Reklama

Siły zbrojne

US Army uczy się, jak bronić się przed Rosją. „Kluczem – szybkość”

  • <p>Ukraiński funkcjonariusz nad odnalezionym w Donbasie fragmentem rosyjskiej rakiety 9M331. Nazwa typu widoczna na stożku głowicy. Fot. MSW Ukrainy</p>
    <p>Ukraiński funkcjonariusz nad odnalezionym w Donbasie fragmentem rosyjskiej rakiety 9M331. Nazwa typu widoczna na stożku głowicy. Fot. MSW Ukrainy</p>
  • Symulator Jaskier prezentowany podczas MSPO 2013. Fot. J. Sabak
    Symulator Jaskier prezentowany podczas MSPO 2013. Fot. J. Sabak

Amerykańska armia w związku z zagrożeniem ze strony Rosji prowadzi szkolenia przygotowujące do operacji w warunkach przeciwdziałania przeciwnika, w tym za pomocą lotnictwa i walki elektronicznej. Analizowane są doświadczenia Ukraińców ze starć z siłami Federacji. Dowódca US Army Europe generał Ben Hodges stwierdził, że kluczowe znaczenie dla działań, podejmowanych w celu wzmocnienia wschodniej flanki ma szybkość ich realizacji.

Generał Hodges podczas konferencji prasowej stwierdził, że „szybkość” jest ważnym elementem wszystkich ćwiczeń, prowadzonych przez Stany Zjednoczone i europejskich sojuszników. Ma to związek ze specyfiką zagrożenia ze strony Rosji. Jak wiadomo, siły Federacji mogą manewrować po liniach wewnętrznych, a szybki przerzut dużych zgrupowań wojsk jest jednym z kluczowych elementów ćwiczeń prowadzonych w Rosji (w tym niezapowiedzianych sprawdzianów gotowości bojowej).

Dowódca US Army Europe zaznaczył, że istotna jest nie tylko szybkość samego przerzutu wojsk marszem drogowym czy koleją, ale też odpowiednio wczesne rozpoznanie kryzysu, podjęcie stosownych decyzji politycznych oraz podniesienie gotowości bojowej wojsk. Wcześniej amerykański generał apelował o stworzenie „strefy Schengen” dla pojazdów wojskowych państw NATO, wskazując na istnienie problemów proceduralnych, które mogą trwać np. 2 tygodnie i stanąć na przeszkodzie szybkiemu przemieszczeniu wojsk w wypadku zagrożenia.

Czytaj więcej: Procedury wstrzymują przerzut szpicy. Bałtyckie zagrożenie dla NATO

Generał Hodges wspomniał również o środkach wzmocnienia, wdrożonych przez sojusz, w tym o ustanowieniu sił natychmiastowego reagowania czy trwającym już procesie rozmieszczenia sprzętu dla amerykańskiej brygady pancernej w Europie. Szczególne znaczenie ma jednak uwzględnienie w scenariuszach ćwiczeń US Army, realizowanych w Niemczech ataków powietrznych przeciwnika czy użycia przezeń środków walki elektronicznej bądź rozpoznania radioelektronicznego.

US Army uczy się, jak bronić się przed Rosją

Oznacza to, że jednostki wojsk lądowych USA w Europie biorą pod uwagę przygotowanie do konfrontacji z zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem – potencjalnie także Federacją Rosyjską. Jest to o tyle istotne, że – jak przyznał sam generał Hodges – Amerykanie nie obawiali się ataku powietrznego na własne wojska od dziesiątek lat.

Obecnie US Army dysponuje jedynie ograniczonymi zdolnościami w zakresie bezpośredniej osłony przeciwlotniczej wojsk systemami krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu (wyłącznie systemy Stinger/Avenger) a wiele jednostek OPL zostało rozformowanych w ramach redukcji strukturalnych. Również w zakresie walki elektronicznej zdolności amerykańskich wojsk lądowych są uznawane za niewystarczające.

Avenger
System przeciwlotniczy Avenger. Fot. Sgt. Valeria M. Pete/Florida National Guard.

Uwzględnienie ataków lotnictwa czy prowadzenia działań w warunkach walki elektronicznej w scenariuszach ćwiczeń jest pierwszym krokiem na drodze do dostosowania się do tego typu zagrożeń. Niezbędna jest jednak modyfikacja struktur i zwiększenie ich nasycenia środkami obrony przeciwlotniczej, czy walki elektronicznej. Do tego z kolei potrzeba dodatkowych funduszy, o co może być trudno biorąc pod uwagę sytuację Pentagonu.

Dowódca amerykańskich wojsk lądowych w Europie przyznał również, że siły USA starają się analizować doświadczenia Ukraińców z walk z siłami prorosyjskimi, np. dotyczące unikania ostrzału artylerii kierowanej przez bezzałogowce. Obecnie na zachodzie Ukrainy przebywa 400 żołnierzy US Army, przeprowadzających szkolenia dla Ukraińców wraz z Brytyjczykami, Kanadyjczykami oraz Litwinami. Jak podkreślił generał Hodges, szkolenia były „dwukierunkowe” i obie strony dzieliły się swoimi doświadczeniami.

Generał Hodges podczas briefingu wspomniał także o kilkuset naruszeniach zawieszenia broni w Donbasie od września br., powodujących śmierć Ukraińców. Przypomniał też, że na Krymie i w obwodzie Kaliningradzkim Federacja dysponuje znacznymi siłami (w tym zestawami przeciwlotniczymi dalekiego zasięgu i wyrzutniami pocisków przeciwokrętowych), pozwalającymi na utrudnienie dostępu jednostkom NATO do krajów bałtyckich, czy do regionu Morza Czarnego. Problem potencjalnego użycia przez Rosjan tzw. strategii antydostępowej był poruszany na łamach Defence24.pl.

Czytaj więcej: Rosja „zamknie” siłom NATO dostęp do państw bałtyckich?

Wcześniej generał zwracał uwagę na zagrożenie zablokowaniem przez Rosjan wąskiego pasa polsko-litewskiej granicy, pomiędzy Białorusią a Obwodem Kaliningradzkim, który nazwał „Suwalki Gap”. Jest to bowiem jedyna granica lądowa krajów bałtyckich z innym państwem NATO i w oczywisty sposób ma szczególne znaczenie dla Sojuszu. Z kolei na Krymie Rosja dysponuje około 25 tysiącami żołnierzy. Na granicy z Ukrainą nadal istnieje infrastruktura, przygotowana na przyjęcie większych sił Federacji w wypadku zwiększenia natężenia walk.

Uragan BM-30 smiercz
Fot. mil.ru

Rozmieszczenie wojsk NATO w regionie pozwoli przyśpieszyć reakcję

Potencjalnym problemem dla Sojuszu Północnoatlantyckiego jest też możliwość podejmowania odpowiednio szybkich decyzji politycznych i rozpoznanie zagrożeń. Wiadomo już, że Amerykanie zdecydowali po wybuchu kryzysu na Ukrainie o wzmocnieniu rozpoznania sił zbrojnych Rosji. Dowódca sił NATO w Europie i szef europejskiego dowództwa sił zbrojnych USA generał Phillip Breedlove wskazywał we wrześniu br., że choć podjęto w tym zakresie kroki, to obecny poziom zdolności odbiega od potrzeb.

Inną potencjalną przeszkodą dla NATO może być brak odpowiedniej liczby sił o bardzo wysokiej gotowości, co dotyczy w szczególności europejskich członków Paktu. Wiadomo, że np. w Niemczech w celu wydzielenia grupy bojowej wielkości batalionu do sił natychmiastowego reagowania NATO wykorzystywano sprzęt z wielu innych jednostek. Z kolei amerykańskie wojska lądowe w Europie dysponują jedynie ograniczonymi siłami, nawet jeżeli uwzględnić jednostki rotacyjnie przyporządkowywane do US Army Europe.

Sojusznicy mogą więc nie okazać się zdolni do szybkiego wydzielenia odpowiednio dużych sił w celu przeciwdziałania nagłemu, zmasowanemu atakowi ze strony Rosji. Stąd też w komentarzach coraz częściej mówi się o konieczności wzmocnienia obecności wojskowej NATO w regionie, choćby drogą rozmieszczenia w Polsce i krajach bałtyckich jednostek wielkości batalionu, tak jak wnioskowały o to Litwa, Łotwa i Estonia.

Podobne rozwiązanie postulował np. Jeffrey Rathke w niedawnym opracowaniu dla amerykańskiego Centre for Strategic and International Studies, a także przedstawiciele Center for Nonproliferation Studies. Obecność samodzielnych jednostek bojowych, nawet relatywnie niewielkich, w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w pewien sposób wymusiłaby reakcję NATO na zagrożenie, stanowiąc jednocześnie wzmocnienie potencjału militarnego (szczególnie dla państw bałtyckich).

Wypełnienie wniosku Litwy, Łotwy i Estonii można uznać za absolutne minimum w zakresie ustaleń dotyczących obecności NATO w Europie Środkowo-Wschodniej szczytu Sojuszu, jaki ma się odbyć w Warszawie. Oprócz tego niezbędna jest modernizacja i rozbudowa struktur wojskowych poszczególnych krajów członkowskich NATO (a nie tylko USA) tak aby dostosować je do prowadzenia działań w warunkach komfliktu o dużej intensywności. Potrzeba więc więcej jednostek naziemnej obrony przeciwlotniczej, artylerii czy walki elektronicznej - i to nie tylko w US Army, ale też, a może przede wszystkim w państwach europejskich.

Reklama

Komentarze (18)

  1. Czytator

    zastanawiam się ilu analityków siedzi nad Waszymi komentarzami bo z każdego można coś naprawdę konstruktywnego wyciągnąć. Szkoda tylko, ze te analizy służą czemu innemu a nie reformie naszej armii a wręcz nowym analizom, planom, wdrożeniom bez sensu itp.

  2. zLoad

    Hahaha cwaniaczki! Nasi sojusznicy spiesza sie do rosyjskich surowcow, dlatego sa w Polsce. Kto pierwszy ten lepszy ! Ale my mamy lepszy plan!

  3. wafel

    Bravo USA po wydaniu $12 mln na studium A2/AD okazuje siu ze 1. Rosyjska szpica pancerna omnie Litwe 2. I uwolni Lodz 3. Tam polaczy sie z frontem bialoruskim forsujacym wisle w okolicach Sandomierza, I desantem morskim z okolic Leby 4.Klasyka Rosyjska od 1830r. a wirmy dobrze co sie stylo z Sowinskim na Woliu

  4. Arek.Konski

    Rozumiem dobrze? Skoro pisze, ze "w warunkach przeciwdziałania przeciwnika", to znaczy, ze Amerykanie jako pierwsi zaatakują?

  5. magazynier

    Szybkość, szybkość, szybkość. A którą stronę ?

  6. jugar

    Przeczytałem i jakoś trudno uwierzyć, że Amerykanie korzystają w szkoleniu z doświadczeń ukraińskich. Problem polega na tym, że rosyjskie lotnictwo nie brało udziału w walkach na wschodzie Ukrainy, a ukraińskie lotnictwo nie odegrało w tym konflikcie istotnej roli. Jak więc można korzystać z doświadczeń, których nie ma?

    1. lol

      A dlaczego Ukraina nie użyła lotnictwa na swoim terenie żeby zaorać ruskie czołgi i grady, skoro ruskich tam nie ma? Bo są tam ruskie zestawy plot. z którymi Ukraińskie lotnictwo sobie nie radzi. Bez radarów artyleryjskich, Ukraina nie potrafi szybko zniszczyć strzelających z "partyzanta" ruskich gradów. Bez samolotów walki radioelektronicznej i rakiet radiolokacyjnych Ukraina nie może czuć się bezpieczna w powietrzu i zniszczyć starych zestawów Buk, i radarów które trzymają lotnictwo w szachu. I to są wnioski i lekcje wyciągnięte przez Amerykanów z Ukrainy.

  7. Lyngsoe

    Masakra ! Rosja zagrożeniem ? A gdzie ta Rosja ma swoje bazy wojskowe - w Meksyku, Kanadzie , na Kubie ?

    1. ja

      To nie chodzi o to ze ma bazy tylko o to ze Rosja sie faszyzuje tak jak za Hitlera w Niemczech. I to jest zagrożeniem dla nas wszystkich.

    2. 123

      Na okupowanym Krymie, w okupowanym Doinbasie, w okupowanej Gruzji, w okupowanym Naddniestrzu i dzisiatki innych baz w zastraszanych byłych republikach postsowieckich.

  8. zen

    Niestety na razie wyglada na to ze gdyby USA nawet chaiala nam pomoc to nasi kochani zachodni sasiedzi moga przez kilka tygodni nie wyrazic zgody na przejazd sil zborjnych NATO.

    1. Tomasz Stelmach

      Prędzej będziemy się musieli bronić przed inwazją islamskich imigrantów i na to się przygotowujmy. A zagrożenie ze strony Rosji jest równie prawdopodobne jak zagrożenie ze strony Niemiec, czyli dalsza perspektywa. Wiecie, że na mocy uchwalonej w poprzednim parlamencie głosami PO, SLD i PSL ustawy w razie gdyby w Polsce ludność się buntowała przeciwko UE niemiecka armia może wkroczyć z bratnią pomocą, jak swojego czasu radziecka na Węgry i do Czechosłowacji.

    2. Franz

      Dokladnie tak to wyglada. Stad tez wspomniana idea Schengen dla wojska. Oczywiscie niemcy majac decydujacy wplyw na ustawodawstwo europejskie nie zrezygnuja z roli poasiadacza kluczyka do kajdanek. Jedyneym mozliwym wyjsciem z zego impasu jest stacjonowanie wojsk amerykanskich w Polsce. Nie musieliby blagac niemcow o jakiekolwiek zezwolenia. Na marginesie trzeba dodac ze wycieczka bundeswehry na cwiczenia w Polsce zalatwiana jest bez watpinia w tempie blitzkriegu.

  9. Extern

    Mówiąc szczerze czytając ten artykuł byłem przerażony, brzmi on trochę jak lament i usprawiedliwienie że jesteśmy tak słabi że nie damy rady się sami obronić a co dopiero wam pomagać.Czy aby na pewno warto aż takie nadzieje pokładać w tym że USA zdąży nam pomóc. Wychodzi na to że nawet nie za bardzo będą mieli jak, którędy i czym, dojechać, a na lotniskowiec na Bałtyku to nie ma raczej co liczyć.

    1. rrre

      Nasza armia musi bronić polskiej ziemi. NATO to tylko siły powietrzne. Inne wsparcia nie dostaniemy.

  10. jacenty

    nie zdziwię się jak amerykanie niebawem powiedzą że Rosjanie utrzymują znaczne siły blokujące dostęp do Moskwy i że jest to zagrożeniem dla NATO :)) Hipokryzja tzw. Zachodu osiąga szczyt absurdu

  11. zółw

    A co z naszym systemem Wisła ? ? ? ?

  12. Realista

    Nacisk na sile ognia zwielokrotnianie jej np abrams z 4 ma javelinami

  13. Gojan

    Jedynym azjatyckim członkiem NATO jest Turcja :-)

  14. Tadeusz z Wilanowa.

    Jak ktoś ma oczy to nie znaczy, że widzi. BBN za czasów B. Komorowskiego opracowało doktrynę wojskową w której mówi się, że Rosja to odpowiedzialny partner z którym możemy liczyć na obopólnie korzystna współpracę.

  15. Drzewica

    Z zainteresowaniem przeczytałbym opracowania na temat uczestnictwa wojska azjatyckich członków NATO w przypadku wybuchu otwartego konfliktu zbrojnego z Rosją. Co zrobią siły zbrojne Korei Południowej i Japonii, ale też np. Australii. Wyczuwam intuicyjnie że na pomoc Kanady prędzej można liczyć.

    1. szamot1983

      Wiesz co oznacza skrót NATO i kto jest jego członkiem?

    2. ap

      Nie ma czegoś takiego, jak "azjatyccy członkowie NATO". Australia nie leży w Azji. Geopolitycy...

    3. Mac

      Azjatyckich członków NATO?? Poziom komentarza wprost proporcjonalny do zdolności bojowych naszej husarii XXI wieku, istnego huraganu śmierci - NSR.

  16. Wojmił

    Dobry artykuł. To wszystko prawda. Pozdrawiam

  17. piotr

    nie wiezylem w to co czytam ,czy nie jest aby odwrotnie ze to USA zagraza Rosji ,niech mnie ktos oswieci .

  18. Mg

    Może sprzedamy im Loarę na podwoziu Kraba (koreańskim) ;)). Prawdę mówiąc dołożyć do tego jakieś rakiety z importu albo opracować tą Błyskawicę i byłby bardzo fajny system (zasięg 10-20 km, pułap 5-8 może nawet > 10 km). Rosomak albo Jelcz byłyby chyba za mało stabilne dla działek.

Reklama