Bitwa o Mosul za 3 tygodnie? Gen. Sirwan Barzani: "Musimy osiągnąć porozumienie polityczne, inaczej powstanie nowy Daesh" [WYWIAD-RELACJA]

OPUBLIKOWANO: Środa, 28 Września 2016, 11:34
Mosul
Irak Repetowicz
Irak Repetowicz
Irak Repetowicz
Irak Repetowicz
Repetowicz
  • Mosul
  • Irak Repetowicz
  • Irak Repetowicz
  • Irak Repetowicz
  • Irak Repetowicz
  • Repetowicz

„Przed operacją mosulską musimy osiągnąć porozumienie co do przyszłej administracji wyzwolonych terenów, inaczej za 6 miesięcy będzie tam nowy Daesh” - mówi w rozmowie z Witoldem Repetowiczem gen. Sirwan Barzani. Dowódca omawia dla Defence24.pl przygotowywaną ofensywę na Mosul, kluczową dla wyzwolenia Iraku z rąk Daesh. Konieczne jest jednak opracowanie rozwiązania politycznego, aby po wyparciu dżihadystów nie powstała nowa organizacja terrorystyczna.

22 września armia iracka wyzwoliła Szirqat, ważne miasto znajdujące się nad Tygrysem w północnej części prowincji Salahaddin. Wcześniej, w sierpniu, siłom rządowym udało się przekroczyć Tygrys w  strategicznej miejscowości Qayarrah, łącząc w ten sposób pozycje irackie na zachodnim brzegu Tygrysu z bazą stworzoną na terenach kontrolowanych przez Kurdów w Makhmour. Wyzwolenie Shirqat zabezpiecza tyły sił skoncentrowanych w bazie lotniczej Qayarrah i w Makhmour, przygotowujących się do bitwy o Mosul. Na początku września ogłoszono, iż doszło do porozumienia między władzami kurdyjskimi a irackimi w sprawie operacji wyzwolenia Mosulu, a 25 września turecki prezydent Erdogan ogłosił nawet, iż operacja rozpocznie się 19 października. W Kurdystanie irackim również panuje dość powszechne przekonanie o rychłym rozpoczęciu operacji mosulskiej, która ma zadać ostateczny cios siłom Państwa Islamskiego w Iraku. Mówi się też, iż operacja mosulska może okazać się łatwiejsza niż mogłoby się to wydawać i wystarczy 1-2 miesięcy walk by doszło tam do pokonania Państwa Islamskiego.

Niestety, wydaje się, iż scenariusz ten jest zbyt optymistyczny, a pośpieszne planowanie operacji mosulskiej może przynieść więcej problemów aniżeli pożytku. Liczący przed 2014 r. ponad 2 mln mieszkańców (obecnie około 1 mln) Mosul to największe miasto kontrolowane przez Państwo Islamskie i to jego zdobycie w czerwcu 2014 r. doprowadziło do proklamowania kalifatu. Wszystko wskazuje więc na to, że Państwo Islamskie będzie stawiać tam zacięty opór, licząc na konflikt między siłami je atakującymi.

Siły kurdyjskie otaczają Mosul na lewym brzegu Tygrysu stojąc w odległości od około 20 km na północny zachód (okolice tamy Badusz) do około 40 km na południowy-wschód (baza Gwer gdzie zaczyna się ciągnący się na południe kluczowy odcinek frontu Gwer-Makhmour dowodzony przez gen. Sirwana Barzaniego). Siły rządowe natomiast znajdują się natomiast obecnie w odległości około 60 km na południe od Mosulu. Na wschód Państwo Islamskie wciąż kontroluje 300-tys. Tel Afar i prowadząca do niego drogę (ponad 100 km). Co więcej, mimo zdobycia Szirqat, na południu wciąż Państwo Islamskie kontroluje zachodnią część prowincji Kirkuk z miastem Hawidżą.

Repetowicz

Gen. Siwran Barzani. Fot. Witold Repetowicz.

Choć widać intensyfikację przygotowań do rozpoczęcia operacji to mapa obecnych pozycji i dotychczasowe tempo działań budzi wątpliwości co do tego czy w ciągu 3 tygodni uda się siłom rządowo-kurdyjskim podejść pod Mosul. Zapowiedź Turcji uczestnictwa w operacji tylko komplikuje sprawę, gdyż jest ono nie do przyjęcia przez siły rządowe i szyitów. Logika taktyczna podpowiadałaby, iż wyzwalanie miasta powinno się rozpocząć od jego otoczenia, a wydaje się że do tego jest jeszcze daleko. Tymczasem za miesiąc zaczną się jesienne deszcze, które utrudnią działania operacyjne. W dodatku jesienią i zimą trudniej będzie zająć się uchodźcami z Mosulu, uciekającymi z miasta przed walkami. Wciąż brak też kompleksowego porozumienia politycznego między rządem irackim a władzami kurdyjskimi w sprawie przyszłości ziem spornych (między Kurdystanem a Bagdadem) i tego kto będzie administrował wyzwolonymi terenami prowincji Nineveh. Coraz więcej osób mówi zatem, że jeśli teraz nastąpi wyzwolenie Mosulu to może to oznaczać wkrótce nową wojnę. Do szybkiego rozstrzygnięcia prze jednak administracja Obamy, który chce by nastąpiło to jeszcze w trakcie jego prezydentury.

Rozmowa z gen. Sirwanem Barzanim, dowódcą frontu Gwer-Makhmour, jednym z najważniejszych kurdyjskich wojskowych, jednocześnie założycielem i prezesem największej w Iraku sieci komórkowej „Korek”, prywatnie – bratankiem prezydenta Masouda Barzaniego.

Witold Repetowicz: Gdy armia iracka zaczęła w marcu tego roku operacje w tym rejonie, których ostatecznym celem ma być wyzwolenie Mosulu, początkowo nie odnosiła zbyt wielu sukcesów i poddawał Pan ich działania krytyce. Jak Pan ocenia je dziś i jak obecnie wygląda współpraca między armią iracką a Peszmergą? 

Generał Sirwanem Barzani: Relacje między Peszmergą a armią iracką są obecnie bardzo dobre, w Erbilu jest wspólny sztab ministerstwa Peszmergi i irackiego ministerstwa obrony, a w Makhmour nasze wspólne centrum operacyjne. Zdolności operacyjne armii irackiej są coraz lepsze, właśnie osiągnęli bardzo duży sukces całkowicie wyzwalając Szirqat, wcześniej zaś Qayarrah i przekraczając Tygrys. Są coraz lepsi. Mają teraz połączenie między ich bazą tu w Makhmour do Qayarrah. Tam z pomocą koalicji wybudowali most pontonowy przez Tygrys, gdyż Daesh wysadził zwykły most. W ten sposób mają połączenie z bazą lotniczą Qayarrah i dalej drogą przez Szirqat i Tikrit do Bagdadu.

Irak Repetowicz

Fot. Witold Repetowicz.

Czy obecna jest tu tylko armia rządowa czy tez szyickie milicje Hashd Shaabi?

Nie, nie ma tu szyickich milicji, są natomiast oddziały plemion sunnickich, zamieszkujących te tereny. Gdy objąłem tu dowództwo w sierpniu 2014 r. i odepchnęliśmy ofensywę Daesh na odcinku Gwer – Makhmour, to zaprosiłem do współpracy naszych arabskich sąsiadów, którzy w tym czasie przebywali w obozach dla uchodźców w Erbilu. Powiedziałem im, że możemy im pomóc wyzwolić ich tereny, by oni je kontrolowali, bo nie chcę wprowadzać moich ludzi na tereny arabskie. Chodzi o to by uniknąć zadrażnień między Arabami i Kurdami, bo nigdy nie było tu wojny kurdyjsko-arabskiej, my walczyliśmy z reżimem a nie z Arabami. Trzy tutejsze plemiona pozytywnie odpowiedziały na tę ofertę i daliśmy im wtedy trochę lekkiej broni. Obiecałem im też że zrobię co mogę w sprawie szkolenia ich przez koalicję międzynarodową, oraz w sprawie żołdu od władz irackich. Teraz z powodzeniem walczą u boku armii irackiej. 

Czy to są siły związane z b. gubernatorem Mosulu Atheelem al Nujaifi?

Nie, oni podlegają dowództwu operacyjnemu Nineweh oraz władzom centralnym w Bagdadzie. Plemiona Nujaifiego operują w innym sektorze. Nie wiem czy wezmą bezpośredni udział w walce o Mosul, ale tam gdzie jest ich ziemia to na pewno ich zadaniem będzie ją chronić. 

A co z Hashd Shaabi? Zarówno rząd jak i milicje szyickie nalegają by też brały udział w operacji mosulskiej, czy jest jakaś decyzja w tej sprawie?

Nie słyszałem by to zostało rozstrzygnięte. My, z punktu widzenia wojskowego, nie mamy żadnych zastrzeżeń bo to są dobrzy żołnierze. Ale z punktu widzenia politycznego, pewnych wrażliwych aspektów relacji między szyitami a sunnitami, to jest już inna kwestia, więc to musi być decyzja polityczna a nie wojskowa. Nie sądzę jednak by brali udział w walkach w samym mieście Mosul.

A czy mogą wystąpić pewne konflikty między milicjami szyickimi a armią iracką, zwłaszcza po tym jak Muqtada al Sadr wezwał swoich ludzi do atakowania Amerykanów?

Nie sądzę, oni od dawna mówią takie rzeczy ale kończy się tylko na słowach. Poza tym Amerykanie nie spełniają tu teraz takiej roli jak wcześniej, nie kontrolują terytorium, a jedynie szkolą, doradzają i przeprowadzają naloty. Nie powinno być zatem żadnych problemów.

A czy spodziewa się Pan, że bitwa o Mosul zacznie się jeszcze w tym roku?

Tak, czemu nie, nawet ogłaszają to w mediach. Premier Abadi mówił niedawno, że trzeba to skończyć jeszcze w tym roku i to samo mówią Amerykanie. Ale nie ma ustalonej dokładnej daty dla tej operacji. 

Irak Repetowicz

Fot. Witold Repetowicz.

Kwestia terytoriów spornych, takich jak Szengal, Kirkuk czy Khanaqin nie jest rozstrzygnięta. Czy nie uważa Pan, że problem ten powinien zostać rozwiązany przed wyzwoleniem Mosulu, bo w przeciwnym razie może później dojść do walk między milicjami szyickimi i Peszmergą o te ziemie?

To dotyczy też Makhmour, tego miejsca gdzie teraz siedzimy. Rozwiązanie znajdowało się w art. 140 konstytucji irackiej, na podstawie którego miało dojść do referendum. Ale czekaliśmy ponad 12 lat by rząd iracki rozwiązał to zgodnie z konstytucją. Cały czas odkładali referendum a potem zostawili całą broń Daesh i uciekli, a Daesh zajął te tereny, zabijał mieszkańców, porywał kobiety. Wtedy wkroczyła Peszmerga i to my wyparliśmy terrorystów z tych ziem. Tu w prowincji Nineweh jest trochę inna sytuacja niż z innymi terenami spornymi, bo tam jest sprawa jasna, to ziemie zamieszkane przez Kurdów. Tu jest bardziej złożona sytuacja bo mieszkają tu Arabowie, zarówno szyici jak i sunnici, Turkmeni, również szyici i sunnici, Kurdowie, wszystkie inne mniejszości, kakai, jazydzi, mandejczycy, sabejczycy, Szabakowie, chrześcijanie – katolicy, Ormianie, chaldejczycy i asyryjczycy. Z tego powodu przekładaliśmy nasze narady wojskowe między władzami kurdyjskimi, rządem centralnym i międzynarodową koalicją. Musimy bowiem dojść w tej sprawie do porozumienia przed operacją, kto będzie kontrolował ziemię i zarządzał określonymi terenami. Nie chcemy przelewać krwi naszych peszmergów, pokonać Daesh, tylko po to by za 6 miesięcy inny Daesh wrócił. 

Czy oznacza to, że zanim zacznie się bitwa o Mosul sprawa terenów spornych powinna zostać rozstrzygnięta zgodnie z art. 140 konstytucji irackiej (przeprowadzenie referendum dotyczącego przynależności terenów spornych do Regionu Kurdystanu)? 

Nie, artykuł 140 to inna sprawa, to wszystkie tereny sporne między Kurdystanem i rządem irackim. Według nas ta sprawa jest już rozstrzygnięta. My oczyściliśmy te ziemie z Daesh, bez pomocy irackiej armii, która opuściła te tereny zostawiając całą broń terrorystom. My wyzwalaliśmy je kilometr po kilometrze i teraz one są pod kontrolą Peszmergi. Sprawa zamknięta. A nawet jeśli nie, to według art. 140 miało się odbyć referendum, odkładane przez Bagdad przez 12 lat. Jeśli chcą to rozstrzygać według art. 140 to niech tak będzie. Jak będą gotowi do referendum to je zrobimy, jak nie to tych ziem nie oddamy. Nie ufamy nikomu, że zapewni bezpieczeństwo na tym terenie, gdzie my straciliśmy tysiące ludzi. Z Równiną Niniwy jest inaczej, niektóre tereny, gdzie żyją mniejszości nie należą do terenów spornych, ale mimo to jest to też nasz problem, bo ludzie stamtąd jako uchodźcy żyją teraz na terenie Kurdystanu. Oni nam mówią, że nie mogą wracać do domu jeśli nie będzie tam Peszmergi bo nie będą czuć się bezpiecznie. Dlatego my musimy kontrolować te tereny by ci ludzie mogli tam wrócić, na przykład do rejonu Karakosz. A co do reszty prowincji Nineveh i samego Mosulu to przed operacją musimy wypracować rozwiązanie co do ich przyszłości. To jest zdanie naszego przywództwa i prezydenta Kurdystanu. Inaczej za 6 miesięcy będzie nowy Daesh, bo to jest problem mentalności. To nie jest kwestia Baghdadiego („kalifa” Daesh), bo przed nim  też była Al Kaida i znów mogą się odrodzić pod inną nazwą. Musimy więc znaleźć takie rozwiązanie dotyczące tego kto tam będzie rządził, by zmienić mentalność ludzi na tych terenach i żeby wszyscy żyli w pokoju, tak jak jest to w Kurdystanie. 

Czyli Kurdystan się nie wycofa z tych terenów spornych, które teraz kontroluje?

Oczywiście, że nie. My je wyzwoliliśmy i to jest kurdyjskie terytorium. Jak chcą to niech nawet robią w Erbilu referendum czy ma należeć do Kurdystanu czy jakiegoś innego państwa ale w żaden inny sposób, tzn. nie na podstawie woli mieszkańców, nam tych ziem nie odbiorą.

Irak Repetowicz

Fot. Witold Repetowicz.

A co z wschodnim Mosulem (częścią miasta położona na wschodnim brzegu Tygrysu), czy też powinien być pod kontrolą Peszmergi? 

Nie, my nie chcemy wkraczać do miasta bo to nie jest terytorium kurdyjskie, choć mieszka tam wielu Kurdów. Nie chcemy wchodzić w takie delikatne sytuacje jakie panują w reszcie Iraku bo jako Kurdowie nie toczymy tu walki o charakterze etnicznym. Nam chodzi o wyzwolenie tych ziem, o demokrację i o to by ludzie mogli żyć razem w pokoju. I robimy to z powodzeniem. W tej chwili mamy w Kurdystanie ponad milion Arabów-sunnitów (uchodźców), których powitaliśmy z otwartymi ramionami, podobnie jak innych uchodźców, wśród których są wszystkie irackie mniejszości. Wszyscy żyją teraz u nas w zgodzie i tak powinno być też tam skąd pochodzą, powinien tam panować taki sam system jak u nas. Ale nie zamierzamy wkraczać do Mosulu. Jeśliby iracka armia, międzynarodowa koalicja ale przede wszystkim sami mieszkańcy poprosili nas o to, no to być może ale póki co nie jest to w planie.

Jaka będzie rola Peszmergi w bitwie o Mosul?

Ta operacja bez Peszmergi jest niemożliwa bo otaczamy miasto od jego zachodniej strony, przez północną do południowo-wschodniej. Więc oczywiście będziemy częścią operacji ale szczegóły naszego udziału i terminy są jeszcze przedmiotem negocjacji. Mamy cotygodniowe spotkania dowództwa operacyjnego z udziałem naszych władz, dowództwa sił koalicyjnych oraz przedstawicieli irackiego ministerstwa obrony. Dopracowujemy ostateczny plan i jeszcze nie wiadomo czy będą wspólne sektory operacyjne czy oddzielne. 

Jaka jest rola oddziałów jazydzkich i chrześcijańskich? 

W szeregach Peszmergi mamy i chrześcijan i jazydów, poza tym teraz jest specjalny oddział jazydów  z rejonu Szengalu, który właśnie kończy swoje szkolenie u naszego boku. W sektorze VII szkolimy też batalion chrześcijański, liczący 3000 osób, choć to nie wszyscy nasi chrześcijańscy bojownicy. Przygotowujemy ich do tego by wsparli kontrolę nad terenami chrześcijańskimi, które wyzwolimy. Chodzi m.in. o Karakosz, które jest taką stolicą tutejszych chrześcijan. Gdy zdobędziemy to miasto i pójdziemy dalej z linią frontu, to oni będą zabezpieczać tereny wyzwolone by ludzie mogli do nich wracać. Mogą bowiem nie chcieć innych sił na tym terenie np. armii irackiej, bo to co było wcześniej prowadziło do wielu problemów takich jak konflikt szyicko-sunnicki czy problem radykalnego islamu. 

A ile liczą te sunnickie oddziały plemienne, o których Pan wspominał? 

To zależy, bo jeśli chodzi o mój sektor to po przekroczeniu przez armię iracką Tygrysu w Qayarrah do sił rządowych przyłączyły się nowe plemiona. Wcześniej było ich koło 2000, teraz może 3000 ale to tylko w tym sektorze (front Gwer – Makhour), co do reszty to nie mam dokładnej liczby. 

Czy armia turecka powinna brać udział w operacji mosulskiej? 

Nie mamy nic przeciwko temu by była częścią międzynarodowej koalicji, natomiast jakby miała to robić na własną rękę to inna sprawa. My jako Kurdowie nie mamy problemu z nikim ale to wrażliwa kwestia dla tych terenów, więc to zależy od uzgodnień między władzami irackimi i Turcją, szyitami i sunnitami. Z naszej strony zastrzeżeń nie ma, jak ktoś chce pomóc w zniszczeniu Daesh to jest mile widziany. 

Irak Repetowicz

Fot. Witold Repetowicz.

Jak wygląda sytuacja z uzbrojeniem Peszmergi, czy doszło do jakieś poprawy? 

Oczywiście brakuje nam i broni i amunicji, ciągle dominuje przestarzała broń, której miejsce jest w muzeum. Historyczne znaczenie ma to, że pierwszy raz jako Kurdowie doświadczamy nalotów, które są dla nas wsparciem, a nie takich w których jesteśmy celem. Ale to nie wystarczy, nie można wygrać wojny samymi nalotami. Dwa miesiące temu Amerykanie zaczęli szkolenie 2 naszych brygad, dostarczając im pełne uzbrojenie. To dobry początek ale wciąż kropla w morzu potrzeb. Nie jesteśmy już partyzantką górską walczącą z dyktatorem tylko normalnym wojskiem. Mamy ponad 1100 km linii frontu z najgroźniejszą organizacją terrorystyczną na świecie. I dysponujemy głównie tą starą bronią. I tak jest lepiej niż w 2014 r. bo mamy trochę broni przeciwpancernej, w szczególności wyrzutnie Milan z Niemiec. One są bardzo dobre i uchroniły życie tysiącom peszmergów. Ale brak nam do nich amunicji, rakiet. Nasza broń ma zasięg do 2 km, a Daesh ma rosyjskie Konkursy z zasięgiem 5 km, które zdobyli z zasobów amii irackiej i syryjskiej. To prawie 3 razy większy zasięg. Nasz wróg jest wyjątkowo niebezpieczny, gotowy do ataków samobójczych i dlatego tym bardziej potrzebujemy dobrej broni. W moim sektorze dziennie dochodzi do średnio 15 ataków pociskami artyleryjskimi i nie mamy na nie czym odpowiadać. Iracka armia jest znacznie lepiej uzbrojona i każda dywizja ma tam co najmniej tyle samo broni co cała Peszmerga i to w dodatku jest nowa broń. Daesh natomiast przechwycił uzbrojenie 4 takich dywizji w samym Iraku.

Co Pan myśli o Kurdach, którzy emigrują stąd do Europy?

Wojna spowodowała, iż pogorszyła się tu sytuacja ekonomiczna, duże firmy się stąd wycofały a cena ropy spadła. Na dodatek iracki rząd nałożył sankcje na Kurdystan i Peszmergę. Dlatego, z tych względów ekonomicznych, ludzie opuszczają Kurdystan i idą do Europy. Nie ma natomiast żadnych powodów związanych z bezpieczeństwem, bo w miastach nie ma takich zagrożeń. Teraz ludzie mogą wracać nawet do takich miejsc jak Szengal. Problemy z bezpieczeństwem są tylko w nielicznych miejscach przyfrontowych ale 98 % naszego terytorium jest w pełni bezpieczna. Przyczyny tej emigracji są wyłącznie ekonomiczne. 

Czy jazydzi z Szengalu zaczęli wracać do domu?

Tylko niektórzy bo miasto jest zniszczone przez Daesh, nie ma infrastruktury, wody.

Czy nie byłoby lepiej gdyby zamiast wydawać pieniądze na migrantów przybywających do Europy przeznaczyć je na odbudowę Szengalu i innych zniszczonych przez wojnę miejsc? 

Oczywiście, to bardzo ważne, przede wszystkim dla uchodźców. Odbudowa takich miejsc jak Szengal to znacznie mniejszy koszt niż ten który wiąże się z przyjmowaniem tych ludzi w Europie. I to też jest kwestia bezpieczeństwa, bo wśród uchodźców zmierzających do Europy ukryje się wielu terrorystów Daesh. Niestety, nie jesteśmy niepodległym państwem więc ONZ oraz inne duże organizacje nie zapraszają nas, a władze irackie na takich oficjalnych spotkaniach nie przywiązują wagi do naszych problemów. Mamy 1,8 mln uchodźców i nie jesteśmy uczestnikami rozmów na temat ich problemu, nikt nie rozmawia tam o uchodźcach przebywających w Kurdystanie. Jesteśmy w dodatku objęci sankcjami, mamy ogromne problemy ekonomiczne, więc oczywiście nie jesteśmy w stanie zatrzymać tych ludzi. Robimy co możemy, pracujemy z organizacjami pozarządowymi oraz ONZ, które nam pomagają ale to wciąż nie wystarcza. Ale oczywiście, zarówno z ekonomicznego punktu widzenia jak i z uwagi na bezpieczeństwo lepiej pomagać im tutaj a nie żeby szli do Europy. Nawet uchodźcy kurdyjscy z Syrii zaczęli 2 miesiące temu migrować od nas do Europy, bo mieli bardzo złą sytuację z punktu widzenia opieki zdrowotnej, dostępu do elektryczności, której nam tu brakuje. Około 60-70 % dzieci uchodźców u nas nie może chodzić do szkoły bo brakuje miejsc. Sto razy lepiej by ONZ, UE, USA itp. pomagały im tutaj. My nie mamy takiej możliwości bo nawet brakuje nam pieniędzy by zapłacić żołd peszmergom walczącym z Daesh. Cała nasza populacja to 5,5 mln i mamy 1,8 mln uchodźców.

Dziękuję za rozmowę. 

 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

20 komentarzy

PiotrEl Piątek, 30 Września 2016, 9:25
Przekonamy się jak "Koalicja" humanitarnie i bez strat wśród cywili wyzwala miasto porównywalne co do liczby ludności z Aleppo w Syrii. Cały Wolny Świat, Syryjczycy i Rosjanie - zobaczą jak to się robi.... :D :D :D :D
Szwejjakobyły Czwartek, 29 Września 2016, 9:24
ehh "parasol ochronny" USA się otwiera i zamyka tak, jak chce korpobanksterka. Ile faktów trzeba przedstawić, by większość zaczęła powoli rozumieć, kto rozpala i podtrzymuje te pełzające wojny? Jeszcze wczoraj CIA dozbrajała isis, tudzież "mniej radykalną opozycję" (w efekcie też isis, lub ich kolegów). W Iraku, Syrii, jedynymi siłami gwarantującymi pokój i stabilność są siły rządowe i Kurdystan. Kurdystan nie jest dozbrajany tak, jak należy, bo jest kartą do grania na geopolitycznym stole. Podobnie jak Polska w czasie I wojny światowej. Żyzę Kurdom wszystkiego najlepszego, bo w zasługują na państwo, cierpią naprawdę wiele, i los ich rzucił na brutalną szachownicę wielkich graczy, tak jak nas ok 100 lat temu.
Boruta Czwartek, 29 Września 2016, 11:20
W Syrii "jedynymi siłami gwarantującymi pokój i stabilność" są SDF, na pewno nie reżim. W Iraku jest o tyle gorzej, że bo autonomia się poza ziemie kurdyjskie nie pcha, a rząd niczego nie gwarantuje, bo za dużo mają do powiedzenia szyiccy bojówkarze, którzy już nie raz urządzali odwetowe czystki na sunnitach.
kafir Czwartek, 29 Września 2016, 12:48
SDF nie jest monolitem.Gdy zniknie panstwo islamskie, Arabowie na pewno stanowczo wyartykułują swoje żądania.Nie można wykluczyć, że część ugrupowań w tym sojuszu to ukryta opcja turecka, inni będą lawirować
Respol Środa, 28 Września 2016, 20:49
Szkoda, że uchodźcy którzy zalali Europe, pozyskali niemale pieniądze na wyprawę grabiąc Kurdów i inne mniejszości. Szkoda, że regionalni gracze nie pozwalają Zachodowi na zrewidowanie polityki wsparcia Kurdow. Ten balagan szybko sie nie rozwiaze nawet po upadku Mosulu. Przy okazji wywiadu i analizy sytuacji przed planowaną bitwą, ukazala sie ciekawa mapa, objasniajaca poszczegolne miejsca. Oby wiecej takich analiz i ilustracji.
Wlodzimierz Środa, 28 Września 2016, 17:22
Wojna Iraku z peszmerga to tylko kwestia czasu, sa tam gdzie sa ze wzgledu na slabosc panstwa Irackiego jak zreszta sam Barzani przyznal, jesli Iracka panstwowosc sie wzmocni a Kurdowie nadal beda dazyc do quasi autonomii badz niepodleglego panstwa na polnocy pozostanie Irakowi do rozwazenia opcja silowa. Oczywiscie mozna by o tym myslec gdy sie zminimalizuje problem IS, jesli chodzi o uchodzcow ..to jakas propaganda..w europie uchodzcy z z Irackiego kurdystanu to jakas kropla..i wydawanie pieniedzy europejskich na odbudowe tamtej infrastruktury, miast nie ma uzasadnienia, poza humanitarnym oczywiscie
edi Środa, 28 Września 2016, 19:39
Nie ma szans na to Peszmerga jest pod parasolem ochronnym USA. Pewnie to USA będzie lobbować za tym aby mieli co najmniej autonomię.
Wlodzimierz Czwartek, 29 Września 2016, 1:46
aktualnie zgadza sie, a jak bedzie za n lat zobaczymy, parasol USA pojawia sie i znika w roznych miejscach na swiecie, Usa musi balansowac w Iraku ..wzmocnic Irak zeby nie bylo upadlym panstwem i pozbylo sie isis etc, a jednoczesnie nie za bardzo wzmocnic tak zeby szyicka wiekszosc nie poczula sie zbyt pewnie ...trudna sztuka, zapewne taki stan ajk jest teraz bedzie trwal dlugo
Marek1 Środa, 28 Września 2016, 13:10
Ten Kurd ma w 100% rację. Gdyby choćby 25% z tych 6 mld. E jakie durna Bruksela oddaje Erdoganowi trafiło do Kurdów, to i dużo mniej byłoby uchodźców i w końcu można by przynajmniej w miarę przyzwoicie dozbroić Peszmergę w nowoczesne ppk skuteczne do 4-5km i holowane syst. artyleryjskie o zasięgu 10-30 km. Dlaczego wschodnie kraje UE nie oddają dla Kurdystanu starych T-55/72 i BWP-1/2 ?? Tak czy siak coś z tym muzealnym złomem trzeba coś zrobić(utylizacja też kosztuje niemało), a tu można tanim kosztem załatwić sobie naprawdę dobre stosunki z przyszłym Kurdystanem, bo powstanie takowego w takiej, czy innej formie jest już raczej przesądzone. Panie Waszczykowski rusz pan wreszcie swe 4 litery i zacznij działać w tym kierunku !!
Sebix Niedziela, 02 Października 2016, 20:45
Nam nie wypada ze względu na Turcję, ale możnaby dostarczyć Kurdom nasze stare haubice za pomocą Litwy lub Łotwy.
grundy Środa, 28 Września 2016, 15:59
Nie oddają z powodów politycznych. Od razu podniósł by się raban z Ankary, Bagdadu i Teheranu. Dlatego zachód w miarę możliwości stara się unikać dostarczania Kurdom dalekosiężnej broni ofensywnej. Niestety utrudnia to później kontrolę nad zdobytymi terenami i zwiększa straty osobowe, nawet stare haubice M102, które ma na stanie amerykańska Gwardia Narodowa bardzo by się przydały. Jeśli ktoś sobie przejrzy jak wygląda struktura osadnicza w tamtych rejonach to widać, że wioski i miasteczka są skupiskami na planie koła o średnicy kilkuset metrów i średnio są one w odległości 4-7km od siebie. W Europie wioski głównie ciągną się wzdłuż dróg, oprócz tego jest multum porozrzucanych domostw. Dlatego mając tam (Syria,Irak) choćby pluton haubic o zasięgu ~13km można czasem kontrolować drogi pomiędzy nawet 10 osiedlami.

Inna sprawa, że sami Peszmergowie mają problem z zakupem broni gdyż iracki Kurdystan nie ma gdzie sprzedawać swoich nadwyżek z produkcji rolnej. Samej pszenicy mogliby eksportować 600tys ton (i między innymi w to powinny inwestować państwa zachodu, skupować stamtąd nadwyżkę żywności na pomoc humanitarną jednocześnie pozwalając na stabilizację i wzrost gospodarczy obszarów pod kontrolą Kurdów.
zen Środa, 28 Września 2016, 15:47
Dyplomacja to bardzo subtelna sztuka i działanie na równaniach z bardzo wieloma niewiadomymi. Wypowiedź tego kurdyjskiego generała brzmi bardzo rozsądnie ale na wypowiedziach tylko nie da się oprzeć bo czasem rozmówca mówi nam to co sami chcielibyśmy usłyszeć, a nie to co naprawdę myśli i zamierza. Bez wątpienia Kurdowie iraccy w ostatnim okresie mają niezłą prasę ale z drugiej strony mają sporo potężnych wrogów. Kurdowie są potężną mniejszością w kilku państwach w tym właśnie w Iraku, Turcji czy Syrii. Powstanie gdziekolwiek niepodległego kurdyjskiego państwa stanowić będzie potencjalne zagrożenie, że proces ten będzie postępował. Poza tym niektóre organizacje kurdyjskie wciąż są na liście organizacji terrorystycznych. A to tylko drobny ułamek potencjalnych problemów wynikających z nadmiernego wzmacniania Kurdów.
Marek1 Czwartek, 29 Września 2016, 10:02
Kolego, zachodnia "dyplomacja" mówiąc najdelikatniej jest do d...y, bo NIE stoi za nią praktycznie żadna realna siła, a jej totalny brak konsekwencji w działaniach tylko Zachód ośmiesza i pozbawia wpływów. Niestety, pod tym względem, to dyplomatołki unijne i amerykańskie nawet do pięt nie dorastają ekipie Putina. Dokonali oni wnikliwej analizy sytuacji przed 2 laty i postanowili postawić na Asada. Od tamtej pory lojalnie i konsekwentnie go wspierają w każdym zakresie, umiejętnie dozując i marchewkę i ... kij. Taka polityka sprawia, że w 20 m-cy FR wyrosła na głównego rozgrywającego w Syrii i jednego z 3 głównych w całym regionie, a prestiż Moskwy i ilość zamówień na sprzęt wojskowy wzrasta lawinowo.
CO w tym czasie osiągnął szeroko pojęty Zachód ??
Sorry, ale ja ŻADNYCH sukcesów NIE widzę, a dotkliwych dyplomatycznych "klęsk" znalazłoby się sporo. Niestety nadchodzi pora, by zacząć się godzić z sytuacją, że kaleczna, niespójna/niekonsekwentna, a często wręcz głupio tchórzliwa polityka UE w regionie wyraźnie MARGINALIZUJE unijne wpływy w całym regionie. Aby temu zapobiec należy dokonać jakichś odważnych kroków, a 1 z nich mogłoby być konkretne wsparcie dla Kurdystanu, BEZ określania na razie jaką formę państwowości przewiduje się dla ok. 25 mln Kurdów zamieszkujących na styku Iraku, Iranu, Turcji i Syrii.
Gall Anonim Czwartek, 29 Września 2016, 7:34
To teraz cofnij się w czasie i przypomnij, że w pewnym sensie "Polacy byli potężną mniejszością w Prusach, Rosji i Austro-Węgrach". I w Europie było sporo polityków, którzy myśleli, że ponowne "powstanie niepodległego państwa polskiego stanowić będzie potencjalne zagrożenie". Na przykład stanowiący potencjalne zarzewie konfliktu status tzw. Wolnego Miasta Gdańska" był dziełem zachodnich polityków, którzy nie chcieli "nadmiernego wzmacniania Polaków".
kim1 Czwartek, 29 Września 2016, 10:33
To prawda, ale nie doszłoby do tego gdyby nie rozbiory Polski. Dlaczego dopuszczono do tego, że o naszym kraju decydowały inne państwa? Tak samo jest z Kurdami. Powinni sami wybić się na niepodległość bez oglądania się na zdanie innych państw. Jakim prawem międzynarodowym o utworzeniu należącego się Kurdom państwa ma decydować inne państwo (państwa)? Powtarzam Kurdowie powinni sami np. od jutra ogłosić powstanie swojego państwa i wtedy zobaczylibyśmy kto ma jakie zamiary w stosunku do nich. Inaczej to wciąż będą tylko kartą przetargową.
Marek1 Czwartek, 29 Września 2016, 11:27
kim1 - JAKIE zamiary mają wobec kurdyjskich prób zdobycia państwowości maja wszystkie 4 kraje na terytorium których kurdyjska mniejszość(lub większość) występuje, to z góry WIADOMO. Ani Iran, ani Turcja, ani Syria, ani Irak NIE mają zamiaru dobrowolnie zrzec się sporej części swego terytorium na potrzeby nowo utworzonego państwa Kurdystan. Dla Kurdów są obecnie tylko 2 drogi :
1. Bezpardonowa walka(również zbrojna), aż do zaakceptowania przez sąsiadów faktu istnienia na częściach ich terytoriów suwerennego Kurdystanu. Ale do tego konieczne jest mocne poparcie dyplomatyczne i sprzętowe choćby 1 z mocarstw(USA, UE, FR lub Chin). Moskwa b. chętnie wlazłaby i tam, ale wie, że wtedy z automatu tracą mocno w Damaszku, Teheranie, Bagdadzie i Ankarze. To samo dotyczy w zasadzie całej reszty z w/w mocarstw ... POZA Chinami. Na miejscu Kurdów w razie bardzo niewystarczającego wsparcia ze strony USA, FR, czy UE zwróciłbym się mocno w stronę Pekinu obiecując w przyszłości duże koncesje na kopaliny i przy odbudowie zniszczonej infrastruktury cywilnej i wojskowej. Patrząc na ewidentną ekspansję gospodarczo-polityczną Chin w "czarnej" Afryce myślę, że Pekin zechciałby się równie mocno zaangażować w projekt ...Kurdystan.
Z lokalnych krajów regionu Kurdowie powinni zacząć się dogadywać z Izraelem dla którego WSZYSTKO co osłabia arabskie kraje regionu jest potencjalnie korzystne.
igo Czwartek, 29 Września 2016, 15:20
Chiny też raczej na Kurdów "nie postawią", ponieważ mają w zwyczaju dogadywać się z legalnym rządem danego kraju, więc bez niepodległości i swojego państwa nie ma mowy o współpracy, ponadto stracili by dużo w Iranie, z którym próbują się dogadać w sprawie nowego jedwabnego szlaku. Poza tym Chińczycy mają awersje do wszelkich "ruchów separatystycznych" ponieważ Chiny nie są etnicznym monolitem i sami mają kłopoty np. z Ujgurami.
kafir Czwartek, 29 Września 2016, 12:32
Przede wszystkim Kurdowie muszą dogadać się między sobą, A do tego daleka droga.
Marek1 Czwartek, 29 Września 2016, 16:09
To też absolutna racja - każdy wróg Kurdystanu rozgrywa jak tylko może duze rozbieżności pomiędzy frakcjami kurdyjskimi ...
Marek1 Czwartek, 29 Września 2016, 12:14
2. Drogą alternatywną może być dążenie do jak najszerszej autonomii, ale w ramach w/w 4 państw.
- Obecnie tylko raczej Bagdad skłonny jest widzieć i tolerować sporą autonomię irackiego Kurdystanu.
- Ankara Erdogana wyraźnie nastawiona jest na konfrontację(trw mini wojna domowa),
- Damaszek Asada również NIE widzi możliwości dla szerokiej autonomii syryjskich Kurdów. Do większych walk z Kurdami nie doszło na razie tylko z powodu do niedawna tragicznej nieomal sytuacji wojsk rządowych, aż do br. bezlitośnie wypieranych przez jednostki daesh/al-nusra z kolejnych terenów. W ciągu ost. 10 m-cy sytuacja się zmieniła diametralnie dzięki wsparciu Asada przez FR i zaczyna juz w niektórych miejscach dochodzić do potyczek między armią/milicjami szyickimi a jednostk. kurdyjskimi.
- Teheran NIE widzi żadnej opcji szerokiej autonomii dla swych Kurdów i pilnie śledzi przebieg działań kurdyjskich na terenach Syrii i Iraku, czy aby NIE zmierzają one w kierunku niekorzystnym dla Iranu.