

Najkrótszą, ale jednocześnie prawdziwą odpowiedzią co do głównych kierunków azjatyckich działań prezydenta Trumpa, byłoby stwierdzenie, że po prostu tego nie wiemy. Co ważne, nawet sam elekt Trump nie wie jeszcze jaka będzie jego polityka – to dla niego zupełnie nowy obszar działania, który musi szybko poznać i zrozumieć. Nie jest przypadkiem, że polityka zagraniczna stanowiła względnie mało istotny element przedwyborczej kampanii Trumpa, który nigdy nie pełnił żadnych funkcji pozwalających przewidzieć jego przyszłe kroki w świecie dyplomacji i wojskowości. Wiele zależy od obiektywnych okoliczności i doradców, którzy znajdą się w jego najbliższym otoczeniu. Na chwilę obecną wiemy, że według Trumpa „Ameryka jest zawsze pierwsza”, a każdy kto będzie zagrażał interesom Stanów Zjednoczonych spotka się ze zdecydowaną reakcją. Nie oznacza to jednak, że już teraz nie można wskazać najprawdopodobniejszych kierunków polityki azjatyckiej Stanów Zjednoczonych od stycznia 2017 roku.

Zapowiedzi Trumpa

Najważniejszym na chwilę obecną elementem przyszłej polityki Trumpa w Azji jest zapowiadana zmiana polityczno-gospodarcza. Trump negatywnie odniósł się do wynegocjowanego przez prezydenta Baracka Obamę porozumienia TTP (Trans-Pacific Partnership), które miało wzmocnić pozycję Stanów Zjednoczonych w regionie (nie tylko gospodarczą, ale także – a może i przede wszystkim – polityczną). W odczuciu Obamy TTP miało stanowić przeciwwagę dla RCEP (Regional Comprehensive Economic Partnership), a więc propozycji strefy wolnej handlu z udziałem między innymi Chin, Australii, Korei Południowej i Japonii. Trump zdaje się patrzeć (przynajmniej na chwilę obecną) na TTP przez pryzmat biznesowy – wolny handel oznacza jeszcze większy napływ tanich towarów z Azji, a to doprowadzi do likwidacji kolejnych miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych – zatrudnienie stracą ludzie, którzy często na niego głosowali. 

Gdyby Trump faktycznie wycofał się z porozumienia (podpisanego, ale wciąż nieratyfikowanego) to oznaczałoby to przesunięcie szali na korzyść Chin, które staną się regionalnym liderem strefy wolnego handlu, w ramach wspomnianego RCEP. Da to Chinom zwiększone wpływy gospodarcze, a więc także i polityczne, co będzie miało niebagatelne znaczenie w odniesieniu do szeregu państw, w tym do państw albo Waszyngtonowi sojuszniczych (Australia), albo też przyjaznych (Wietnam), które jednocześnie są coraz bardziej uzależnione od chińskiego kapitału. Dotyczy to także Malezji i Filipin, które zwiększają współpracę z Pekinem. Takie konsekwencje oznaczają, że Trump wcale nie musi wycofać się z TTP jak zapowiadał. Wypowiedzi krytyczne wobec TTP można więc odbierać jako element gry wyborczej, a także punkt wyjścia do wynegocjowania lepszych warunków. 

Co do polityki bezpieczeństwa względem Azji to na chwilę obecną niewiele wiadomo. Donald Trump nie ma w tej kwestii żadnych wykrystalizowanych i dojrzałych poglądów (a przynajmniej nic takiego nie można stwierdzić na podstawie jego wypowiedzi). Swego czasu stwierdził jedynie, że Japonia i Korea Południowa mogą potrzebować własnej broni termojądrowej, a także iż powinny ponosić wszystkie koszty utrzymania amerykańskich kontyngentów wojskowych na ich terytorium. Pokazuje to jak mało Trump wiedział o militarnej sytuacji w Azji oraz o finansowaniu żołnierzy amerykańskich z południowokoreańskiego i japońskiego budżetu. Jednocześnie spowodowało to wyraźną niepewność wśród amerykańskich sojuszników, którzy teraz muszą zastanawiać się nad przyszłością niewzruszalnego i zdecydowanego wsparcia Stanów Zjednoczonych, zapewnianego od dekad.

Na temat polityki wojskowej w Azji wypowiadali się póki co przede wszystkim doradcy Trumpa. Ci zapowiedzieli plan rozbudowy US Navy do 350 okrętów, a także zwiększenie obecności militarnej w regionie. Jedyne konkretne wypowiedzi, jakie padły z ust Trumpa to – jak przystało na biznesmena – zapowiedź częstszego stosowania sankcji gospodarczych w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. Trump stwierdził między innymi, że należy polityką handlową zmusić Chiny do wycofania się ze spornego obszaru Morza Południowochińskiego, a także w ten sam sposób nakłonić Pekin do wstrzymania się od wspierania Korei Północnej. Jednocześnie zapowiedział utrzymanie politycznego i militarnego sojuszu z Koreą Południową i Japonią, co oznacza najprawdopodobniej, że drastycznych zmian w jednym z filarów amerykańskiej polityki nie należy się spodziewać.

Chiny – partner czy rywal?

To właśnie relacje z Chinami będą dla Stanów Zjednoczonych najważniejsze, także z Donaldem Trumpem w Białym Domu. Chiny w ostatnich latach przeszły drogę od strategicznego partnera (czasy Billa Clintona) poprzez strategicznego konkurenta (era George`a W. Busha) aż na strategicznym rywalu kończąc (prezydentura Baracka Obamy). Na chwilę obecną wiemy jedynie, że Trump zapowiedział nadanie Chinom statusu manipulatora kursami walutowymi. Obiecał zrobić to w ciągu pierwszych stu dni prezydentury. Po drugie, Trump zapowiedział wprowadzenie 45-procentowej taryfy na importowane produkty chińskie, co zgodne jest z jego twardą, wojowniczą retoryką, ale mogłoby doprowadzić do poważnych kłopotów. Znaczna część amerykańskiej produkcji znajduje się w Chinach, które w takiej sytuacji mogą zostać zmuszone doprowadzić do wojny gospodarczej, a to uderzy tak w Stany Zjednoczone jak i amerykańskich sojuszników – w Azji i Europie. 

Wywołany tym kryzys gospodarczy oznaczałby recesję w Stanach Zjednoczonych, a więc mniej pieniędzy na utrzymywanie sił zbrojnych, w tym kontyngentów wojskowych – chociażby w Europie Środkowo-Wschodniej. Skoro dla Trumpa, przynajmniej na chwilę obecną najważniejszym czynnikiem są pieniądze i kalkulacja zysków i strat (jak na biznesmena przystało) to wydaje się, że do takiego scenariusza ostatecznie nie doprowadzi, bo przecież amerykańska gospodarka żyje z chińską w symbiozie. Wojna gospodarcza byłaby szkodliwa dla obu stron. Podkreślanie (być może nieświadome) znaczenia instrumentów gospodarczych, a nie wojskowych, pozwala uwiarygodnić tę tezę o merkantylnym podejściu Trumpa do rzeczywistości. Tym bardziej, że pomimo swych ostrych czasem słów wobec Chin, co było nastawione na wyborców wewnętrznych, niezadowolonych z sytuacji na amerykańskim rynku pracy, Trump wyraźnie stwierdził, że zależy mu na dobrych relacjach z Pekinem. Znamienne jest, że niedługo po wygraniu wyborów Trump rozmawiał telefonicznie z Xi Jinpingiem, aktualnym przewodniczącym Chin. W konwersacji zapowiedziano pogłębioną współpracę i wzmocnienie relacji. Najprawdopodobniej więc nie będzie, przynajmniej w początkach prezydentury Trumpa, żadnych sprawdzających prowokacji i pokazów siły ze strony Chin, aby w ten sposób nie odstraszyć nowego mieszkańca Białego Domu.

Co dalej? 

Podsumowując należy stwierdzić, że utrzymanie przez Trumpa wojowniczej retoryki z kampanii wyborczej mogłoby przyczynić się do zwiększonych problemów z zakresu bezpieczeństwa w Azji, szczególnie w wyniku pogorszenia relacji z Chinami. To jednak stwierdzenie w trybie warunkowym, bo kampania wyborcza zawsze rządzi się swoimi prawami. Do załamania się obecnych struktur raczej nie dojdzie, bo Donald Trump – zanim jeszcze objął fotel w Białym Domu – zapowiedział wycofanie się z części swych flagowych obietnic, w tym całkowitego zniesienia Obamacare czy też zmuszenia Meksyku do opłacenia budowy muru granicznego.

To samo dotyczy zapowiadanej stanowczej polityki względem Chin. Wilbur Ross, jeden z doradców Trumpa, przyznał otwarcie w wywiadziedla  „Yahoo Finance”, że wypowiedź o 45-procentowej taryfie karnej została źle zrozumiana, a Trumpowi chodziło jedynie, że pod pewnymi warunkami Stany Zjednoczone mogłyby rozważyć zagrożenie Chinom wprowadzenie takiej taryfy. Chociaż to bez wątpienia oszukiwanie swych wyborców, to z perspektywy politycznej jednocześnie dowód na pragmatyzm Trumpa, który w swej polityce zagranicznej będzie się najprawdopodobniej kierował przede wszystkim interesami gospodarczymi, a mniej militarnymi czy ideologicznymi. Kwestie takie jak prawa człowieka, czy demokracja raczej nie będą istotnymi czynnikami napędzającymi działania nowego prezydenta. Historycznie przecież Chinom lepiej szło układanie się z prezydentami republikańskimi niż demokratycznymi. Nie jest więc przypadkiem, że chińscy eksperci preferowali wybór Donalda Trumpa, a nie Hillary Clinton.

Oczywiście to wszystko jedynie przypuszczenia, bo osobiste poglądy często ulegają neutralizacji przez całą rzeszę doradców, lobbystów i ekspertów, którzy pokazują prezydentowi jak wiele z tego, co chciałby zrobić, jej po prostu niemożliwe. Dość przypomnieć, że George W. Bush zapowiadał inną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa w kampanii wyborczej, a prowadził inną w toku swej kadencji – zarówno przed 11 września 2001 roku jak i po nim.

Dr Robert Czulda

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

28 komentarzy

Natalia Czwartek, 29 Czerwca 2017, 17:15
Zbieram informacje do pracy licencjackiej na temat procesów w sytuacji międzynarodowej między Ameryką, Chinami, Unią Europejską a Rosją. Posiadają Państwo takowe?
Pozdrawiam :)
Anonim Sobota, 03 Czerwca 2017, 10:04
Trump to niesterowana rakieta jądrowa. Jeżeli wybuchnie, stosunki z innymi krajami (np. z Polską) staną się inne niż za rządów Obamy. Chiny nie przestaną istnieć z powodu niedostatku żywności itd. ale z końcem ich reżimu - komunizmu. Reżim zabrania jakiejkolwiek wiary. W Chinach jest coraz bardziej Chrześcijan i wyznawców innych religii. Ten reżim upadnie. I nic go nie obroni. Nawet armia.
xXx Niedziela, 18 Grudnia 2016, 22:57
Obama w ostatnim swoim prezydenckim wystąpieniu powiedział że Federacja to słaby pod każdym względem kraj i dlatego jest dla USA wrogiem numer jeden...
xXx Niedziela, 18 Grudnia 2016, 20:07
Chińczycy złowili amerykańskiego drona podwodnego,jak już dobrze zbadają wnętrze tego drona i rozszyfrują jego dane sterujące, to odtąd bedą mogli wszystkie to pływające militarne zelastwo zaganiać elektronicznym batem do swojej zagrody i tam je utylizować.
ant Poniedziałek, 19 Grudnia 2016, 12:57
Złowili, bo im na to pozwolono.
szajswaffe Niedziela, 18 Grudnia 2016, 0:57
Polityka Trumpa jeszcze bardziej zbliży do siebie Chiny i Rosję, jeszcze oficjalnie nie urzęduje a już pojawiają się spięcia (rozmowa telefoniczna z Tajwanem, przejęcie amerykańskiego drona na morzu przez Chińczyków), jeszcze poczekamy aż Niemcy wybiorą sobie nowego kanclerza i powstanie oś Berlin-Moskwa-Pekin, tak przewiduję. I wtedy sytuacja Polski będzie dużo gorsza niż w 1939 r. USA zostanie sprowadzone do roli Australii, dużej wyspy gdzieś za oceanem. W Eurazji mieszka 3/4 ludności świata. USA jest bez szans, kończy się ich hegemonia. Zapowiedzi Trumpa o zbrojeniach to ostatnie konwulsje, jak przed rozpadem ZSRR też się zbroił. Tym razem jednak to dolar jest zagrożony, jak Trump pójdzie na wojnę handlową z Chinami, te zaczną (razem z Rosją) emitować tzw. "złote obligacje", nastąpi krach dolara, moim zdaniem już w przyszłym roku. USA będzie miało do wyboru albo paść, albo wywołać III wojnę światową. ZSRR wolało paść, sądzę że USA zrobi to samo.
Flash Gordon Piątek, 30 Grudnia 2016, 13:53
W latach 80tych w USA straszono ludzi Japonia, dzisiaj straszy sie Chinami. Stara bajka. Wystarczy ze kraje zachodu przestana kupowac u chinoli i ten kraj w ciagu kilku lat przestanie istnisc.
januszbizsenu Piątek, 30 Grudnia 2016, 16:57
Co przestanie istnieć ? 22% pkb Chin to jest eksport. Załóżmy, że zachód przestaję częściowo kupować (częściowo ponieważ np. Niemcy muszą eksportować do Chin jeśli chcą uniknąć recesji) i powiedzmy eksport Chin zmiejszy się do 12% pkb. Owszem jest to duży szok dla gospodarki, ale proszę nie bełkotać o jakimś końcu istnienia.
nL Niedziela, 18 Grudnia 2016, 15:14
Jakiś czas temu próbowano budować podobną oś Berlin-Moskwa-Tokio. Berlin i Tokio źle na tym wyszły. Nawet bardzo żle.
Polanski Niedziela, 18 Grudnia 2016, 14:25
Ale co tu robi Rosja w twoich rozważaniach? To gospodarka zwijająca się i 10-krotnie mniejsza od Chin.
jasinek Niedziela, 18 Grudnia 2016, 12:29
Brawo - podzielam Twoj poglad !
Plush* Sobota, 17 Grudnia 2016, 21:54
Trump nie jest idiota. Obama byl slaby, rzady Trumpa beda zgola odmienne. Dobre stosunki z Chinami to podstawa
tadek Sobota, 17 Grudnia 2016, 18:47
USA z Chinami już podzieliły Swiat między siebie ,jeszcze tylko ROSJA im sie stawia..ale jak teraz TRUMP wystąpi na konferencji prasowej razem z prez Chin to PUTIN zmoczy spodnie ze strachu..Syberia dla Chin ,częsc do Uralu dla USA..to koniec Rosji..trzeciego im nie potrzeba
Polak Sobota, 17 Grudnia 2016, 14:55
Chiny będą partnerem militarnym USA.
Dlaczego?
Dlatego że są głównym partnerem militarnym Rosji.
Więcej wyjaśniać nie trzeba.
per aspera ad astra Niedziela, 18 Grudnia 2016, 13:21
Brawo - logiczne - ...Japonia chetnie sie dolaczy i beba to nowi wladcy swiata. Europa...nie zazdroszcze...Polska...sobie rzepke skrobie (nikt jej do niczego nie bedzie potrzebowal).
To niezla recepta na trwaly pokoj swiatowy, bez poprawnosci politycznej i ONZ.
divide et impera Poniedziałek, 10 Kwietnia 2017, 2:58
Oczywiście to tylko jedna z wersji.
divide et impera Poniedziałek, 10 Kwietnia 2017, 2:50
Raczej Chiny są zainteresowane Syberią,gdzie są złoża niezbędne ich rosnącej gospodarki, a Amerykanie mając długi w Pekinie i najsilniejszą armię świata mogą być zainteresowane rozerwaniem sojuszu Rosji i Chin, utrzymaniem kontroli nad szlakami morskimi świata i Bliskim Wschodem, gdzie wydobywa się ropę. Dodatkowo USA jest zainteresowana zerwaniem negocjacji między Turcją a Rosją. W zamian za długi i utrzymanie dolara jako światową walutę przez najbliższe dekady USA może przymknąć oko na przyszłość Syberii. Sytuacja z emigrantami w Europie oprócz oczywiście błędnej polityki Unii Europejskiej wydłuża życie państwa Izrael. Ciekawie czy USA oraz Chiny rozwiążą problem z komunistyczną Koreą Północą nim faktycznie uda im się zbudować broń atomową... :)
tin dum Sobota, 17 Grudnia 2016, 14:45
KTO im taniej wyprodukuje smartfona - jak nie chiny ?
art4art Sobota, 17 Grudnia 2016, 20:20
płace w Chinach szaleją 10% YoY tak że wkrótce dziesiątki państw będzie tańsze niż Chiny - nawet Polska. Małe zaskoczenie: koszty pracy z ZUSEM są w warmińsko-mazurskim niższe niż średnia chińska. Nawet po podwyżce płacy minimalnej.
Spartakus Poniedziałek, 19 Grudnia 2016, 12:12
Nie pisz bzdur jeśli nie wiesz.
Zwykły chińczyk, średnia klasa zarabia rocznie w przeliczeniu na złotówki 1400 zł rocznie .
Szatan Poniedziałek, 19 Grudnia 2016, 16:11
Mieszkam w Chinach już od roku i to prawda, że w dużych miastach żaden Chinczyk nie pojdzie do roboty za 1200 netto czyli tak 2100 yuanow. A chinska klasa srednia w przeciwienstwie do naszej nie ma w ogole kredytow - roznica mentalnosci. Tylko na glebokiej prowincji to rzeczywiscie ludzie zarabiaja mniej niz 1000 dolarow rocznie, ale mlode pokolenie juz nie pojdzie do pracy za grosze. Ergo: koszty pracy w Chinach wzrastaja i nic na to nie wskazuje, zeby mialy spadac.
ekonomista Wtorek, 20 Grudnia 2016, 13:07
Chyba w specjalnym obszarze administracyjnym- Hongkongu .
Sam Hongkong liczy 7 264 100 ludności
PKB (2014)
• całkowite 289,6 mld USD
• na osobę 39 871 USD

Ale to nie całe Chiny .
Szatan Wtorek, 20 Grudnia 2016, 16:29
W popularnych sieciach sklepow HongQi, 7/11, WoWo i calym tym barachle zarobki to okolo 2k yuanow czyli 1100-1200 pln na miesiac. Wiec jak w Polsce w Zabce. Ale to duze miasta, wybrzeze, Pekin, Chongqing, Chengdu i inne. Nauczyciel w szkole publicznej ma tak 4-5k yuanow wiec tez jak w PL.
sssa Sobota, 17 Grudnia 2016, 13:45
Wietnam przyjazny USA hahahah, dawno większej bzdury nie słyszałem....
Tommy74 Środa, 28 Grudnia 2016, 14:04
Oczywiście, że USA są przyjazne Wietnamowi i odwrotnie - amerykańskie okręty cumują w Wietnamie, są wizyty polityczne i wojskowe na najwyższym szczeblu
sssa Piątek, 30 Grudnia 2016, 17:05
a chińskie okręty zbrojne cumują w USA, są także wizyty polityczne i wojskowe. Obecnie relacje Wietnamu i USA są co najwyżej neutralne, co by nie mówić o postrzeganiu zwykłych Chińczyków i Wietnamczyków na siebie na wzajem, relacje dwustronne na szczeblu politycznym są lepsze niż Wietnamu z USA. Wystarczy zobaczyć jak często najwyższe władzę odwiedzają siebie nawzajem oraz jak często przedstawiciele Wietnamu są w Pekinie.
tagore Sobota, 17 Grudnia 2016, 12:03
Zainteresowanych zatrzymaniem ekspansji gospodarczej Chin jest wielu, wszyscy widzą już
w swoich krajach to same niebezpieczeństwo ,które Tramp widzi w USA.
Pytam Sobota, 17 Grudnia 2016, 11:21
Na ile te informacje są prawdziwe ?
cytuję: "„Na dziś, piątek 16. grudnia 2016, na godzinę 17. czasu uniwersalnego zwołano nadzwyczajne, zamknięte zebranie Rady Bezpieczeństwa ONZ w związku z tym, że dziś rano w jednym z bunkrów we wschodniej części Aleppo syryjskie siły specjalne dokonały zatrzymania kilku oficerów NATO.”